Wyniki wyszukiwania dla hasła: gramatyki historycznej języka polskiego

Użytkownik "dziadzie":

to jest zabawa w pojmowanie tekstu


To wyjaśnienie mnie przekonuje!

skąd taki wniosek?


Z niewłaściwie prowadzonych lekcji języka polskiego, na które
marnowałem czas przez jakieś 12 lat mojego życia (z widocznym zresztą
skutkiem).

| właściwego smaku
niektóre teorie są bardzo niesmaczne


Jeśli nie wyrażasz się w sposób przyjęty przez znawców języka, to jest
to niesmaczne przede wszystkim dla nich. (choć przyznaję, że uwielbiam
słuchać wykładzików prof. Bralczyka)

to samo jest z pisaniem - to też jest sprawność
intelektualna, której nie posiada każdy i tyle:)


!!! - samo sedno
Ta sprawność wiąże się z talentem i uzdolnieniami, nie da się chyba
jej nabyć. Przedmioty ścisłe, biologia, historia - to dziedziny
wiedzy. Wiedza w języku polskim kończy się, zdaje się na poznaniu
zasad gramatyki, pisowni i historii literatury. Przedmiotu ścisłego
można nauczyć prawie każdego (ciebie dziadzie na pewno, matematyki
też), a jak nauczać sztuki, którą jest język polski? Jak zastosować
obiektywnie zasady oceny?

Zbycho



Zbycho zaszczycił(a) mnie tymi oto słowami:

Ta sprawność wiąże się z talentem i uzdolnieniami, nie da się chyba
jej nabyć. Przedmioty ścisłe, biologia, historia - to dziedziny
wiedzy. Wiedza w języku polskim kończy się, zdaje się na poznaniu
zasad gramatyki, pisowni i historii literatury. Przedmiotu ścisłego
można nauczyć prawie każdego (ciebie dziadzie na pewno, matematyki
też), a jak nauczać sztuki, którą jest język polski? Jak zastosować
obiektywnie zasady oceny?


po pierwsze jeśli ktoś nabędzie wiedzę na temat gramatyki, ortografii i
historii literatury - to będzie umiał piękną polszczyzną coś powiedzieć
- ale zostaje pewien margines IMHO dla talentu - który potrzebny jest
by tekst zaiskrzył (inteligencją, dowcipem lub czymś innym:))
po drugie - 4 nauczycieli (lepszych i gorszych próboało mnie uczyć
matematyki i żadnemu się to nie udało.
po trzecie - jak nauczać sztuki (każdej)? - do tego trzeba być choć
odrobinkę artystą a nie tylko rzemieślnikiem.
i po czwarte - próbą obiektywizacji ocen jest nowy ystem egzaminacyjny
- jednak w samych zamierzeniach nie chciano całkowicie usunąć czynnika

twórcze lub esej (gimnazjum/matura) - bo sztuki i ludzkiej wyobraźni
nie warto mierzyć kuratoryjnymi miarami.

sztuka - najpotężnijsza funkcja naszego mózgu...zaraz po Bogach
naszych.

dziadzie



predzej polonisci,grafolodzy a moze poligloci
nikt nie pisal ze ma problemy z jezykiem (jako czescia ciala)


Drogi Mafoksie!
Lodopedia to coś więcej niż tylko robienie rurki, czy też łódki
z języka. Gdy ktoś ma problemy z pisaniem, czytaniem czy
też ortografią, to zgłasza się do logopedy po diagnozę.
Najczęsciej przyczyna tkwi w porocesie edukacyjnym jaki
delikwent przeszedł w szkole podstawowej i następnych.
Czasami jednak jest to poważna choroba o podłożu
neurologicznym. Bez względu jednak na przyczynę
leczeniem/terapią zajmują się logopedzi.

btw. proste bledy czasem wkurzaja;)
potem mozna sobie te bledy z netu wdrozyc :)
dobrze ze sie poprawia!


Tak, bo najważniejsza jest wrażliwość ortograficzna.
Gdy ma się świadomość, że w tym wyrazie czai się pułapka
to warto sięgnąć do słownika i sprawdzić.

Grzegorz

PS. Zwolenników "reformy" języka zmierzającej do usunięcia
rz/ż, ó/u i tym podobnych zapraszam do lektury dowolnego
podręcznika z gramatyki historycznej języka polskiego.
Ja to czytałem jeszcze w czasie studiów i pomogło mi to
zrozumieć ojczystą ortografię. Dodam, że nie studiowałem
filologii tylko informatykę i stąd do wspomnianego podręcznika
mam odmienny stosunek niż studenci polonistyki :)


Hej



[cut]

| To nie jest literówka, to jest ORT :-)

Kalumnie, kalumnie !!!


Dobrze, dobrze :-)

| Najwieksze spustoszenia w moim wyczuciu ortografii zrobily zajecia z
| fonetyki polskiej, które mialem na polonistyce :-)
| W efekcie teraz czasami (rzadko, rzadko ...) zamieniam rzeczy typu p na
| b, w na f i "ujawniam" inne wszystkiego typu upodobnienia, niektóre z
| nich tez daja sliczne ORT :-)

W jezykach romanskich zdarza sie wymiana "b" na "v" i "juz starozytni


Dac Ci w miare kompletna liste kontekstów lub bibliografie ?
Przez pare lat uczylem gramatyki historycznej j. romanskich na UJ i
jeszcze sporo pamietam :-)

Rzymianie" mawiali, ze szczesliwe narody, u ktorych "vivere" rowna sie
"bibere". Niestety, nie pamietam lacinskiego oryginalu. :-)


Tez dokladnie sobie nie przypominam :-(
Chodzilo wlasnie o Hiszpanów

Zdrówkot
GG







Dziękuję :-)
Tobie również gratuluję ostatnio
zdanych egzaminów i trzymam kciuki
za ten ostatni :-)
A diachron...to w żargonie studenckim
językoznawstwo diachroniczne, które
zajmuje się ewolucją jednego języka
lub grupy języków.Do dyscyplin
z tego zakresu można na przykład
zaliczyć gramatykę historyczną
języka polskiego czy historię języka
polskiego...:)
Pozdrawiam serdecznie :-)

hatteria


Tobie również gratuluję ostatnio
zdanych egzaminów i trzymam kciuki
za ten ostatni :-)


również dzięki

A diachron...to w żargonie studenckim
językoznawstwo diachroniczne, które
zajmuje się ewolucją jednego języka
lub grupy języków.Do dyscyplin
z tego zakresu można na przykład
zaliczyć gramatykę historyczną
języka polskiego czy historię języka
polskiego...:)


bardzo ciekawe :) A ja musiałam o świstakach, turach i ptakach łażących,
czyli kukułkach w ustawach sprzed ponad wieku.

Pozdrawiam serdecznie :-)

hatteria


i wzajemnie
Krystyna



Stwierdzam tylko, że jest to oznaczenie zupełnie
mi nieznane, więc - zapewne - używane tylko przez
językoznawców, w literaturze fachowej (stąd:
hermetyczne). I chciałem się dowiedzieć, czy
rzeczywiście; i ewentualnie - gdzie.


Gwiazdka bywa używana w literaturze językoznawczej. Oznacza formy
rekonstruowane (np. w "Gramatyce historycznej" Klemensiewicza),
wątpliwe, bądź też sygnalizuje błąd przytoczony jako przykład (np. w
"Składni współczesnego języka polskiego" Saloniego i Świdzińskiego).



Czy ktos moze mi wyjasnic skad w pisowni jezyka polskiego wziely sie
"rz" i "z" oraz "u" i "o" , przeciez wymawia sie je tak samo?

z gory dziekuje.


polecam lekturę gramatyki historycznej języka polskiego,np, s. Dubisza tam
znajdziesz opis procesów historycznych, które doprowadziły do takiego, a nie
innego zbioru reguł polskiej orttgrafii
powinna Cię też wspomóć Historia języka polskiego, autorstwa (?)
Klemensiewicza



| .
| Samodzielne i krytyczne rozumowanie to fajna rzecz, ale nie w tych
| kwestiach.
   Zapytam przewrotnie, a w jakich kwestiach można?


Wszędzie tam, gdzie warunkami koniecznymi i wystarczającymi uznania
prawidłowość wniosków są: prawdziwość przesłanek i niezawodność reguł
wnioskowania.
No jak wiedza o języku polskimi zdobywana w tak niepewny sposób (redukcja,
indukcja, analogia) może być pewna? Gramatyka historyczna to zbiór uroczych
hipotez ( te wszystkie jery i inne gady), a synchronicznie...? Nikt
przytomny nie będzie wymagał zbyt wiele od dyscypliny, która nie potrafi
rzetelnie określić przedmiotu swych badań - niech ktoś mi powie, że oni
wiedzą co to jest język polski.  Cóż z tego, iż ktoś wywodzi ze swadą -
niestety, nie wiem na ile słusznie  -  że winno się mówić *poszłem* ( i mówi
się), skoro jest to niezgodne z normą? A normy to już zupełnie inna para
kaloszy.

pzdr
Yarek


Jacek Skrzymowski:
| męski: ,,posz[jer]dł[jer]''
| żeński: ,,posz[jer]dła''


A czy tutaj nie mogło dojść do uproszczenia grupy "dl" w "posz[jer]dla"? I z
formy *poszdła wyszło dzisiejsze "poszła"? Z góry zastrzegam, że nie jestem
specjalistą od gramatyki historycznej polskiej, i opieram tę sugestię na
rozwoju tych grup w językach południowo- i wschodniosłowiańskich...

Pozdrawiam,

Marcin


proponuję Ci gramatykę języka polskiego J. Strutyńskiego lub skrypt dotyczący
garmatyki B.Bonieckiej(wyd. UMCS Lublin), jeśli chodzi o hisorię języka to np.
Historia języka Walczaka. na pytania dotyczące gwar, dialektów, zwiąków
frazeologicznych znajdziesz odpowiedzi w Encyklopedii Kultury Polskiej.
Powodzenia;)

| Mialem cos papierowego, chyba "Historia jezykow
| zachodnioslowianskich", ale nie dam glowy.

O wplywie czeskiego na polski jezyk literacki jest nieco w "Gramatyce
historycznej jezyka polskiego" (red.[...] Lehr-Splawinski) i/albo=20
w "Jezykach indoeuropejskich" (red. L. Bednarczuk). Natomiast o
odwrotnym nic.


po polsku, natuerlich ;-))

PS Chyba juz najwyzszy czas na jakies seminarium pivne.


dyc, masz racje. Ostatnio sie nie udalo, ale moze we wrzesniu.

na shledanou

Waldek




| Kiedy te rzeczy zaginely w jezyku polskim?

Nie zważając na konsekwencje okazania się ignorantem w rzeczonym temacie,
zapytam z głupia frant:
1) Co to jest supinum?


Dawna forma czasownika, w tajemniczych okolicznościach zaginęła w
epoce przedpiśmiennej, naoczni świadkowie twierdzą, że dla niepoznaki
zastąpiono ją bezokolicznikiem.

2) Co masz na myśli mówiąc  *aoryst*? (wg mojej wiedzy *aoryst*=*czas
przeszły dokonany* nie zaginął i ma się dobrze)


Niezupełnie. Aoryst w poczatkach XIV w. przodkowie nasi przehandlowali
na formy czasu przeszłego złożonego, tworzone od czasowników
dokonanych wyrażają czas przeszły dokonany, od niedokonanych - czas
przeszły niedokonany. A mogli sobie przecież prościutko: od
czasowników dokonanych tworzyć formy aorystu, od niedokonanych -
imperfectum. I co z tego, że aoryst nie rozróżniał wyraźnie 2. i 3.
os. l. poj.? Komu to przeszkadzało?! :)

Zanim zaginęły w tajemniczych okolicznościach, jak wyglądały? Proszę o
przykłady, ewentualne wyłuszczenie ich funkcji i struktury, a najlepiej o
jedno i drugie.


Nieeee... przepisywanie podręcznika gramatyki historycznej to średnia
przyjemność.

Pzdr
Yarek


Pozdrawiam,

Adam


Kto chodził do liceum (ukończyl przynajmniej I klasę) i uważał na
lekcjach gramatyki historycznej, ten wie he he he


Przesadzasz i to grubo. Przez cztery lata liceum na lekcjach języka polskiego
nie miałem ANI JEDNEJ godziny na temat inny niż literatura. A chodziłem do
klasy humanistycznej i tych lekcji było sporo. I to w szkole, która wprawdzie
teraz jest dość podła, ale wtedy sytuowała się w czołówce w mieście. Zresztą
kiedyż to w liceach uczono gramatyki historycznej?

Zresztą nie przesadzajmy: znajomość wokalizacji jerów w każdym danym wyrazie
odrobinę przekracza program szkoły średniej i raczej ma znikomy wpływ na
umiejętność praktycznego wysławiania się po polsku. Choć niewątpliwie w tym
nie przeszkadza.

Pozdrawiam


| Kto chodził do liceum (ukończyl przynajmniej I klasę) i uważał na
| lekcjach gramatyki historycznej, ten wie he he he

Przesadzasz i to grubo. Przez cztery lata liceum na lekcjach języka
polskiego
nie miałem ANI JEDNEJ godziny na temat inny niż literatura. A chodziłem do
klasy humanistycznej i tych lekcji było sporo. I to w szkole, która
wprawdzie
teraz jest dość podła, ale wtedy sytuowała się w czołówce w mieście.
Zresztą
kiedyż to w liceach uczono gramatyki historycznej?


Np. w latach 1985-89, kiedy chodziłam do liceum. I też do klasy
humanistycznej.

Zresztą nie przesadzajmy: znajomość wokalizacji jerów w każdym danym
wyrazie
odrobinę przekracza program szkoły średniej


Obecny program na pewno. Za moich czasów była obowiązkowa.

i raczej ma znikomy wpływ na

umiejętność praktycznego wysławiania się po polsku. Choć niewątpliwie w
tym
nie przeszkadza.


Z tą częścią wypowiedzi akurat się zgodzę :-).

Kamila Pe.



Przesadzasz i to grubo. Przez cztery lata liceum na lekcjach języka polskiego
nie miałem ANI JEDNEJ godziny na temat inny niż literatura. A chodziłem do
klasy humanistycznej i tych lekcji było sporo. I to w szkole, która wprawdzie
teraz jest dość podła, ale wtedy sytuowała się w czołówce w mieście. Zresztą
kiedyż to w liceach uczono gramatyki historycznej?


5 lat temu? :o)))
W mat-fizie (sic!) miałem kilka godzin poświęconych jerom (wokalizacja
jerów), pochodzeniu języka polskiego i innym rzeczom, o których niestety
już nie pamiętam :o(


Nie jestem polonistą, nie kończyłem nawet studiów humanistycznych, jednak
interesuję się wszelakimi językami. Na codzień stykam się z językiem
niemieckim, angielskim, włoskim, polskim, rzadziej z innymi.
Z Waszych postów dowiedziałem się o słowniku etymologicznym Brucknera.


Aleksandra? :-)

Chciałbym się jednak dowiedzieć, czy jest jakaś książka, która przedstawia
ewolucję jakiegoś wyrazu w całej rodzinie językowej.
Tak jak ktoś kiedyś tu pisał o wyrazie "chleb" i zahaczył o niemiecki
"Leib"
i angielski "lord". Jak się nazywa dział lingwistyki zajmujący się takimi
zagadnieniami i czy są jakieś książki (niekoniecznie po polsku) na ten


temat?

Jeśli chodzi o porównania pomiędzy językami, to gramatyka porównawcza zwana
komparatystyką.
Natomiast rozwojem w czasie, zajmuje się gramatyka historyczna.
Polecam "Historię języka polskiego" (3 tomy) Z.Klemensiewicza.
Tam znajdzie Pan dużo różnych przykładów.
Do wglądu w każdej dobrej czytelni. :-)


Czesc!
Polecam w tym zakresie ksiazke "Historia jezyka polskiego" bodajze
Klemensiewicza - z pewnoscia wiekszosc z Was zna te pozycje ale....
Co prawda wiecej tam gramatyki hist., scs, ale takze wplywu jezyka na
oscienne i zapozyczen. Bardzo ciekawa lektura.

Pozdrawiam,
Czarek



jest zasada taka (ściśle fonetyczna) w języku polskim, ale też czeskim,
niemieckim i wielu inszych, że:
końcowa spółgłoska dźwięczna w mowie ulega ubezdźwięcznieniu!
więc nawet jeśli napiszesz pambóg, to i tak wypowiesz [pambuk];
zdrobnienie góralskie "pambuczek" a nie "pambużek".

i o to szło Wilkowi, I presume... ;-)


O to właśnie :) Ale jeszcze o konsekwencję upodobnień i pisanie
fonetyczne. W końcu to 'g' było bodaj bezdźwięczne [może nawet swego
czasu nieme? - nie mam , choróbka, kiedy zajrzeć do źródeł], ale scs i
gramatyka historyczna zawsze były moją piętą achillesową.

Suma sumarum nie chodzi mi o uzasadnienie z zakresu pisowni, bo tu
jest tylko jedno (właśnie fonetyczne, poprzez upodobnienia); raczej,
że powtórzę, o konsekwencję pisowni w zgodzie z fonetyką.

Magdalena, co niegdyś liznęła nieco językoznawstwa
(ledwo na języku posmak pozostał) ;-)


Nigdy nie miałem serca do historycznej :(

w.


Witam,
Dowiedziałem się (poszperałem tu i ówdzie zainteresowany
tematem), że zapis samogłosek nosowych, ten który wszyscy
znają ('ę' i 'ą'), wymyślono dopiero w XV w. Czy prawdą jest,
że do tamtego momentu zapisywano je w zależności od kronikarza
albo jako 'en' i 'an' albo jako 'én' i 'án' (dla odróżnienia od fraz
'en' i 'an')? Oczywiście to nie jest dobra wiadomość dla anarchistów
gramatycznych, słowa wypowiadane były zawsze tak samo istniał
tylko problem z ich utrwalaniem w piśmie. Nie sposób zapisać
niepoprawnie słowa 'miłując' (Zastanawia mnie w tym kontekście
różnica między nazwiskami Łęcki i Łendzki.) Podobno tylko w
języku polskim zachowały się te samogłoski nosowe w innych
językach słowiańskich zanikneły. (Uświadomiłem sobie, że na
filmach historycznych owe samogłoski były wypowiadane w
sposób przerysowany. Zastanawiające, bo do dzisiaj nie
zachowały się żadne nagrania z tamtych czasów (hibernatusy).
Zatem fantazja reżyserów.)

Skupiając się na zanikaniu i ewolucji języka, śmiem twierdzić,
że przestrzegania zasad pisowni hamuje jego rozwój. Mówie
to w kontekście niedawno wspomnianego na grupie zwrotu
'w ogóle', który stawając się partykułą zlał się w jedno słowo.
Niesety gramatyka nie przewiduje dwóch jego wersji: 'w ogóle'
i 'wogóle' dla partykuły. Na poparcie swojej tezy przytaczam
zdanie z języka chorwackiego: Ja nemam nikoga, w którym
odpowiednik naszego 'nie mam' piszemy razem. Nikty chyba
nie wytoczy rozsądnych argumentów (poza aspektem
historycznym) za jedną lub drugą pisownią.

Dario25Net



Byloby zgrabniej, ale pod warunkiem, ze akcent logiczny padalby wlasnie na
poczatkowe "mnie" - (wlasnie) MNIE sie wydaje, ze...
Bez tego akcentu poprawnie jest "wydaje mi sie".
Pawel Wimmer


Panie Pawle ))
repostuje z podziwem !! - wychwycil Pan niusans , z ktorego niewielu
zdaje sobie sprawę . Rzeczywiscie  z punktu widzenie wspolczesnej
gramatyki (nie historycznie ) nie ma znaczenia (mnie / mi ) ,
pozostaje ta drobnostka "akcentu" , ucieszyl mnie Paniski post.

ps.
Celownik mnie /mi najczesciej uzywany jest zgodnie z obyczjem
mowy potocznej , w ktorej czlek wyrosl i osluchal sie .
"Mnie" w Polsce zdecydowanie przewaza, sa regiony gdzie w ogole
nie uslyszymy "mi" , a dla osob przywyklych do "mnie", "mi" zabrzmi
falszywie (vide wczesniejszy post Pani Ireny ) lub nawet wrecz prostacko .
Sa jednak  miejsca gdzie wlasnie niusans , ktory Pan opisal
ma zasadnicze znaczenie , bez uzycia emfazy i wzmocnien intonacji.
Wiec Pan to czuje :)))).

ps.1
do innego postu w kwestii delete
w zargonie komputerowym deletowac ma dokladnie takie samo
znaczenie w jakim uzyl go Sienkiewicz - niszczyc
i nie ma nic wspolnego ze zwalnianiem pamieci.
Delecja jest slowem ktore zadomowilo sie z laciny w jezyku polskim
kilka wiekow temu.
Mysle zas , ze sienkiewiczowski bohater uzyl bardzo rzadkiego "deletowac"
bowiem wychowal sie na Katonie i znal jego nienawistną fiksacje
w sotsunku do Krataginy  :)) :

Ceterum conseo Carthaginam ___dellendam__ esse.

w.


Kryteria przyjmowania na I rok.


Egzamin pisemny:
-Geografia lub Historia /do wyboru; glowny nacisk zagadnienia
ekonomiczne/ z tego co pamietam, to z geografii bylo 5 lub 6 pytan,
max 30 punktow.
-Matematyka, chyba 5 zadan, teoretycznie poziom profilu ogolnego, ale
zadania dosc 'ciekawe', raczej 'niestandardowe', i moim zdaniem
trudniejsze niz matura w mat-fizie. max 30 punktow
-Jezyk tzw. A teoretycznie sredniozaawansowany, ale poziom egzaminu
dosc wysoki, nie wiem czy nie wyzszy niz zajec przez pierwsze dwa
semestry. Test wieloczesciowy: wypelnianie luk, jakies tlumaczenie itd
max 30 punktow.
-Jezyk tzw. B. Gramatyka, tlumaczenia oraz streszczenie po polsku

Razem daje to 100 punktow, przy czym aby sie dostac nalezy zdobyc
okolo 65 pkt.

ale najlepiej zobacz strone http://www.sgh.waw.pl

ICQ# 21895620                   Warszawa


WIELKIE DZIEKI ZA INFORMACJE

| Kryteria przyjmowania na I rok.

Egzamin pisemny:
-Geografia lub Historia /do wyboru; glowny nacisk zagadnienia
ekonomiczne/ z tego co pamietam, to z geografii bylo 5 lub 6 pytan,
max 30 punktow.
-Matematyka, chyba 5 zadan, teoretycznie poziom profilu ogolnego, ale
zadania dosc 'ciekawe', raczej 'niestandardowe', i moim zdaniem
trudniejsze niz matura w mat-fizie. max 30 punktow
-Jezyk tzw. A teoretycznie sredniozaawansowany, ale poziom egzaminu
dosc wysoki, nie wiem czy nie wyzszy niz zajec przez pierwsze dwa
semestry. Test wieloczesciowy: wypelnianie luk, jakies tlumaczenie itd
max 30 punktow.
-Jezyk tzw. B. Gramatyka, tlumaczenia oraz streszczenie po polsku

Razem daje to 100 punktow, przy czym aby sie dostac nalezy zdobyc
okolo 65 pkt.

ale najlepiej zobacz strone http://www.sgh.waw.pl

ICQ# 21895620                   Warszawa




Pozdrawiam
Googlowanie nic nie daje, jezyka nie umiem, a slownika nie posiadam...
Ja wiem, ze to co w temacie to lacinska nazwa dudka. Ale moze ktos tutaj zna
lacine na tyle by mi powiedziec jakie jest doslowne tlumaczenie na polski tych
dwoch slow skladajacych sie na nazwe gatunkowa?
Co one oznaczaja?
Wiem, ze pochodzenie nazwy tego ptaka w wielu krajach ma zrodlo
dzwiekonasladowcze jego glosu, ale moze jednak te slowa maja jakies znaczenie, a
nie tylko sa podobne w brzmieniu do tego co on wykrzykuje... (wiem, ze Grecka
nazwa wywodzi sie z mitu o Tereuszu: nawolywania pou, pou - "gdzie").
Z gory dzieki...
Sirh


I jedno i drugie oznacza dudka, przy czym upupa jest słowem łacińskim i
oznacza też młot(może wydają podobny dźwięk?), epops pochodzi z greki
(ale w słowniku łac. też jest). Co do słowa epops, to dokładne
pochodzenie mogę sprawdzić, tyle że najwcześniej w środę (nie jestem
najlepsza z gramatyki historycznej greckiej ;( ,a na filologii
klasycznej będę dopiero wtedy  ). Też może być dźwiękonaśladowcze, Grecy
mieli tendencję do tego typu słów, np. : laladzo-śpiewać la la la, albo
oioidzo- wołać ojoj ;)
Pozdrawiam
Julita


z dobrodziejstw analizy... Może więc zaryzykujesz i spróbujesz zdefiniować
termin 'projekt filozoficzny' dotychczas jednoznacznie nie zdefiniowany (i
praktycznie w ogóle nie definiowany). Wyzwanie?
Michwelt


Wolałbym solówkę, ale jak się nie ma co się lubi...

Termin 'projekt filozoficzny' jest intersubiektywnie zrozumiały dla każdego
człowieka znającego biegle język polski - ogólnie od razu wiadomo o co chodzi -
decyduje o tym gramatyka i proste znacznie słów. Synonimami słowa 'projekt'
są: 'zamierzenie', 'plan', 'program', 'wyobrażenie', 'model', czyli 'coś co
chcemy/mamy wolę zrobić'. Dotąd stosowało się określenie 'program
filozoficzny', teraz w związku z globalną amerykanizanicją modniejsze stało się
słowo 'projekt' - to daje zmienny kontekst historyczny. Wcześniej można było
użyć słów 'przedstawienie', 'wizja' lub 'imaginacja'.

Szczegółowe uściślenie następuje przez kontest, który określa o jaki projekt
filozoficzny chodzi, co jest jego przedmiotem i stan realizacji
(dokonany/niedokonany).

Ty chcesz dokonać uściślenia pomijając kontekst, czy uściślić i uogólnić
jednocześnie... Pomijasz przy tym aspekt historyczny, czyli zmienność językowej
mody. Definicja analityczna jest niemożliwa.

Jeśli jednak spróbujesz, wyjdzie typowa dla analityków całkowicie zbędna,
absurdalna i jałowa zabawa słowami. I pomyśleć, że to metafizykom FA śmie
zarzucać bezproduktywną zabawę językiem!
Przewodas



Termin 'projekt filozoficzny' jest intersubiektywnie zrozumiały dla każdego
człowieka znającego biegle język polski - ogólnie od razu wiadomo o co chodzi -
decyduje o tym gramatyka i proste znacznie słów. Synonimami słowa 'projekt'
są: 'zamierzenie', 'plan', 'program', 'wyobrażenie', 'model', czyli 'coś co
chcemy/mamy wolę zrobić'. Dotąd stosowało się określenie 'program
filozoficzny', teraz w związku z globalną amerykanizanicją modniejsze stało się
słowo 'projekt' - to daje zmienny kontekst historyczny. Wcześniej można było
użyć słów 'przedstawienie', 'wizja' lub 'imaginacja'.

Szczegółowe uściślenie następuje przez kontest, który określa o jaki projekt
filozoficzny chodzi, co jest jego przedmiotem i stan realizacji
(dokonany/niedokonany).

Ty chcesz dokonać uściślenia pomijając kontekst, czy uściślić i uogólnić
jednocześnie... Pomijasz przy tym aspekt historyczny, czyli zmienność językowej
mody. Definicja analityczna jest niemożliwa.

Jeśli jednak spróbujesz, wyjdzie typowa dla analityków całkowicie zbędna,
absurdalna i jałowa zabawa słowami. I pomyśleć, że to metafizykom FA śmie
zarzucać bezproduktywną zabawę językiem!
Przewodas

--
Wysłano z serwisu OnetNiusy:http://niusy.onet.pl


Ghost, patrz jakie to mądre. Dzięki pl.sci.filozofia tacy jak Ty i ja
może się czegoś nauczyć. ;-)



Gorol tak godo:

| Co sadzisz o zdaniu "syncy som juz pozenioni"? Mozliwe u was?

Na południu Polski możliwe, nie tylko na samym Śląsku. Myślę, że
taka konstrukcja nie będzie dziwić nikogo, nawet jeśli w jakimś
dialekcie nie jest powszechna.

Przy okazji zapytam, może ktoś wie, skąd dziwaczna konstrukcja
"som jest" (są jest) w języku górali? Mówię o tych podhalańskich,
nie o śląskich goralach. "Kaz som jest te deski, co my je mieli
rzezać? - mowi Jasiek. [...] Deski som jest nagotowione, jino
biercie!" (Kazimierz Przerwa-Tetmajer, "Na Skalnym Podhalu"),
a ks. Józef Tischner wyjaśnia, że dialektykę można uwidzieć gołym
okiem, "kie Jasiek, Władek i Józek sóm jest przynapici".
Som jest takie zdania poza dilalektem podhalańskim?

--
Jarek


Masz racje, u nas tak sie nie mowi, tylko "som", ale kiedys bylo "nima
som" (nie sa). Nigdy tej formy nie slyszalem (zawsze tylko "nie som"),
ale w gramatyce gwary zaolzianskiej Kellnera (1942) jest przyklad
takiej formy.
Mam gramatyke historyczna Klemensiewicza, na pewno tam cos znajde
(pamietam, ze gwarowe odmiany czasownika "byc" tam sa opisane).

Piotr


Michał Wasiak:

A -les z Charles zabrzmiało jak rodzjanik le i dlatego tam go nie
ma?


Ja myślę, że to ,,-les'' ma bliższy związek z ,,-lus'' w Carolus niż z
rodzajnikiem.

Michał Wasiak:

Może Kamila wie coś więcej o gramatyce historycznej.


No to jak wie, to niech się wypowie i nie daje nam tak błądzić po
omacku.

Michał Wasiak:

A może wtedy rodzajniki nie były tak rozpowszechnione, jak teraz?


O ile się dezorientuję, to romańskie rodzajniki określone (nie wiem,
czy we wszystkich językach romańskich) powstały z łac. /ille/ , /illa/
== ten, ta.  Wstawienie rodzajnika między ,,Karol'' a ,,Wielki'' musi
być jakimś późnym nabytkiem, bo po łacinie /ille/ tam wcale nie
pasuje.

Przypuszczam, że sam rodzajnik jest wprawdzie pochodzenia łacińskiego,
ale jego umieszczenie między rzeczownikiem a przymiotnikiem jest
germańskie, tak jak w ,,Karl der GroĂźe'' albo w ,,Charles the
Great''.  Ale niech lepiej Kamila powie.

Oni wtedy nie uważali, że mówią po francusku.  Mówili dialektem łaciny
i mieli poczucie winy umiejętnie podsycane przez poprawnościowców, że
mówią źle po łacinie.  To ciągłe wstawianie wszędzie /ille/ było
pewnie tak samo w tym złym stylu, jak w tym współczesnym języku
polskim ciągłe to mówienie ,,ten'' przed tymi rzeczownikami.

 - Stefan


Cześć wszystkim

 Nie całkiem ta grupa, ale może ujdzie.

 Po polsku rodzajników nie ma. Jeśli nawet są, to jakoś głęboko udeptane
w czeluści gramatyki historycznej. Z języków słowiańskim rodzajnik
określony występuje w bułgarskim i to na końcu wyrazu.

 Dlatego też rozdziały gramatyki angielskiej, wyjaśniające kiedy użyc
'the', a kiedy 'a/an' muszą być przez Polaków studiowane wyjątkowo
uważnie, a rezultat tych studiów jest często żałosny.

 Rodzajniki określone i nieokreślone występują w wielu językach. Mam
pytanie, czy to są merytorycznie te same rodzajniki?
 Na przykład, czy Francuz może na ślepo i bezmyślnie zakładać, że swoje
'la/le' zamienia na angielskie 'the' lub niemieckie 'der/coś tam'?
 Czy może są tu jakieś subtelne rozróżnienia i świat języków nie jest aż
tak prosty?


Janek:

 Po polsku rodzajników nie ma. Jeśli nawet są, to jakoś głęboko udeptane
w czeluści gramatyki historycznej. Z języków słowiańskim rodzajnik
określony występuje w bułgarskim i to na końcu wyrazu.

 Dlatego też rozdziały gramatyki angielskiej, wyjaśniające kiedy użyc
'the', a kiedy 'a/an' muszą być przez Polaków studiowane wyjątkowo
uważnie, a rezultat tych studiów jest często żałosny.

 Rodzajniki określone i nieokreślone występują w wielu językach. Mam
pytanie, czy to są merytorycznie te same rodzajniki?
 Na przykład, czy Francuz może na ślepo i bezmyślnie zakładać, że swoje
'la/le' zamienia na angielskie 'the' lub niemieckie 'der/coś tam'?
 Czy może są tu jakieś subtelne rozróżnienia i świat języków nie jest aż
tak prosty?


Nie wiem, czy "the" i "a/an" można nazwać rodzajnikami,
bo w przeciwieństwie do tych z innych jezyków, które przytaczasz,
nie okreslają rodzaju rzeczownika. Ja uczyłam się, ze to są przedimki
(okreslony i nieokreslony). Ale coraz częściej stykam się
z nazywaniem ich rodzajnikami. Czy cos się zmieniło?
I czy uzus to usankcjonował?

penna


Masz racje ale dla anglistow chyba obowiazuja inne kryteria w koncu
anglista to fachowiec i dla niego pewne rzeczy sa wazniejsze niz dla
zwyklych uzytkownikow jezyka
tzn mozna mowic poprawnie po polsku i nie wiedziec co do przydawka albo
nie znac zrodloslowu zadnego wyrazu.


Co to ma do rzeczy ?

Chodzi mi o to ze jak znam ludzi ktorzy uczyli sie angielskiego w Polsce
na uniwerku (ale nie jako major) i porowanc ich powiom poslugiowania sie
jezykiem (nie mowie o gramatyce, literaturze itp) to dzieciak z ze szkoly
sredniezj ze Szwecji i z Izraela bily ich na glowe bez
porownania.Dlaczego? Bo uczyly sie  zywego jezyka od zywego native speaker
danego jezyka.


Miej pretensje do Stalina;  znasz ludzi co sie uczyli (studiowali)
Jak sie ma RP do zywego jezyka wyksztalconych ludzi to inna historia. I
jak trudno uzyskac naturalna angielska wymowe zupelnie inna.

Trzym sie.

Jako anglista masz u mnie duzy plus.:)


Bez laski  (to w imieniu czyims)



Masz racje ale dla anglistow chyba obowiazuja inne kryteria w koncu
anglista to fachowiec i dla niego pewne rzeczy sa wazniejsze niz dla
zwyklych uzytkownikow jezyka
tzn mozna mowic poprawnie po polsku i nie wiedziec co do przydawka albo
nie znac zrodloslowu zadnego wyrazu.
Chodzi mi o to ze jak znam ludzi ktorzy uczyli sie angielskiego w Polsce
na uniwerku (ale nie jako major) i porowanc ich powiom poslugiowania sie
jezykiem (nie mowie o gramatyce, literaturze itp) to dzieciak z ze szkoly
sredniezj ze Szwecji i z Izraela bily ich na glowe bez
porownania.Dlaczego? Bo uczyly sie  zywego jezyka od zywego native speaker
danego jezyka.
Jak sie ma RP do zywego jezyka wyksztalconych ludzi to inna historia. I
jak trudno uzyskac naturalna angielska wymowe zupelnie inna.
Trzym sie.


Wszystko rozbija sie o pieniadze. Byl niedawno w TVP program
poswiecony nauce jezykow obcych w Polsce. Wedlug danych statystycznych
_60%_ szkol w Polsce nie ma lektore jezyka angielskiego! Lektorzy by
sie pewnie znalezli gdyby mogli zarobic wiecej niz 500 lub 600 zl. A
tak to kazdy woli sprzedac sie gdzie indziej. Szkoly (ani
uniwersytety) nie maja po prostu pieniedzy ani na pomoce naukowe
(video, komputer, materialy tekstowe)  ani na zatrudnienie
odpowiednich nauczycieli. Jak ktos poswieca 5 lat swojego zycia na
studia (a na dodatek pare starych milionow zlotych miesiecznie) - to
nie pojdzie potem pracowac za tyle co sprzataczka.

Mariusz Studzinski


Witajcie, oto poniżej moja bibliografia na mature ustną:

Literatura podmiotu:
1. A. Markowski Polszczyzna znana i nieznana, Gdańsk 1999.
2. A. Otwinowska-Kasztelanic Korpus języka mówionego młodego pokolenia Polaków Warszawa 2000.

Literatura przedmiotu:
1. A. Markowski Słownik poprawnej polszczyzny, Warszawa 2000.

2. Poradnik językowy:
• A. Otwinowska-Kasztelanic Wpływ języka angielskiego na polszczyznę, zeszyt nr.1 1998,
• E. Sękowska Funkcjonowanie nowszych zapożyczeń angielskich we współczesnej polszczyźnie, zeszyt nr.5 1993,
• A. Markowski Nowsze zapożyczenia w polszczyźnie-anglicyzmy gramatyczne i leksykalne, zeszyt nr.3 1992,
3. W. Doroszewski Słownik poprawnej polszczyzny, Warszawa 1981.
4. Z. Klemensiewicz Historia języka Polskiego, Warszawa 1999.

Otóż mam problem z planem prazentacji, ponieważ nie wiem co mam zapisać w :

-Określeniu problemu: (nie wiem jaki problem określić)

-kolejność prezentowanych argumentów(prosiłbym o kilka argumentów)

-Wnioski (oraz jakiewypisać z tego wnioski, dokładnie co moglbymtam napiać)

Jest to dla mnie ważne azostało mi 3 godziny byoddać pani dyrektor.
Bardzo Was proszę o pomoc dobrzy ludzie, bede wdzięczny. Błagam (

Proszę odpidać natym forum, na gg: 6311161 lubna e-mail bc112@wp.pl

Pozdrawiam i błagam was....

[ Dodano: 8 Maj 2007, 09:53 ]
Podaję temat którego nie podałem.

Temat:

"Funkcje zapożyczeń z j. angielskiego we wspołczesnej polszczyźnie mówionej i pisanej. Bazując na wybranych kryteriach poprawności językowej oceń to zjawisko."

A ja..
Z racji tego ze studiuję taki a nie inny kierunek- filologię polską, za najpiękniejszy uważam język polski!!!! Poznaję go do podstaw, przeszłam już przez całą współczesną gramatykę opisową naszego języka, przez gramatykę historyczną, w tym roku czeka mnie historia języka, dialektologia i inne takie śmieszne..
A teraz na poważnie.
Uczyłam się angielskiego i niemieckiego, niezbyt mnie one porwały, może dlatego, że była to nauka czysto szkolna, a potem akademicka. Brzmienie angielskiego jest fajne i muszę zacząć uczyć się tego języka na poważnie, choć na razie brak mi motywacji.
Bardzo podoba mi się język hiszpański i chciałabym go kiedyś bliżej poznać. Tak zwaną smykałkę do języków posiadam, tylko lenistwo coś przeszkadza..
Z języków "egzotycznych" abo raczej niespotykanych, niecodziennych, miałam okazję poznać łacinę. Uczyłam się jej 4 lata w liceum. Piękny, melodyjny język. Natomiast na 2 roku studiów mieliśmy przez jeden semestr język staro- cerkiewno- słowiański, literacki i liturgiczny język dawnych Słowian. Dosyć trudny, posiada własny alfabet, podobny nieco do alfabetu rosyjskiego. Ale ciekawy, szczególnie ciekawie przekłada się z niego fragmenty Biblii.

[color=violet]Yorick coś ty wymyślił odnośnie wypowiedzi Ringa?
Literaturoznastwo obejmowałoby wszystkie książki, czy polskich, czy niepolskich autorów.
Język Polski w tym ujęciu obejmowałby ortografię, gramatykę, poprawność wypowiedzi i nic więcej. Fragmenty tekstu opraowywane na tym przedmiocie tylko temu by służyły.

Filozofia to pewna umiejętność samodzielnego myślenia i wyciągania wniosków. Historia to historia.
Masz rację z wymyślaniem tego koła ponownie, nie warto. Ale warto zrozumieć dlaczego koło jest tak przydatne. Aby to zrozumieć, a nie bezmyślnie go używać potrzeba filozofii. Tylko umiejętne połaczenie filozofii i historii filozofii(w której zawarte są pewne przydatne poglądy i postawy) dałoby efekt edukacyjny.
Będąc realistą wiem, że większości ludzi przeczytanie kilku dzieł filozoficznych jest tak potrzebne potem w życiu jak trygonometria(przykład użyty wcześniej). Więc po co kazać wkuwać im całe dekrety, daty urodzenia i takie tam? No po co?
Nie lepiej pokazać kluczowe pewne postawy i uczyć wyciągania własnych wniosków poprzez dyskusję?
Osoby zainteresowane sobie doczytają dekrety filozoficzne, historię, a niezainteresowane nie zostaną zanudzone.
Doczytają, bo stanie się to ich hobby, a nie dlatego, że muszą.

[b]Minimum historii, maksimum filozofii nie oznacza braku historii, która przydaje się.[/b][/color]

--
[color=violet][b]Beware of the dark side...[/b][/color]

[color=gold][b]THEY HAVE CANDIES![/b][/color]

Ring, Sancho:
człowiek uczy się pisać "rzadkie żółtko" we wczesnej podstawówce. Rozumienie tekstu pisanego to umiejętność, którą się zdobywa najpóźniej w gimnazjum. Wychodząc z takiej definicji przedmiotu zwanego językiem polskim, w liceum można by go spokojnie zarzucić. Ja rozumiem ten przedmiot znacznie szerzej. Stąd się wzięło nasze nieporozumienie. Język to nie tylko gramatyka i ortografia.

Ring:
[cytat]Historia, kultura i literatura, [b]nie tylko[/b] Europy [b]ale i[/b] całego świata (nie zapominaj o takim np. Josephie Conradzie)

Polak piszący w języku angielskim o tematyce wybitnie Zachodniej[/cytat]
Z tego co piszez wynikałoby, że Zachód nie jest częścią Europy. Wiem, nadinterpretacja, ale staraj się pisać jasno.

Na dodatek przeinaczasz moje słowa. Nie pisałem że nie widzę wpływów kulturalnych w pisarstwie Conrada, tylko nie widzę wpływów całego świata. Mówiąc prościej: nie widzę w "Jądrze Ciemności" wpływów literatury środkowej Afryki. Nie wyciągaj słów z kontekstu.

--
"The blood billowed above them, and I suddenly realised that I had known mad, sad, bad Vincent Van Gogh, and it was really too bad that he couldn't have painted this"
Post był edytowany przez autora dnia 11 24 2006 o godzinie 14:31

Cóż, to i ja się wypowiem. Również kocham język poslki, choć poziom mojej wiedzy nie jest tak wysoki, jak bym chciała, niemniej jednak, uwielbiam pisać i dopóki mogę to robić, jestem szczęśliwa. Uczę się angielskiego, wiadomo, to jest standard, i uważam to za swój obowiązek. Czasem mi się wydaje, że niestety ;) Dalej, uczyłam się intensywnie przez rok niemieckiego, ale ostatecznie zrezygnowałam, nie do końca wiem dlaczego. Kilka lat temu zaś moją wielką miłością stał się język hiszpański, obecnie uczę się go w liceum, w wymiarze 10 godzin tygodniowo (z czego 6 godzin to nauka z lektorami którzy nie znają polskiego). W pierwszym roku nauki było to 18 lekcji w tygodniu, sama gramatyka. Obecnie w podziale godzin znajdują się przedmioty takie jak historia czy geografia Hiszpanii, a do tego lengua. Wszystko z lektorami. Jest dość ciężko, nie powiem. Ale chyba warto.

--
Zagubiona w poszukiwaniu zapomnienia...

2 historie to wg mnie przesada. co dalej? 2 chemie - organiczna i nieorganiczna? 2 języki polskie - literatura i gramatyka?
moglibyśmy się w końcu nauczyć zyć teraźniejszością (wos), a nie bez końca rozpamiętywać przeszłośc - aż tak szczegółowa historia polski jak sobie minister wymyslil imao nie jest potrzebna

maturę wspominam bardzo ciepło, zwłaszcza jej wynik,który w sumie był dla mnie szokiem.
pisemne okazały się łatwe, szczególnie historia (folwarki,pamietacie? )
z ustynymi miałam problem, gdyż wiedzy na nie nie starczało...ale miałam sporo szczęścia;
-na języku polskim trafiłam z tematami;motyw cierpienia (skończyłam opowiadać na Kochanowskim,żeby było optymistycznie ),wesele(tu mówiłam chyba przez 15 minut - wiadomo - dekadentyzm zawsze na czasie) i analiza jakiegos wiersza pod kątem środków stylistycznych
-na historii udało wylosować mi się pytania z epok, które akurat pamiętałam ("kontrreformacja w Polsce )
-angielski - tu się zdziwiłam, że potrafię tak ładnie mówić w tym języku (raczej stawiałam na gramatykę)

wynik: 4,4 z pisemnych, 5,5 i 4 (z historii)
w sumie sporo zawdzięczam kumplowi-uczyliśmy się w dzień przed każdym egzaminem do rana, a potem biegliśmy do liceum zdawać

śmieszne sceny:
-przed ustynym z polskiego, zdesperowana,ze łzami w oczach, rozczochrana i w powyciąganej koszulce mówię: "elvis, my tego nie zdamy". on opanowany: "basia, spokojnie. jest dopiero w pół do drugiej" (egzamin zaczyał się dla mnie o 8.00)
-na ustnym polskim podczas odpowiedzi myślałam już o historii,którą miałam następnego dnia, więc w opowieści o weselu palnęłam, że w sumie duchy do utworu wprowadziła Rycheza (miast Racheli)
-na angielskim zapomniałam,jak powiedzieć "sekret" (sikret)

a u mnie? powinnam zaczac od tego, ze mistrzem w sciaganiu nie jestem, u kumpelki maja ze mnie niezly ubaw widzac moje nieudolne proby wyjecia karteczek ; ) dlatego wtedy, kiedy nie musze i mam komfort psychiczny ze: 1 - zdaze sie nauczyc, 2 - chce mi sie uczyc, 3 - wiem, ze mozna sciagac bez narazania zycia; po prostu nie laduje sie w tracenie czasu na przepisywanie notatek, bo po co? ale kolokwia w stylu ''gramatyka historyczna jezyka polskiego z elementami jezyka staro-cerkiewno-slowianskiego'' zdalam z pomoca sciag - bo juz sama nazwa cwiczen mowi sama za siebie. co jest ciekawsze? egzamin zdalam na 4, bo byl ustny : PP
i tak, jak gdzies wczesniej napisal Kamil - ok, to grzech, ale kazdy orze jak moze. a jak ktos naprawde nie jest stworzony do matematyki? chemii? nie wierze, ze wszystkiego da sie nauczyc. ja do tej pory - chociaz to nie jest powod do dumy - nie potrafie z chemii zrobic tak, zeby w rownaniach reakcji jedna strona rownala sie drugiej (no wiecie, jak to sie nazywa: PP) jakos zyje, jestem prawie na 3 roku na fp, i nie jest mi to do szczescia potrzebne, a zdawalam chemie tylko dzieki moim madrym kolezankom... ; ]

Ze mna to nie bylo tak prosto. Moja mama nie wiedziala co ma ze mna zrobic. Za stobnie pochwalic, a za zachowanie zamordowac. Zawsze bylam niespokojnym duchem. Za to nauka sama wchodzila do glowy, zwlaszcza przedmioty scisle. Wiecej problemow z historia i jezykami. Jako umysl typowo scisly nie potrafie lac wody. Z polaka moja srednia ratowala ortografia i gramatyka.
W szkole sredniej opuszczalam wiele godzin, bo wychodzilam z takiego zalozenia
-po co technikowi historia i geografia(omowiona juz w podstawowce)
-po co siedziec na lekcji jesli mam sie na niej nudzic i rozrabiac.
Nie chodzilam na typowe wagary poza szkole. Nie, nie. Potrafilam godzinami grac w pilke na szkolnym boisku.
Bralam udzial we wszystkich mozliwych miedzyszkolnych rozgrywkach sportowych (siatkowka, koszykowka, pilka reczna, biegi itp). Pamietam nawet druzynki z PO to bylo fajne. W strzelaniu nie bylo lepszej ode mnie.
Dostalam za to dyplom za najlepszego sportowca szkoly. Oj, to bylo tak dawno.
Potem matura z polskiego ledwo, ledwo, ale za to matmy na 5 (z matmy ustnej zwolniona) a propedeutyka tak sobie. Teraz bardziej interesuje mnie polityka. Na Polibude dostalam sie bez problemu,potem bylo troche gorzej-kreski.
I tak czlowiek uczy sie cale zycie. Na szczescie nikt juz nie stawia ocen.
Teraz musze sie uczyc niemieckiego, co wcale nie jest takie proste.
Ale sie rozpisalam. Chyba to moje najdluzsze wypracowanie hihi

pewnie w trakcie sesji zacznie mi się to zmieniac na coś z hard and heavy
mi w tegorocznej sesji towarzyszy Kayah i Bregowic Dziwne połączenie daje z gramatyką historyczną języka polskiego, no ale cóż....

Teksty maja super
jak to szło z tymi mrówkami???? (bo nie pamiętam... )

Wkurza mnie to, ze nie ucze sie tego co lubie. To znaczy chetnie zajalbym sie sama matma, fizyka, angielskim, chemia, roznymi informatycznymi pierdolami poza praca biurowa of course..
Ponadto zmadrzalem dopiero w 3 klasie gimnazjum - to juz troche za pozno. Moge nie byc gotowy, by ksztalcic sie w klasie mat-fiz. Ponadto wkurza mnie:
- nudne, obowiazkowe lektury, ktorych i tak nikt nie czyta
- halas na przerwach
- jezyk polski: gramatyka, ta cala teoria, jak ja nie cierpie sie tego uczyc, ta pogieta ortografia ponadto (moze wypracowania popisac czasem lubie)
- trace czas na niepotrzebnych przedmiotach
- to co wydaje mi sie potrzebne w szkole, czesto zostaje zwyczajnie, chamstwo olane np. mam tylko 1 fizyka tyg. w 3 klasie gim. i jak tu sie czegos nauczyc
- ucze sie pierdol jak plastyka, historia
Ponadto nauczyciele nie lubie moich pogladow itp. Wkurza mnie tez te debilstwo zwiazane z zachowaniami wielu uczniow: banda dzieciakow biegajaca tylko po szkole, ktora do niczego nie dojdzie.. szkoda gadac..

przepraszam, ze sie wtracam, w koncu to nie moja walka

tylko mala uwaga: to, ze w logice MATEMATYCZNEJ negacja znosi negacje (i dwa minusy daja plus) nie oznacza, ze w jezyku danego kraju musi byc tak samo. Po prostu, matematyka jest "jezykiem" uniwersalnym, a gramatyka zalezy od zaszlosci historycznych danego jezyka. Stad na ogol podkreslenie: logika MATEMATYCZNA.
A co do angielskiego, jest np. taka (dosc znana swego czasu) piosenka Pink Floyd z tekstem "We don't need no education" - zatem podwojne przeczenie, a w tlumaczeniu na polski - pojedyncze (i w zupelnosci wystarczajace ).

p.s. ciesze sie, ze wszyscy rozumieja znaczenie tekstu "wycieczki osobiste"

Dobra, mam wszystkie oceny. Niby nie najgorzej (prawdę mówiąc, to najlepiej z klasy ), ale oczywiście, mogło być lepiej.
Zachowanie: wzorowe
Religia - 6
Język niemiecki - 6
Język angielski - 6 (a z gramatyki jestem do czterech liter)
Informatyka - 6
Historia - 5+
Matematyka - 5
Język polski - 5
Plastyka - 5
WF - 5
Przyroda - 5 (jako jedyny z klasy )

Chyba o niczym nie zapomniałem. Średnia: coś koło 5,4, nie chce mi się liczyć Piąta klasa.

cos takiego czego juz nie pomne jak sie nazywalo ale... uczylismy sie skad sie wziely jezyki indoeuropejskie, jak to dranstwo ewoluowalo na co sie dzielily... i te wszystkie, kurde, plemiona... a czasowo to bylo umiejscowione chyba odkad czlek zaczal mowic do dzis...bosz...


Oooo... to chyba była historia języka polskiego, ew. gramatyka historyczna z el. SCS. Dostawałem przy tym szewskiej pasji, wszystkie akcenty, przegłosy, jery i inne bajery.
Nie cierpiałem też Współczesnej gramatyki języka polskiego, nie przepadałem za Poetyką. Historia literatury zawsze jakoś uchodziła. Zresztą ja i te studia to raczej pomyłka. Romansu z tego nie było i pewnie już nie będzie.

Od kiedy pamiętam w nauczaniu historii denerwowało mnie przywiązywanie zbytniej uwagi do faktów, a zbyt małej do ich wzajemnych powiązań. Uczeń mógł doskonale wiedzieć, w jakich latach ruszały kolejne wyprawy krzyżowe, kto nimi dowodził, a nie mieć pojęcia, jaki to miało wpływ na życie na kontynencie, czy też jak wiązały się one chociażby z historią Polski. Z tego względu wymóg napisania rozprawki (a w konsekwencji zmuszanie uczniów do nauki ze zrozumieniem) może okazać się krokiem ku lepszemu.
Także czytanie ze zrozumieniem, choć dla niektórych może się wydawać banalnym zadaniem, dla innych jest umiejętnością, którą muszą dopiero posiąść. I w tym przypadku powinno się uczniów zmuszać do szlifowania tej umiejętności pod każdym pretekstem, aby nie dochodziło do coraz częstszych niestety sytuacji, w których okazuje się, że ktoś nie umie posługiwać się własnym językiem, chociaż świetnie zna słownictwo i gramatykę.

Hue hue Studiuję polonistykę na UWr. Jeśli ktoś nie ma pomysłu na to, co robić, zdecydowanie odradzam zahaczanie się z przypadku. Dostać się jest stosunkowo łatwo, utrzymać też - tylko po co, jeśli kogoś to nie interesuje? Do rzeczy. Studia na filologii opierają się na trzech blokach tematycznych:
1. literaturoznawstwie (na pierwszym roku jest to antyk, literatura staropolska, barok i oświecenie) - i tu najwięcej czytania. Na każde kolokwium mam 16 lektur, czasu na przeczytanie około 3 tygodnie. Wyjątkiem była Biblia. Sama w sobie nas załatwiła
2. teorii literatury - tu na nas czeka poetyka, czyli czytanie niezrozumiałych tekstów o niezrozumiałych tematach, np. Jak rozpoznać wiersz, gdy się go widzi, lub Istota wierszowej organizacji tekstu. Niektórzy to lubią
3. językoznawstwie - adept sztuki filologicznej zostanie poczęstowany gramatyką języka polskiego (na początku jest to fonetyka i fonologia), w kolejnych latach dostanie po głowie gramatyką historyczną (czyli jak wymawiał głoski Jan Kochanowski), historią języka i kilkoma innymi kursami. Dla mnie zdecydowanie najciekawszy blok, zawiera wszelkie kursy dot. komunikacji jezykowej

Jeśli to kogo zachęca - serdecznie zapraszam. Ja jestem zadowolona (na dwa tygodnie przed sesją )

Fakt ortografia jest trudna i mozna popelnic wiele bledow, ale trzeba probowac chociaz dazyc do tego, aby ich nie popelniac ! Ortografia i historia jezyka polskiego musi byc zachowana, bez wzgledu na to, czy dzis "ch" wymawiamy tak samo jak "h". To jest nasza kultura, nasz jezyk i mozemy byc dumni z tego ze mamy taki trudny . Nie mozna pojsc na latwizne jak w Niemczech, gdzie gramatyke uproscili pare lat temu i likwiduja niektore litery.

 Malkontent :

(Rudy Wirek) :

| pogardliwe, bo wyrazaloby odpersonifikowanie, a juz na
pewno lekcewazenie/

W którejś z książek,  bodajże, Krzysztonia jest fragment
dotyczący
majaczenia któregoś z bohaterów który bojąc się jakichś
hipotetycznych
wilków ze swoich majaczeń woła: wilcy idą, wilcy. Później
ktoś to
właśnie tłumaczył w ten właśnie sposób co i Ty, tylko w
drugą stronę.
Chodziło o spersonifikowanie tychże wilków.


A zabieg w obie strony jest pięknie uzasadniony
historycznie:

- do XVII wieku  wszystkie żywotne miały w mianowniku albo
końcówkę -owie, albo tak, jak "chłopac-y" do dziś: byli
"krucy","ptacy" i "robacy". "Chłopak-i" to byłby staropolski
nieżywotny!
-w XVIII zwierzęta przechodzą już do fleksji :
"kruki","ptaki" "robaki"; zatem "chłopaki" kojarzą się już
nieżywotnie albo zwierzęco - przyznacie,że mało pochlebnie;
"chłopacy" dzielnie trzymają się męskoosobowej fleksji;
(nie pamiętam niestety komu,ale wypominano,że nazbyt jest
dumny, bo odmieniał "panY",ale "chłopI")
- oświecenie, z obsesją odnowienia języka poprzez odwołanie
do mowy potocznej, spopularyzowało końcówkę -i : mówiło się
wtedy nawet "naczelniki" i "Greki"; od tego momentu można
liczyć nobilitację formy "chłopaki"; jednocześnie jednak
gramatycy piętnują taką odmianę jako obelżywą,bo porównującą
ludzi ze zwierzętami: Kopczyński na przykład pisał,że
stosuje się ją, by "upodlić niecnotliwą osobę ludzką".

I wyobraźcie sobie,że Kochanowski ożył i postudiował
współczesną polszczyznę : bardzo _żywotni_ okazali się :
"łotry", "łobuzy","mordercy" i "oprychy" :)
"Kierowcy","informatycy" i wiele innych nazw zawodowych też
trzyma się mocno...
Są "strażacy", ale są też "policjanci". Może należałoby
zamiast analogicznego do "milicjanci",uzasadnionego opinią o
tym zawodzie, wrócić do przedwojennego potocznego
"policjanty" ?:)

g.

(gdyby ktoś się uparł, to w "Historii języka polskiego"
Klemensiewicza na pewno znalazłby to wszystko)


No jak wiedza o języku polskimi zdobywana w tak niepewny sposób (redukcja,
indukcja, analogia) może być pewna? Gramatyka historyczna to zbiór uroczych
hipotez ( te wszystkie jery i inne gady), a synchronicznie...? Nikt
przytomny nie będzie wymagał zbyt wiele od dyscypliny, która nie potrafi
rzetelnie określić przedmiotu swych badań - niech ktoś mi powie, że oni
wiedzą co to jest język polski.  


Widze, ze mamy maly problem z jezykoznawcami? :-) Nie bardzo wiem, kogo masz na
mysli mowiac _oni_. Nie wszyscy jezykoznawcy zajmuja sie jezykiem polskim, a
przede wszysktim to wielu jezykoznawcow, jesli nie wiekszosc, zajmuje sie
jezykiem, tzn. roznymi jego aspektami, a nie jezykiem polskim czy innym.
Oczywiscie robia to obserwujac konkretne jezyki, ale szukaja czesci wspolnych,
czyli zasad na jakich dziala jezyk i staraja sie wyjasnic jak to wszystko
dziala w mozgu.

Cóż z tego, iż ktoś wywodzi ze swadą -
niestety, nie wiem na ile słusznie  -  że winno się mówić *poszłem* ( i mówi
się), skoro jest to niezgodne z normą? A normy to już zupełnie inna para
kaloszy.


Jezykoznawcy nie mowia jak sie powinno mowic, a jedynie obserwuja jak mowia
ludzie. By dowiedziec sie jak dziala jezyk, najlepiej samemu sluchac ludzi, a
nie cial takich ja np. Rada Jezyka Polskiego. Mowisz, ze to jak ludzie mowia
jest niezgodne z norma. Coz, jesli ludzie mowia w jakis sposob, to to jest
wlasnie norma dla tej grupy spolecznej. Jedna grupa spoleczna ma jedna norme,
np. poszlem, a inna inna, np. poszedlem. Nie bardzo widze na czy polega tu
problem. Czy naprawde tak trudno uwierzyc, ze rozne grupy spleczne maja rozne
normy, czli ze mowia troche innymi dialektami? Ktoz powiedzial, ze jezyk polski
to tylko jeden zestaw norm, czyli tylko jeden dialekt?

mac


Witam!
Egzamin na studia, na które się wybieram, obejmuje coś
takiego jak "wiedzę o języku polskim". Chciałabym się dokładniej
dowiedzieć o co chodzi. Czy jest to gramatyka, czy jeszcze coś
ponadto? Z czego powinnam się przygotowywać?


Robisz wielką tajemnicę z kierunku studiów.

Oto fragment warunków przyjęcia na studia do jednej ze szkół.

ROZMOWA KWALIFIKACYJNA - ZASADY

Forma rozmowy kwalifikacyjnej i wymagany zakres wiedzy jest taki sam dla
kandydatów na studia dzienne jak
i zaoczne.
Rozmowa kwalifikacyjna stanowi podstawę oceny punktowej kandydata w skali
0-20 punktów. Na rozmowę
kwalifikacyjną składają się następujące elementy:
język obcy (do wyboru: angielski, niemiecki, rosyjski, francuski,
hiszpański, włoski);
można otrzymać maksymalnie 4 punkty

wiedza o języku polskim; można otrzymać maksymalnie 4 punkty
elementy matematyki lub historia; można otrzymać maksymalnie 4 punkty
zainteresowania; można otrzymać maksymalnie 2 punkty

W trakcie rozmowy kwalifikacyjnej ocenia się również poprawność gramatyczną
i stylistyczną wypowiedzi,
zasób słownictwa, umiejętność słownego formułowania myśli, rzeczowość i
precyzję. Za ten element rozmowy
można otrzymać maksymalnie 2 punkty.

WIEDZA O JĘZYKU POLSKIM

Zakres zagadnień będących przedmiotem oceny:
podstawy klasyfikacji głosek polskich
zasady akcentuacji w języku polskim
fleksyjna charakterystyka polskiego czasownika
logiczno-składniowa struktura zdań
stylowe odmiany współczesnej polszczyzny
gwary i dialekty na terytorium polskim
realne i etymologiczne znaczenie wyrazów
rodzaje wyrazów złożonych w języku polskim
neologizmy i neosemantyzmy

PRZYKŁADOWE PYTANIA

Wykaz zawiera zestawy pytań z wiedzy o współczesnym języku polskim, ułożone
według schematu:
1. pytanie teoretyczne.
2. pytanie praktyczne (analiza składniowa wypowiedzenia lub analiza
słowotwórcza wyrazu).

Zestaw I

1. Język jako system znaków.
2. Wiedza to potęga.

Zestaw II

1. Warunki komunikacji językowej.
2. Broni się jeszcze z wież Alpuhary Almanazor z garstką żołnierzy.

Zestaw III

1. Wyjaśnij pojęcia: kod językowy, tekst, mówienie.
2. Nigdy mi się nic podobnego nie śniło. Chmurzy się.


[ciachbum]
DOCZYTALEM:

| imho nie w XIX ino w XV przez niejakiego Jana Husa. W tym czasie jezyk
| czeski  byl uzywany wylacznie przez chlopow, a szlachta mowila po
| niemiecku i lacinie. Mozliwe, ze bylo tez cos pozniej. Wczesniej za to
| tworzono jezyk polski na podstawie czeskiego, tak zesmy sie tylko
| zrewanzowali.


hau hau, odszczekuje.
Hus co prawda sie na polski patrzyl, ale w tym czasie nie bylo
wlasciwie na co patrzec. W tym czasie jezyk polski bral a nie dawal.

Ale zrewanzowali sie tak, ze to co jeszcze w "Kronikach panow=20
z Podiebrad i Kunsztatu" pisano 'powietrzie' (pol. powietrze)
po XIX-wiecznej reformie zamienilo sie we 'vzduch' (z rosyjskiego).=20


dyc. Ale w XIX wieku jezyk czeski bral zapozyczenia ze wszystkich
jezykow slowianskich. Rusycyzmy na skutek slownika pana Dobrovsky´-ego
a polonizmy pana Jungmanna.
Stagnacja czeskiego literackiego trwala od polowy XVII do pocz. XIX
wieku.

Wplywu polskich jezykoznawcow sie nie doczytalem.

| Mialem cos papierowego, chyba "Historia jezykow
| zachodnioslowianskich", ale nie dam glowy.


Xsiega ta zwie sie "Rodzina jezykow zachodnioslowianskich" pani Ewy
Siatkowskiej. Jest tam dluuuuga lista literatury. Proponuje
bootstraping ;-))

O wplywie czeskiego na polski jezyk literacki jest nieco w "Gramatyce
historycznej jezyka polskiego" (red.[...] Lehr-Splawinski) i/albo=20
w "Jezykach indoeuropejskich" (red. L. Bednarczuk). Natomiast o
odwrotnym nic.


dopiero w XIX wieku.
wg. ww ksiazki [cytat z innej: Polonizmy w czeskim jezyku literackim]
w czeskim funkcjonuje ok. 500 wyrazow zapozyczonych z polskiego.

Waldek


| Nie jestem polonistą, nie kończyłem nawet studiów humanistycznych, jednak
| interesuję się wszelakimi językami. Na codzień stykam się z językiem
| niemieckim, angielskim, włoskim, polskim, rzadziej z innymi.
| Z Waszych postów dowiedziałem się o słowniku etymologicznym Brucknera.

Aleksandra? :-)

| Chciałbym się jednak dowiedzieć, czy jest jakaś książka, która przedstawia
| ewolucję jakiegoś wyrazu w całej rodzinie językowej.
| Tak jak ktoś kiedyś tu pisał o wyrazie "chleb" i zahaczył o niemiecki
"Leib"
| i angielski "lord". Jak się nazywa dział lingwistyki zajmujący się takimi
| zagadnieniami i czy są jakieś książki (niekoniecznie po polsku) na ten
temat?

Jeśli chodzi o porównania pomiędzy językami, to gramatyka porównawcza zwana
komparatystyką.
Natomiast rozwojem w czasie, zajmuje się gramatyka historyczna.
Polecam "Historię języka polskiego" (3 tomy) Z.Klemensiewicza.
Tam znajdzie Pan dużo różnych przykładów.
Do wglądu w każdej dobrej czytelni. :-)

--
Marek Dankowski

http://linux.non.profit.pl


Tę książkę zawsze warto przejrzeć. Próbuję sobie jednak przypomnieć jakieś
prace nastawione na etymologię porównawczą, ale poza Wstępem do filologii
słowiańskiej (i bibliografii tam zawartej) nic mi do głowy nie przychodzi.
Naszemu koledze chodziło chyba jednak o porównanie nie tylko między językami
słowiańskimi jak w Słowniku Brucknera, Sławskiego czy Vasmera, ale wspólny
trzon indoeuropejski. Słownika indoeuropejskiego jeszcze nie ma, choć od lat
dwudziestu pracują nad nim koledzy z filologii klasycznej Uniwersytetu
Łódzkiego, ale szanse na ukończenie są nikłe. Jka coś mi się przypomni - napiszę
Grażyna



Dobra, Kamieniec ma historyczną polską nazwę. A co z hipotetyczną nazwą
Novyj-Lviv? Jadę do Novyj-Lviva, Noveho-Lvova, czy Nowego Lwowa?


Końcówki zdecydowanie powinny być polskie (języki słowiańskie,
mimo że podobne, mają jednak różne gramatyki, trochę inne zakresy
stosowania poszczególnych przypadków). Zwykle lepiej odmieniać,
odcinając w razie potrzeby oryginalne końcówki mianownikowe.
Natomiast główną nazwę można tłumaczyć albo nie zależnie od
różnych czynników: tego, czy w ogóle jest jakaś znana polska nazwa,
i tego, jak ważne jest pokazanie oryginalnej formy komuś, kto może jej
nie znać (tzn. w przewodniku turystycznym raczej oryginalna nazwa albo
transliteracja, a w biografii człowieka tam mieszkającego tłumaczenie
może być bardziej odpowiednie).

Jeśli nie tłumaczymy, to tradycja jest taka, że różne warianty alfabetu
łacińskiego pozostawiamy w oryginale, a inne, np. cyrylicę, transkrybujemy.
W obu sytuacjach może być polska końcówka.

-ego, bo polskie końcówki w polskim tekście - tym samym znika problem,
czy pierwsze słowo jest tłumaczone czy nie, bo akurat wychodzi na to
samo - a Lwowa, a nie Lwiwa, bo to jest znana Polakom nazwa. Co do kreski
i dużych liter, nie mam wyrobionego zdania, ale chyba po polsku,
zwłaszcza jeśli tłumaczymy człony nazwy.

Spiąská Stará Ves - Spiąskiej Starej Vsi. Chyba że zdecydujemy się
na tłumaczenie, wtedy Starej Wsi Spiskiej - to w bardziej swobodnym
tekście, domyślnie bym nie tłumaczył. Akcenty w końcówkach dałbym jak
tutaj, tzn. pozostawił oryginalne w mianowniku, ale nie próbował
stawiać ich w polskich końcówkach.

Zresztą, odmiana wprowadza niepotrzebną komplikację - wystarczy
rozważanie, czy dosłowna transliteracja C^ornyj-Abvgd, czy
spolszczenie Czornyj Abwhd?


Transliteracja tylko kiedy odtwarzalność oryginalnej formy jest bardzo
ważna, czyli przychodzą mi do głowy jakieś informacje dla turystów albo
encyklopedyczne. Transliteracja służy przede wszystkim bibliotekom,
zwykle powinna wystarczyć transkrypcja.

A więc Czornyj Abwhd, Czornego Abwhdu, ew. z kreską.

To tylko moje prywatne zdanie.



polska". Profesjonalizm, he?  Z 10 minut zastanawialem sie o co chodzi z
Brytania. Panu tlumaczowi najwyrazniej nie robi roznicy Brytania czy
Bretania. Nazwy paru innych krajow tez sa poprzekrecane. Wladca
Mediolanu przez jakis czas jest Ludwik Moor (lub w innym miejscu Ludwik
le Moor). Do tego dochodza gramatycznie karkolomne tlumaczenia wydarzen.
Takie drobiazgi ale nieco irytujace.


CDP miewa wpadki, ale ich tłumaczenia są na ogół dobre (choć często nieco
wadliwe od strony technicznej - literówki, rozbieżności między mową a
podpisem, niepodmienione dialogi itd.). Błędy, o których tu wspominasz,
mogły być obecne w oryginale, a na weryfikowanie tych kiloton danych
historycznych, które pojawiają się w grze, nie ma czasu[1]  - ze względu na
powszechne złodziejstwo gra musi się ukazać z możliwie najmniejszym

EU2 źle i sądzę, że tłumacze mogli z tych łamańców wybrnąć lepiej, ale
główna przyczyna leży w enginie gry, w którym nie uwzględniono tego, że
lokalne języki mogą mieć inną gramatykę niż język oryginału (w tym wypadku -
szwedzki). To częsty błąd autorów gier i prawdziwa zmora tłumaczy.

Tym bardziej ze CDProjekt kilka
podobnych wpadek mial i wypadaloby sie uczyc na bledach. Gra sama w
sobie jest swietna.


Jest. I ma świetny podkład muzyczny.

Ja wam dam teraz rozbior Polski... czekajcie ;)


Hehe. Ostatnim razem Austria, Szwecja i Anglia naprzemiennie przez 50 lat
robiły mi karne wjazdy w ramach odwetu za podstępne rozgromienie Siuksów
(pewnie nic by nie powiedzieli, ale już wcześniej podpadłem im podbojem Wlk.
Ordy Nogajskiej). ;-)

[1] Choć zdarzają się tłumacze, którzy to robią. Efekty bywają fenomenalne.

Pozdr.



| Tak to już po prostu jest. Może jakiś filolog byłby w stanie
| wytłumaczyć dlaczego (tj. z jakich historycznych zjawisk językowych
| to wynika).
Dla kogos dla kogo jezyk polski jest jezykiem macierzystym wiele rzeczy jest
"po prostu". Nie jest to jednak odpowiedz ktora mowi duzo komus kto uczy sie
jezyka polskiego w doroslym wieku.


No cóż, ucząć się języka (wszystko jedno czy w dorosłym czy w dziecięcym
wieku) pewne rzeczy trzeba przyjąć na zasadzie "bo tak jest i już".
Chyba że się jest filologiem i chce się wgłębiać w fonologię, gramatykę
historyczną itp. itd. Dziecko też się uczy w ten sposób: "nie mówi się
orzeły tylko orły" - mówi mama do dziecka. "A dlaczego?" pyta malec.
I co, zrobisz mu wykład na temat jerów, przegłosu itp.?

Po prostu trzeba zapamiętać zasady gramatyczne, fleksję, ileś tam form
nieregularnych itp. itd.

Jest to zjawisko o tyle interesujace, ze
wystepuje jedynie w jezyku polskim (jesli sie myle prosze mnie poprawic
podajac przyklad w innym jezyku).


Na przykład w rosyjskim. Zasada jest podobna, tylko dla 2,3,4 (itp.)
rzeczownik występuje w dopełniaczu liczby pojedynczej! Przykłady:
(w transkrypcji, bo cyrylicą byś raczej nie odczytał...)

Na stole leżit jabłoko/karandasz.
Na stole leżat dwa/tri/czietyrie jabłoka/karandasza.
Na stole leżit piat' jabłok/karandaszej.

Tam stoit odin cziełowiek.
Tam stojat tri cziełowieka.
Tam stoit piat' ljudiej. (masz: forma nieregularna l.mn.)

Hmmm, mam nadzieję, że nic nie poknociłem :-)
W innych językach słowiańskich prawdopodobnie też coś takiego
obowiązuje. Nie znam dogłębnie innych, ale np. czeski trochę
znam ze słyszenia i w nim zdaje się też jest podobnie.


Beno:

Dopuszczalne są obie formy.


Dopuszczalne są wszystkie zrozumiałe formy.  Również ta kaczorowata,
chociaż wg mojego prywatnego gustu, którego nie próbuję nikomu
narzucać, nawet Kaczorowi, jest ona ohydna.

Beno:

Biorąc jednak pod uwagę, że teksty o Rzeczypospolitej są z reguły
poważne


To jest bardzo ryzykowne stwierdzenie.  Dosyć dawno nie widziałem
niczego używającego tego słowa.  Na ogół towarzyszyło ono tylko
absolutnie niepoważnemu ale za to bardzo wzniosłemu trutututu.

Rzeczownik ,,rzeczpospolita'' ma dwa znaczenia.  To jest nazwa pewnej
formacji ustrojowej; synonim do ,,republika''.  Albo też używany jest
jako synonim Polski.  W tym ostatnim przypadku przysługuje mu pisownia
od dużej litery (bo nazwa kraju) ale nie przysługują żadne dalsze
ofiary gramatyczne z naszej strony.

Beno:

to wypada używac tej nieskróconej odmiany, która jest historycznie
wcześniejsza.


Masz na myśli, że dla podkreślenia natchnienia patridiotycznego,
wypada archaizować?

Beno:

później doszło ochydztwo


Uff...  Przepraszam, jęknęło we mnie staroświeckie wychowanie.  Słowo
jest zrozumiałe, więc nie powinienem mieć do niego pretensji...

Beno:

pod postacią "rzplitej".


Na ogół pisano ,,Rzplita'' (duża litera), bo to nazwa kraju.  Nie
wiem, dlaczego w tym widzisz o...(sam już wiesz co).  Holendrzy mają
swój A'dam i R'dam; naszą stolicą jest W-wa (lub Wa-wa) a amerykańską
DC; drugie po Moskwie rosyjskie miasto to Pitier a Szwejka wcielono do
marszkumy stanowiącej część marszbaciarza.  Ludzie zawsze skracali i
będą skracać, dopóki Dyktator nie zakonserwuje im języków w
formalinie.

Beno:

Usus odmiany (z dodatkową literką)


Masz na myśli *zwyczaj* odmiany?

Beno:

jest tak mocny we wszystkich dobrze korektowanych publikacjach


Czy to jest imiesłów od czasownika ,,korektować''?  Co za słownictwo,
jestem pełen podziwu dla twojego wykształciuchostwa...

 - Stefan



| ja uwazam ze wlasnie nie trzeba tlumaczyc na polski i w ten sposob
| jezyki sie zunifikuja w sposob naturalny (za jakies 100 lat)

| Na szczęście pomysł (a zwłaszcza termin 100 lat) jest
| absurdalny.

Absurd to mało powiedziane. W ciągu 100 lat, to co najwyżej mogą wystąpić z
2, 3 procesy zmieniające język (ściślej: zdarzenia), ale to i tak w stopniu
nie za wielkim. Zwróćmy choćby uwagę na przesuwkę germańską (pierwszą i
drugą) czy tym podobne. Ich wpływ na gałąź języków germańskich był olbrzymi,
ale nie na tyle olbrzymi, żeby nie można było zrozumieć języka np.
angielskiego sprzed przesuwki i po przesuwce. A całość procesów
przesuwkowych trwała kilkadziesiąt lat.


jezeli absurd w tym sensie ze 100 lat to za malo to jestem sie w
stanie zgodzic. MW piszac ze absurd mial pewnie jednak na mysli ze
100lat i nieskonczonosc to mniej wiecej to samo

zauwaz, ze nastapilo przyspieszenie unifikacji, bo terminow
technicznych sie czesto nie tlumaczy. wiec jakies ubogie wspolne
slownictwo powstaje, przynajmniej branzowe. gramatyka to osobna
sprawa.

Unifikacja języków może jedynie wytworzyć nowotwór językowy, który i tak w
90% będzie bazował na jakimś języku naturalnym, ale nigdy nie zastąpi danej
mowy całkowicie. Zresztą historia mówi sama za się (p. łacina etc.).


wszystko wskazuje na to, ze bedzie bazowac na angielskim

| dla Ciebie

| a termin 100 lat jest absurdalny w naszej kulturze, gdzie wszystko ma
| byc na wczoraj. w Chinach nikogo by nie szokowal

Tak, szczególnie elementy języka chińskiego przejdą do owej ogólnej mowy,
która przewidujesz, że będzie panować za 100 lat.



podobnie jak polskie


Scobin:

| Bo mianownik brzmi "Romanow", a nie "Romanowy". Stąd właściwy będzie
| ten polski wzorzec odmiany, który jest charakterystyczny
| dla rzeczowników.


Marek Jerzy Minakowski:

Tak, ale to jest słowo *rosyjskie*,


Nie szkodzi. W polszczyźnie ma końcówkę rzeczownikową. Z podobnych przyczyn
niemieckie (hipotetyczne) nazwisko "Schoen" odmienimy "Schoena" i "Schoenów",
a nie "Schoenego" czy "Schoenych".

[Ciekawe, że zachowały się jeszcze takie przymiotniki jak "zdrów" i "gotów" (a
u Kochanowskiego: "Psałterz Dawidów") -- ale to już właściwie zabytki
językowe].

Inna sprawa, że rzeczywiście trochę szkoda, iż zaciera się pierwotne
znaczenie. Ja na przykład, człowiek jeszcze młody i niedoświadczony (to nie
jest metafora), nie miałem dotąd pojęcia, że nazwisko "Romanow" ma pochodzenie
przymiotnikowe, dopóki nie przeczytałem tego w Twoim liście. Podobnie z
przydomkami "Lenin" i "Stalin" (co one swoją drogą w ogóle znaczą?).

Starożytni Rzymianie słowa hebrajskie odmieniali po hebrajsku (Seraph -
Seraphim), a my upieramy się rosyjskie odmieniać po polsku,
i to nonsensownie (gubiąc ich znaczenie)...


W którymś miejscu trzeba być konsekwentnym. Skoro powiedziało się A (uzus
przyjął formę "Romanow", nie "Romanowy" albo "Romanów"), to trzeba powiedzieć
B i odmieniać tak jak rzeczownik.

Zresztą deklinowanie wszystkich nazw zapożyczonych z języków obcych zgodnie z
paradygmatem oryginalnym jest nie do zrealizowania. Np. angielskie "Black" czy
"Brown" w oryginale w ogóle się nie odmieniają (wyjąwszy dopełniacz saksoński
i liczbę mnogą). Nawet jeśli ograniczylibyśmy się do fleksyjnych języków
słowiańskich, też pewnie szybko pojawiłyby się problemy.

Notabene ciekawe, czy forma Romanowych" powstała przez świadomą analogię do
rosyjskiego, czy nieświadomą, czy też może i w samej polszczyźnie tak się
kiedyś mówiło. A może wszystkie trzy przyczyny naraz?

Z drugiej jednak strony - poddaję się z bólem, bo przecież kiedyś
i przymiotniki odmieniały się u nas wg deklinacji rzeczownikowej
(w genetivie masculini było "biała chleba")..


Moja wiedza o gramatyce historycznej jest przyzerowa, ale czy "biała chleba"
nie jest przykładem odmiany odwrotnej -- rzeczownika w paradygmacie
przymiotnikowym?

Serdecznie pozdrawiam
Scobin


Ciekawostka na marginesie dyskusji o polskiej ortografii:

Gloske "i" w jezyku nowogreckim zapisuje sie na 5 sposobow :
é
ç
ő
ďé
ĺé
Oczywiscie nikt tego specjalnie nie wymyslil. To ciaglosc historyczna
jezyka, ze tak powiem.
    W Polsce sa jeszcze ludzie, sluchajac ktorych nigdy bym sie nie wahal

    Ortografia sprawia mnostwo klopotow, jej radykalne uproszczenie
mialoby
jednak ten skutek uboczny, ze polskiego sprzed reformy nalezaloby uczyc w
szkolach jak jezyka obcego. Obcowanie z literatura, i tak juz marne,
staloby
sie udzialem garstki zapalencow.

Pzdr
Yarek


Ja również nie jestem za tak radykalnymi zmianami.
Ortografii można się nauczyć (czego jesteście przykładem).
Byłbym jednak za ujednoliceniem niektórych
rozszczepień w zasadach, przez które ludzie się mylą.
Jeśli chodzi o 'rz' i 'ż' 'ch' i 'h' 'u' i 'ó'
to jest prawie dobrze tak jak jest teraz.
Jedynie nauczyciele powinni się bardziej starać i poprawiając
błąd winni jednocześnie wyjaśniać historyczne pochodzenie
wyrazu oraz jego ewentualną odmianę (np. zagorzały - goreć
[a tak pięknie w tym wyrazie słychać soczyste "ż"]).
Jeśli nauczyciele sami nie potrafią uczniowi opisać
genealogii pisowni danego wyrazu to winni zastanowić się
nad jego pochodzeniem i NAUCZAĆ! a nie jedynie pouczać.
Przydałyby się drobne ujednolicenia np. takie
jak w moim przykładzie o 'rozumiem' i 'rozumię'.
Również takie jak:

'tą' zamiast 'tę' ;

'mi' dla celownika - a - 'mnie' dla dopełniacza i biernika ;

pisownia łączna lub całkowicie rozdzielna dla "nie" ;

'by się przydał' i 'przydał by się' ;

Być może o wielu zapomniałem.

Z językiem polskim jest tak jak z komputerami PC -
ciągle ma on pod sobą balast obsługi archaicznych rozwiązań.
Język polski, mimo, że z biegiem lat się zmienia,
to jednak nigdy nowe rozwiązania nie są całkowicie logiczne.
Zawsze pozostawia się jakieś nieznane dla przeciętnego
użytkownika połączenia z pisownią lub gramatyką
z przeszłości łamiąc tym samym nowo ustalane reguły.
Przykłady na to:
"tę" ;

celownik-"mnie" ;

"umiem" który powstał od 'siem' 'chcem' itd. czyli
od ludzi mających 'kłopoty' z wymową 'ę' i 'ą'
i nie został zmieniony na "umię" w celu
zapobieżenia kojarzenia z historycznym:
"u mnie" = "u mię" [oczywiście błąd, bo nie ten przypadek])

Pozdrowienia


Ja również nie jestem za tak radykalnymi zmianami.
Ortografii można się nauczyć (czego jesteście przykładem).
Byłbym jednak za ujednoliceniem niektórych
rozszczepień w zasadach, przez które ludzie się mylą.
Jeśli chodzi o 'rz' i 'ż' 'ch' i 'h' 'u' i 'ó'
to jest prawie dobrze tak jak jest teraz.
Jedynie nauczyciele powinni się bardziej starać i poprawiając
błąd winni jednocześnie wyjaśniać historyczne pochodzenie
wyrazu oraz jego ewentualną odmianę (np. zagorzały - goreć
[a tak pięknie w tym wyrazie słychać soczyste "ż"]).
Jeśli nauczyciele sami nie potrafią uczniowi opisać
genealogii pisowni danego wyrazu to winni zastanowić się
nad jego pochodzeniem i NAUCZAĆ! a nie jedynie pouczać.


Aż dziwię się sam sobie, że się z tobą zgadzam.

Przydałyby się drobne ujednolicenia np. takie
jak w moim przykładzie o 'rozumiem' i 'rozumię'.
Również takie jak:
'tą' zamiast 'tę' ;
'mi' dla celownika - a - 'mnie' dla dopełniacza i biernika ;


a tu już zaczynasz znowu swoje - daj se z tym luzu, człowieku...

pisownia łączna lub całkowicie rozdzielna dla "nie" ;


Powiedzmy.

'by się przydał' i 'przydał by się' ;


Powiedzmy.

Z językiem polskim jest tak jak z komputerami PC -
ciągle ma on pod sobą balast obsługi archaicznych rozwiązań.
Język polski, mimo, że z biegiem lat się zmienia,
to jednak nigdy nowe rozwiązania nie są całkowicie logiczne.
Zawsze pozostawia się jakieś nieznane dla przeciętnego
użytkownika połączenia z pisownią lub gramatyką
z przeszłości łamiąc tym samym nowo ustalane reguły.
"umiem" który powstał od 'siem' 'chcem' itd. czyli
od ludzi mających 'kłopoty' z wymową 'ę' i 'ą'


I kto tu ma kłopoty z odróżnianiem ę od em ?!?

i nie został zmieniony na "umię" w celu
zapobieżenia kojarzenia z historycznym:
"u mnie" = "u mię" [oczywiście błąd, bo nie ten przypadek])


A co tu jest do kojarzenia?


Użytkownik ".:Squall:."
    Hm... rzeczywiscie myslalem ze jest gorzej (porownywalnie z UJtowska
psychologia)... ktory z tych kierunkow jest najbardziej nastawiony na
literature (zarowno polska jak i swiatowa)? Brakuje mi kierunku
"literaturoznastwo" no chyba, że mozna tak nazwac komparystyke!?


Nie wiem jak komparatystyka wygląda w praktyce. Wiem  jednak
że nie ma studiów filologicznych opartych jedynie na literaturze,
przedmioty takie jak historia, gramatyka, poetyka itp są nieuniknioną
częścią całej nauki przedmiotu. I tego nie unikniesz:-)

Chodzi o bledy ortograficzne czy stylistyczne, czy moze jest to uwaga
ogolna, nie dotyczaca mojego listu?


Jak najbardziej dotycząca. Myślę o staranności całej wypowiedzi,
ortografii również.

Z gramatyką jest niezle, a przynajmniej bylo rok temu... w kazdym badz
razie
mam odpowiednie podreczniki..


Jeżeli jesteś z Krakowa, najlepiej będzie jeśli przespacerujesz się
do sekretariatu (Gołębia) i kupisz za 1 zł za egzemplarz testy z poprzednich
lat,
co pozwoli Ci zorientować się w obowiązującym kanonie.

    Komplikacja dlatego, ze nie moge przerabiac chronologicznie


literatury!
Dlaczego nie możesz? Myślę będziesz musiał, poza tym tak jest łatwiej.

Jak tu pogodzic Odyseje z Lordem Jim-em?


Zestawienie tych dwóch książek nie nazywasz chyba chronologicznym???

| Wszystkie są wymienione w podręczniku do języka polskiego dla szkół
| średnich.
Wlasnie ze nie, sa opracowania roznych lektor (jest ich o wiele wiecej niz
w
podstawowym kanonie).


Nie rozumiem. Ja mówię Ci że do egzaminu wystarczą ksiązki
opisane w podręcznikach. Mówisz że to za mało czy za dużo?

Lektóry tam wymienione? Nie zauwazylem (pisze na podstawie Romantyzmu
Bujnickiego)


Lektury.
Nie zauważyłeś by w "Romantyźmie" omawiano jakieś książki?



| Grażyna Lesniak:
| Dla astronomów ich ukochane kwazary na pewno emocjonalnie kojarzą
się
| z żywotnymi, dlatego[...]
| Nie, nie, nie...:)) nieświadomie to się chyba takich rzeczy w
języku wybrać
nie da...no, w każdym razie żywotne/nieżywotne to ni jest chyba
kwestia
skojarzeń. Proszę, daj jakiś dowód...najlepiej żródło, w którym
piszą o
tzw. "wyczuciu językowym" posuniętym aż do tego stopnia.:))


Dobra, "nie"... ale co "nie"? :-)
Że emocje mają udział w kształtowaniu się norm?
A proszę Cię, na razie to, co mam pod ręką, ogólnodostępne i z
zakładkami :"czule"; znaczy, że poważni językoznawcy właśnie o tym i
to sami emocjonalnie:
Klemensiewicz "Historia języka", strony: 297, 326, 609.(PIW '80)
Szober "Gramatyka..."; strony: 166 i dalej, 388. (PIW '62).

A jeśli "nie" kwestii skojarzeń, to wyobraź sobie, jak kiedyś w tym
sporze dopełniaczowym Łazowski tłumaczył, że -u mają "nieżywotne
niepewnej postaci i wielkości, na przykład: rów". I perrorował  o
możliwych długościach i średnicach rowów. No i jak tu zaklasyfikować
"penis" na przykład?
 Albo Suchocki niejaki: ustalił sobie, że -a będą wśród roślin miały
te "dzielniejszej istoty" (np. dęba, muchomora), natomiast  -u te, co
"wątlejszej są istoty" (np. bluszczu, szczawiu). Co byś zrobił z
koprem, co raz wątły i zwiewny, a raz łodyga jak dragon, metr
pięćdziesiąt? :)

Najciekawszy językoznawca to temperamentny spekulant :)

Nie mogę sobie darować: skrótowce na przykład w początkach XIX wieku
lubiane nie były, poeci nawet wykpiwali, a Maciej Szukiewicz pisał, że
to"złożeńce wypocone pod presją wygodnisiostwa przez żywiołki
drobniejszego płazu".
(Czujesz ten ogrom naukowej pogardy wyrażonej odwołaniem do "Ody do
młodości"? :)))

Gdybyś poczuł chęć zgłębiania, to sprawdź, czy masz gdzieś w okolicy
bibliotekę z "Językiem Polskim"- czasopismem. Napisz do mnie (bo w
grupie jestem chwilowo) - wyślę Ci wtedy porządną bibliografię.

g.



i nie ma kto nauczyć. Moja nauczycielka polskiego lub historii w
podstawówce mówiła, że staroż. Egipcjanie pisali na papiErusie.
Każdy z nas by taki kwiatek dorzucił.


Rozmaite są te kwiatki i różne przyczyny. Ludzie robią
codziennie mnóstwo błędów i nie to jest MSZ ekscytujące,
ale fakt, że te błędy zwykle nie mają wpływu na zrozumiałość.
Treść przekazu Twojej nauczycielki jest dla mnie jasna mimo
błędu. I właśnie to mnie fascynuje w języku.

Jakież dziecko będzie chciało wcześnie czytać, jeśli ma ruchome
obrazki? Czy moje dziecko nauczyłoby się (nieprzymuszane, wręcz
przeciwnie!) tak wcześnie czytać, gdyby u nas oglądało się
telewizję?


Dzieciaki mają swoje racje. Weź z innej beczki. Co byś wolała:
czytać nuty, czy słuchać muzyki? Ja wolałbym słuchać (nawet
gdybym biegle czytał nuty). Tak samo jest z dramatami Szekspira.
Przyjemniej iść do teatru, niż czytać samotnie w domu.

Natomiast są takie rzeczy w literaturze, których nie odzwierciedli
nawet perfekcyjna technika Hollywood (szczególnie że w
niektórych filmach nie ma już nic, prócz techniki). Dzieciak
pojdzie na amerykański film raz, drugi, setny. Pozwólmy mu,
niech chodzi. Może po pięćsetnym seansie zacznie mu się
robić słabo na samo określenie "film amerykański". Może
wybierze wtedy lepsze kino, może sięgnie po lekturę. Do kultury
dochodzi się latami. Do klasycznej muzyki, do literatury. Serio :-)
Na wystawę impresjonizmu z kolekcji Muzeum d'Orsay walą
tłumy. Głównie młodziaki. Właśnie tam byłem. Cymes!

A podstawową rolą szkoły jest zapewnić dzieciakowi biegłość
czytania. Jeśli tego nie robi, jest to kiepska szkoła.

W ogóle wszelkie komiksy znają znakomicie. I potem jakże się dziwić
paniom czytającym kolorowe pisma, gdzie więcej zdjęć niż tekstu
(że o tematyce nie wspomnę)?


Łatwo Ci mówić. Ja się zawsze dziwię wszystkim paniom
i nigdy nie przestanę :-)

Czasami współgrupowicze kierowali takich zbaczających na inny adres
zanim całkiem się zboczą :)


Kiedy tutaj każdy jest trochę zboczony :-)

Ale dobrze, od jutra postaram się znaleźć sobie kącik w
jakimś hardcorowym wątku o gramatyce historycznej.

pzdr
G.


Co sądzicie o konstrukcjach -
To idzie zrobić w nadgodzinach
Tego nie da się nauczyć w pięć minut
?
(Zwłaszcza w języku urzędowym - podręczniki, instrukcje...).
Mirnal


Nie czytalem całego ogromnego wątku, więc może powtórzę
to co powiedziano wcześniej

Mnie ta konstrukcja czasami zachwyca,
np. "Idzie na burzę, deszcz" - bardzo mi się podoba.
Lecz nie słyszałem nigdy, by mówiono "idzie na śnieg".
Natomiast konstrukcja "idzie" z bezokolicznikiem raczej mnie mierzi,
chociaż obydwie prawdopodobnie wywodzą się z tych samych korzeni -
modalnego użycia czasownika "iść".

Zresztą, w przytoczonym przez Ciebie przykładzie funkcję
czasownika modalnego zamiast "iść" pełni czasownik "dać".
Dlaczego tak się potoczyły losy rozwoju języka polskiego nie wiem.

W angielskim
It is going to rain - It's gonna rain.
I am going to do it - I'm gonna do it.
czy analogiczne - I'm not gonna do it.

Ma znaczenie właśnie:) "idzie na deszcz",
"mam zamiar to zrobić - zrobię to , chcę to zrobić"
"nie chcę tego zrobić"
i "go-iść"  nie ma tam w najmniejszym stopniu znaczenia semantycznego.

Prawdopodobnie ta bardzo stara konstrukcja powstała
w czasach, gdy rzeczy nie leżaly jak dzisiaj pod ręką ;)
i aby coś zrobić istotnym warunkiem i częścią przedsięwzięcia
było dotrzeć do miejsca, wykazać chęć działania,
skierować sie ku czemuś.
Z czasem aspekt "dotarcia" do miejsca (lasu , pola, miasta)
tracił na znaczeniu więc analogicznie słabło znaczenie
semantyczne owego "go", aż w końcu stało się modalnym
składnikiem konstrukcji.

Nie zajmuje sie gramatyką historyczna,
są to jedynie moje przypuszczenia:).

Mistrz Polikarp


Also sprach Mariusz Kruk:

:W dniu 27 Nov 2000 22:56:40 GMT, osoba określana zwykle jako
:Piotr Sieklucki nakibordziła:
:Poznaje się paradygmaty odmiany, najlepiej diachronicznie, i spokój.
:
:Przepraszam... czy już nam ubliżasz ? ;-)
:
:Pozdrawiam z wredną AI
:PS: A tak na poważnie - mógłbyś wyjaśnić ?

To najpierw krótkie wprowadzenie: języki naturalne możemy podzielić m.in.
na aglutynacyjne i fleksyjne. W tych pierwszych problemu końcówek właściwie
nie ma, bo wyrazy tworzy się doczepiając do korzenia elementy modyfikujące,
które są stałe i posiadają tylko jedno znaczenie. Tak więc mamy powiedzmy
ryby=<ryba+<l.mnoga, z tym że sufiks <l.mnogawygląda tak samo we
wszystkich wyrazach. Gorzej jest w językach funkcyjnych, takich jak m.in.
polski, bo tu sufiksy modyfikujące znaczenie korzenia są a) przeładowane
semantycznie (jeden sufiks może informować o liczbie, rodzaju i przypadku)
i b) niespójne w obrębie systemu (ten sam sufiks może oznaczać różne
rzeczy, jak i ta sama rzecz może być oznaczana przez różne sufiksy).

Na szczęście nie musimy uczyć się odmiany każdego wyrazu na pamięć, gdyż z
pomocą przychodzą nam rzeczone paradygmaty odmiany. Każdy, kto uczył się
niemieckiego, wie, że występują tam takie rzeczy, jak na przykład deklinacja
mocna lub słaba -- czyli określony schemat końcowek pasujący dla każdego
rzeczownika pewnego "typu". Wystarczy więc poznać te schematy (których nie
jest wiele). Co do diachroniczności: wiadomo, że język ewoluuje. Zmiany
zachodzą też w tychże schematach odmiany: wyodrębniają się nowe, stare
stapiają się, czasami w ogóle zapomina się o którymś i mówi, że "rzeczownik
odmienia się nieregularnie". Jeśli poznajemy język synchronicznie, czyli w
postaci istniejącej w jednym, dowolnie wybranym momencie, trudno się czasem
w tym wszystkim połapać. Co innego, jeśli poznajemy historię i rozwój języka
(najlepiej mając solidne przygotowanie z semantyki i fonologii, czasem
historia ogólna i antropologia kulturowa też się przydaje) na przestrzeni
wieków: wtedy stosunkowo łatwo wychwycić ogólne prawidła, a zmiany układają
się w logiczny ciąg, kończący się gramatyką taką, jaką znamy.


---- Original Message ----

| |

| | | Ty się najpierw pisać naucz i skończ podstawówkę...

| | Witaj,
| | Szkoda ze zabraklo merytorycznego podejscia do mojego postu ;(

| Jakbyś zadbał o swój wizerunek tutaj, zupełnie inaczej zostałbyś
| odebrany.
|
| |
| | byles moze kedys  w moskwie?? tam 99%reklam szyldow na ulicy jest po
| | rosyjsku! a w polsce?? ;(
|
| Z konieczności. Cyrylica (a właściwie grażdanka), to jednak inna
| "czcionka", niż alfabet łaciński.
| Wydaje mi się, ze reklam pisanych po angielsku, czcionką łacińską,
| praktycznie nikt by nie przeczytał.

"pieprzenie kotka przy pomocy mlotka" :(
Rosjanie znaja j. angielski w stopniu znacznie lepszym niz POlacy.. i to od
lat niepamietnych dla mlodych !!!
Zatem albabet lacinki nie jest im obcy !
To my, przez lata cale usilujemy dowartosciowac sie pseudoglupota Rosjan ::(
Nic bardziej blednego i groznego zarazem :(!!!! - oczywiscie lda nas, jako
narodu i panstwa !

| |
| | tak Lawrens, mojego pracodawcy nie interesuje umiejetnosc poslugiwania
| | sie gramatyka i ortografia w ojczystym jezyku, przykre ale prawdziwe,
| | mam tylko ze zrozumieniem potrafic przeczytac man i go stosowac ;( tyle

zatem to zaden problem bys sie stad wyniosl ???
wytluamcz mi w takim razie, czemu wiekszosc stron angielskich jest takze w
j. czeskim..
czego zupelnie nie mozna powiedziec o j. polskim???
Majac taki stosunek do ojczystego jezyka - nalezloby Cie po prostu wydalic z
kraju, gdzoe ortografia obowiazuje - bo to przeciez nasza, m.in., historia

| Tylko, że tutaj, to jest grupa dyskusyjna, nie Twój pracodawca (a w
| takim razie skoro pracujesz, to przepraszam za podstawówkę). [...]
| --
| LH

Wiesz - LH - ja mysle, ze to gorszy poziom niz przyslowioiwa podstaowka.. to
proba wynarodawiania
[uwaga! z pewnymi gruami spolecznymi naprawde nie mam nic wspolnego] :)
Barbara


Wiem, że mój głos jest trochę z innej epoki - ale jako potencjaln ą polonistkę może Cię zainteresuje...

Ja studiowałem dawno temu, w ciekawych latach 1979-1984 (magisterka 1986), na Uniwersytecie Gda ąskim (filologia polska, studia dzienne).
Maturę z liceum plastycznego miałem średni ą (z przedmiotów artystycznych głównie czwórki i pi ątki, z przedmiotów ogólnych głównie trójki i czwórki: wtedy nie było takiej presji na oceny i punktacje - raczej to olewali śmy).
Egzamin wstępny zdawałem (tylko prymusi i olimpijczycy byli ze ą zwolnieni; potem z prymusów się wycofano, gdyż w większo ści okazywali się tępymi kujonami). Literatura, gramatyka, rosyjski pisemnie, potem literatura, gramatyka, historia ustnie. Egzaminator z historii spytał mnie m.in. o specyfikę zaboru pruskiego. Zacz ąłem bredzi Ś o Hakacie i Drang nacht Osten (dopiero po latach skumałem, że chodziło tu o pa ąstwo prawa - surowego, ale jednak: vide wóz Drzymały - w zaborze rosyjskim szybko by się z nim Kozacy uporali...).
Asystentów i wykładowców mieli śmy różnych: m ądrych i głupich, pasjonatów i wyrobników, porz ądnych i wrednych. Przedmioty też - sensowne (acz nie zawsze przyjemne - np. gramatyka opisowa, gramatyka historyczna, metodyka nauczania) i haracze "po linii" (np. ekonomia polityczna, wojsko, język rosyjski). Ale generalnie Wydział Humanistyczny UG wspominam dobrze. Była to porz ądna uczelnia - porz ądna pod wieloma względami (zważcie czasy: ko ącówka Gierka, karnawał "Solidarno ści", stan wojenny!).
Z przykrych rzeczy moja grupka przeżyła likwidację proseminarium magisterskiego z filmu (prowadzonego przez wykładowcę z Łodzi) - uratowała nas ówczesna Pani Dziekan tworz ąc dla nas u siebie nowe seminarium z szeroko pojętej fantastyki. St ąd dopuszczalny przez prawo po ślizg z magisterk ą (licencjatów wówczas nie było) - zrekompensowany oryginalnymi (jak s ądzę) i dobrze ocenionymi (u mnie np. tre ś Ś i obrona pi ątka) pracami.
Nie uczono nas jedynie języków. Lektoraty były traktowane jak "michałek", a system nauczania opierał się na gramatyce, nie konwersacji; je śli kto ś nie miał supertalentu czy supermotywacji - to, jak bohater filmów Koterskiego, zostawał "inteligentem bez języków" (syndrom PRL-u).
Od jakiego ś czasu jeżdżę do mojej Pani Promotor na seminarium doktoranckie (też z fantastyki). Ale nie wiem, co z tego wyniknie: i zawodowo-rodzinne obowi ązki zbyt absorbuj ą, i ten język nieszczęsny (akurat najmniej boję się publikacji, bo tych miałem co-nieco po różnych sympozjach i czasopismach).

Smutny a m ądry dowcip z dzi ś, który gdzie ś tu już zamie ściłem: co mówi bezrobotny absolwent prawa do absolwenta prawa, który ma pracę? "Zapiekankę poproszę"...

Pomyślałam sobie, że założę tutaj taki temat, bo czasami ktoś z nas ma coś do sprzedania, lub czegoś poszukuje, nie związane z Kelly, aczkolwiek jak ktoś będzie miał ochotę tutaj coś ogłosić, a nie zakładac nowy temat, to też czemu nie.

A, ze nic nie dzieje się bez przyczyny, ja oczywiście mam coś do sprzedania. Ogólnie rzecz biorąc chcę sprzedać prawie cały zbiór (brakuje trzech książek) Johnatana Carrolla. Nie mam Kości Księżyca, Krainy Chichów i Zakochanego Anioła, pozostałe 16 mam. Myślałam oczywiście o allegro, ale z tego, co tam widziałam, to jest małe zainteresowanie jego ksiażkami, więc próbuję i w innych miejscach. Cena- myślę, ze około 200 zł- każda z ksiażek kosztowała 25- 30 zł, jest ich 16, więc nie jest to chyba cena wygórowana. Popytajcie może wśród znajomych. Moze ktoś się skusi.

Mam jeszcze:

dwu tomowy słownik niemiecko- polski i polsko niemiecki, po ponad 1000 str. każdy, Państwowe Wydawnictwo Wiedza Powszechna Warszawa 1989- 120 zł oba tomy

Nowe repetytorium z gramatyki języka niemieckiego, Stanisław Bęza, Wyd Szklne PWN, Wawa 1999- 17 zł

Jerzy Prokopczuk- Historia Powszechna 1871-1939 WSiP 1984- 12zł

Janusz Pajewski- Historia Powszechna 1871- 1918 PWN Wawa 1978- 15 zł

Torsten Krol- Biali Bogowie- 15 zł (nowa)

Harper Lee- Zabić drozda- 17 zł (nowa)

Lisa Gardner- Zaginiona- 15 zł (nowa)

Thich Nhat Hanh- Nauka o miłości- 17 zł (nowa)

Anna Katarzyna Emmerich- Pasja- 17 zł

Sylvia Nasar- Piękny Umysł- biografia- 17 zł.

To na razie tyle.
Aaaa, jak ktoś z Was sprzeda jakiemuś znajomemu po droższej cenie, to dla mnie tylko proponowana- różnica dla Was.

Aaaa i jeszcze jedno. temat oczywiście nie jest tylko dla mnie, jak ktoś coś chce sprzedać, to też moze.

no to ja też zacznę sobie czytać mitologię słowian, z racji zawodu może nawet wcześniej powinienem to zrobić... zastanawia mnie czy znajde jakieś filologiczne ciekawostki, coś czuję, że będę to czytać z podręcznikiem do gramatyki historycznej języka polskiego :)

zadne koministyczne syfy <foch> tylko filologie polską a co za tym idzie gramatyke historyczną i idąc dalej język pra słowiański
moze dlatego tak utożsamiam sie z tym Serbami hehe:)
kur... ide spac

Matematyka jest może i ważnym przedmiotem ale nie dla wszystkich. Jeśli już jej tak bardzo potrzebujesz, to wystarczy zdawać ją na maturze jako przedmiot dodatkowy.
W sumie masz rację, ale w takim razie czemu polski jest obowiązkowy? Bo:

Jak wiadomo, wielu ludzi nie umie matmy w ogóle. Wybrało sobie kierunek studiów, gdzie matematyka nie jest w ogóle potrzebna, więc po co dodatkowy stres i nauka na coś, co i tak się nie przyda w rekrutacji na uczelnię. Wiedza z matmy przyda się w życiu codziennym, ale nie trzeba od razu pisać matury z tego.
Podstawcie sobie zamiast "matma" - "polski"
I co do pogrubionego zdania to jeśli matma byłaby obowiązkowa uczelnie wymagałyby jej I jesli polski niebyłby obowiązkowy to uczelnie (te techniczne) nie wymagałyby go
Owszem zgodzę się że polski jest do z życia bardziej potrzebny niz matma w naszym kraju, ale po co mi znać imesłowy i inne rózne pierdoły gramatyczne, lub to że dany utwór jest sonetem, który składa się z części opisowej i refleksyjnej, albo że w romantyźmie częstym motywem była tajemniczość, noc, itd. Jesli będę się tym interesować to z chęcią się bym tego uczyła. W sumie tak samo jest z matmą, ale jeśli umysły ścisłe musza się męczyc z polskim to czemu humany nie musza z matmą?

Jako patriotka nie zgodzę się! Język ojczysty jest najważniejszy, tak jak i historia. Cóż z tego, że człowiek będzie bardzo mądry, skoro nie będzie mógł się wypowiedzieć tak, by było wiadomo o co chodzi.

Przy słowie "globalny" swój patriotyzm możesz schować do kieszeni. Język ojczysty nie jest najważniejszy. Weszliśmy do Unii Europejskiej i jakby nie było trzeba umieć przynajmniej angielski w stopniu umożliwiającym rozmowę. Co Ci po twoim patriotycznym języku ojczystym jak spotkasz obcokrajowca, który nie zna polskiego...Pozostaje wtedy tylko dogadywać się na migi =,= Historia własnego kraju też jest tylko po to, by nie ośmieszyć się brakiem wiedzy o miejscu, w którym się żyło/żyje. Cuż z tego, że człowiek będzie bardzo mądry? Głupie pytanie. Wiedza była, jest i będzie głównym wyznacznikiem poziomu społecznego.

Ładnie to ujęłaś Kuja, o to też mi chodzilo, ale główną myślą (w sumie tą pierwszą), która spowodowała, że tak napisałam było to, że język matematyki jest uniwersalny. Każdy zrozumie jak napiszesz: "2+2=4" W każdym zakatku świata (oczywiście biorąc pod uwagę to że każdy będzie miał choć niewielką wiedzę z matematyki )
Pisząc tamtego posta może trochę mnie poniosło, ale miałam buntowniczy dzień


Drogi kapusto!

Zbigniew Nienacki, - autor słynnych niegdyś książek dla młodzieży o panu samochodziku, oraz drapieżnych powieści dla dorosłych jak "Raz w roku w Skiroławkach", " Wielki Las" i "Uwodziciel" napisał kiedyś absolutnie znakomitą książkę (moim zdaniem!!) opowiadającą o powstaniu Państwa Polskiego.
Dagome Judex, - bo o tej książce mówię, jest fascynującą powieścią napisaną przez pasjonata historii.
Te historyczne pasje dały o sobie znać już w cyklu o panu samochodziku i zaowocowały w "Dagome Judex" niesłychanie ciekawą i fascynującą teorią dotyczącą początków naszego państwa.
W przeciwieństwie do Starej baśni Kraszewskiego, która od początku odbierana była (i jest!) jak legenda, "Dagome Judex" jest wielce prawdopodobną opowieścią opartą ściśle (!!) na źródłach naukowej historii.

Przeczytaj Znajdziesz tam prosto opisane mechanizmy państwowotwórcze, politykę nie różniącą się od obecnej, a także ostry sex, wartką i sensacyjną akcję i Twoje strony z Gniazdem w roli głównej.
Najpierw jednak musisz znaleźć tą dość trudno dostępną pozycję (wysiłków żałować nie będziesz)

czytałem to jakieś 15 lat temu.
revolta masz sporo racji, bo gwara w takim sensie o jakim mówimy istnieje tylko na terench byłego zaboru pruskiego. chociaż nie do końca, bo mam znajomych z konina i koła (czyli kongresówka) i sporo wyrazów u nich występuje. a co do Poznania tam też się używa tego słownictwa, bo na osiedlach typu rataje czy piatkowo mieszka wielkopolska wieś. wiem, że mamy drobne różnice gramatyczne, bo czasami dziwnie sie tu na mnie patrzą. ale skoro występuje na terenie Wielkopolski to trudno mówić poznańska. a jest to gwara, bo opiera się na języku polskim, ale ma drobne różnice. tak jak górale czy ślązacy. co do akcentu się nie zgodzę. nieby mieliśmy jednego zaborcę co hanysy, sporo podobych słów ale nie wmowisz mi, że akcent jest podobny. znam sporo śląskich słów ale od razu słychać, że jestem gorolem.

Język polski-wiadomo-ukochana literatura i banalna dla mnie ortografia i gramatyka. Pisać też lubię.
Język angielski-prosty jak drut język.
Historia-odziedziczone po tacie, dziadku, babci i wszystkich wujkach po kolei zamiłowanie.
WOS-jako, że interesuję się polityką itp.

NUDY - GRAMATYKA HISTORYCZNA JĘZYKA POLSKIEGO

GRAMATYKA HISTORYCZNA JĘZYKA POLSKIEGO - szkoła

Każde zdanie wypowiadane w jednym ciągu. Poszczególne słowa brzmiące jak komendy

Otóż to. Ale dla usprawiedliwienia japończyków trzeba powiedzieć, że oni takiej "nijakiej" intonacji nie rozumieją w ten sposób co europejczycy, i na pewno chętnie z toba rozmawiali. Ich akcent (mówię o słowach) i intonacja (na poziomie zdania) jest pozbawiona prominencji, i dlatego. Trudno się tego nauczyć. Co do studiów, oczywiście jest u nas przy UW japonistyka (kierunek orientalistyka) - zdaje się pięcioletnia magisterka. I jeśli sie mylę wykłady prowadzą tacy specjaliści jak Prof. dr Wiesław Kotański i prof. dr hab. Mikołaj Melanowicz.

Żeby się dostać musisz jednak znać angielski: czeka cię egzamin na poziomie CAE, test z gramatyki języka polskiego (maglują jak studentów filologii polskiej - pytają o wszystko). Potem rozmowa kwalifikacyjna: musisz wykazać się wiedzą na temat praktycznie wsyzstkiego co dotyczy Japonii - historia, kultura, religia, literatura, sztuka itd. plus orientować się w przekladzie literatury na polski dodatkowo mieć wiedzę na temat sytuacji politycznej, gospodarczej, ekonomicznej. Oprócz tego mogą pytać o wiedzę ogolną a więc o wszystko. W 2004 było w zaokrągleniu 24 osob na 1 miejsce.

Popatrz tutaj: http://www.orient.uw.edu.pl/~japonistyka/

Jeszcze jest UAM w Poznaniu (orientalistyka) i Akademia Polonijna w Częstochowie.
Więcej o Katedrze Orientalistyki w Poznaniu:
http://elex.amu.edu.pl/ects/neo/pol/ko-rp1.htm
Lista Przedmiotów na pierwszym roku Praktyczna nauka języka japońskiego, Nauka pisma japońskiego, Gramatyka opisowa języka japońskiego, Wstęp do japonistyki, Historia Japonii, Język rosyjski, Język indoeuropejski - język angielski, Wstęp do językoznawstwa Logika, Filozofia współczesna, Wychowanie fizyczne i tak dalej i tak dalej.

Co warto przeczytać? Ano jest tego trochę, np.:
Estetyka japońska : antologia / red. Krystyna Wilkoszewska.
Ian P. McGreal Wielcy myśliciele Wschodu.
Wiesław Kotański W kręgu shintoizmu.
Mikołaj Melanowicz Literatura japońska. T. 1-3.
Ewa Pałasz-Rutkowska, Katarzyna Starecka Japonia.
Jadwiga Rodowicz Pięć wcieleń kobiety w teatrze no.
Jolanta Tubielewicz Historia Japonii.
Jolanta Tubielewicz Mitologia Japonii.
Jolanta Tubielewicz Słownik kultury Japonii.
Jolanta Tubielewicz Japonia zmienna czy niezmienna?

A dalej jest ciekawiej bo musisz wziąć się obowiązkowo za drugi język orientalny: chiński, tamilski, koreański ...
Ciekawe studia.

Ja się w tym przypadku z Tobą Aniu nie zgodzę. Jeśli dobrze rozumuję obowiązkowa matematyka = każdy z obojętnie jakiego profilu przystepuje do egzaminu. A teraz moje argumenty:

- po pierwsze, matura z matematyki ( przynajmniej tegoroczna ) do najłatwiejszych nie należała. I mówię to jako absolwent klasy MI. Co dopiero mogą powiedzieć absolwenci klas humanistycznych i innych, gdzie przedmiot ten jest realizowany w zakresie podstawowym. Uczniowie tych klas mogą mieć trudności z uzyskaniem dobrego wyniku na maturze. ( nie mówię tutaj, że matury nie zdadzą )
- jak wyobrażacie sobie rekrutację na studia na kierunki humanistyczne ( ma być brana tam matematyka?? czy może gość zdaje obowiązkowy polski, matematykę i dodatkowo zdaje wos i historię ) Jak Wy uważacie ??
- Nie każdego interesuje matematyka czy fizyka, więc po co "na siłe ma ją zdawać".

jest to kolejny z nielicznych przypadkow kieyd zgadzma sie z Grzeskiem w 100 %. Jestem w klasie humanistyczno - dziennikarskiej, realizuje podstawowy program z matematyki (9 godzin w cyklu ksztalcenia) i jestem w tym momencie praktycznie pewna, z ematura z matenmatyki to absolutnie nie dla mnie bo ja teglo nie lubie tym sie nie interesuje i do tego nei bede sie zmuszac.

test (wyniki matury nie miały żadnego znaczenia), który opierał sie na zdolności logicznego myślenia i kojarzenia faktów - większe szanse mieli ludzie z dobrze opanowaną matematyką.

wole myslec logicznie - historycznie niz logicznie - matematycznie ...

Nie da się wyuczyć robienia zadań, po prostu niektórzy pewnych rzeczy w matematyce nie rozumieją i mimo największych wysiłków rozumieć nie będą. Ja osobiście do takich osób należę i konieczność mordowania się przez kolejne 3 lata z widmem matury z tego przedmiotu należy do czegoś, co nie uszczęśliwiłoby mnie zbytnio. Po prostu matematyki nie rozumiem i za nic nie wbije mi nikt do głowy więcej jak naprawdę podstawowe rzeczy. Niesprawiedliwe byłoby traktowanie w ten sposób osób, które bardziej pociągają przedmioty humanistyczne.

calkowicie sie z Toba Magda zgadzam

Matematykę można mi wkładać do głowy łopatą, a ja i tak nic z niej nie kumam. Więc maty na pewno zdawać nie będę, bo, jak dla mnie, to zwykłe samobójstwo.

A jeśli chodzi o Polak, to jak najbardziej zgadzam się z Adą. Język polski jest naszym ojczystym językiem i my jako Polacy, powinniśmy umieć go PRZYNAJMNIEJ na poziomie podstawowym

no i ja tak samo, Kazdemu z nas przystoi chociaz odrobina wiedzy polonistycznej

[ Dodano: 03-09-2005, 22:19 ]
Szczerze, to w polskim tragiczna jest gramatyka. I niektóre zawiłości strasznie trudne do opanowania.

na maturze raczej nie kladzie sie nacisku na gramatyke nie masz testow z budowy zdania itp