Wyniki wyszukiwania dla hasła: Gramatyka współczesnego języka polskiego

Redaguję właśnie książkę z ćwiczeniami i co chwilę natykam się na polecenia
typu "Podkreśl właściwy wyraz". Wydaje mi się, że powinno być raczej
"Podkreśl właściwe słowo", bo chodzi o zakres znaczeniowy, a nie o kategorię
gramatyczną, ale może jestem już przewrażliwiony. Ciekaw jestem, jak to
odbierają inni.

Arkadiusz Belczyk


Jedyne, co mogę poradzić, to przejrzenie gramatyki współczesnego języka
polskiego - Morfologia, pod red. R.Grzegorczykowej, R.Laskowskiego i H.Wróbla.
Może tam znajdziesz potrzebne Ci informacje. Nie widzę sensu przepisywania
definicji z tej książki.
Grażyna



Jedyne, co mogę poradzić, to przejrzenie gramatyki współczesnego języka
polskiego - Morfologia, pod red. R.Grzegorczykowej, R.Laskowskiego i H.Wróbla.


I tam będzie opis różnicy pomiędzy 'wyrazem' a 'słowem'?! Przypuszczam,
że wątpię.



| Jedyne, co mogę poradzić, to przejrzenie gramatyki współczesnego
| języka polskiego - Morfologia, pod red. R.Grzegorczykowej,
| R.Laskowskiego i H.Wróbla.

I tam będzie opis różnicy pomiędzy 'wyrazem' a 'słowem'?!
Przypuszczam, że wątpię.


http://slowniki.pwn.pl/poradnia/lista.php?szukaj=pustos%B3owie&kat=18


| Jedyne, co mogę poradzić, to przejrzenie gramatyki współczesnego języka
| polskiego - Morfologia, pod red. R.Grzegorczykowej, R.Laskowskiego i
H.Wróbla.

I tam będzie opis różnicy pomiędzy 'wyrazem' a 'słowem'?! Przypuszczam,
że wątpię.


Masz rację - nie ma. Natomiast o wszystkich rodzajach wyrazów jest (wyraz -
wyraz tekstowy - wyraz gramatyczny - leksem itd.). Myślałam, że może to pomoże
naszemu koledze w zrozumieniu, dlaczego w polecenich używa się terminu "wyraz":-
)
Grażyna




Jestem zainteresowany bibliografią - pozdrawiam, Stefan


Próbowałam na priva, ale coś nie szło. Więc wrzucam na listę:

Saloni, Z. Klasyfikacja gramatyczna leksemów polskich, Język polski LIV,
z 1, z. 2.
tenże, Kategorie gramatyczne liczebników we współczesnym języku polskim,
Studia gramatyczne I, Wrocław 1977.
Saloni, Z. i Świdziński, M. Składnia współczesnego języka polskiego,
Warszawa 1998 (wyd. IV zmienione, jest też V, ten fragment bez
znaczących zmian również w wydaniach wcześniejszych).

Miłej lektury ---

Magda



Stwierdzam tylko, że jest to oznaczenie zupełnie
mi nieznane, więc - zapewne - używane tylko przez
językoznawców, w literaturze fachowej (stąd:
hermetyczne). I chciałem się dowiedzieć, czy
rzeczywiście; i ewentualnie - gdzie.


Gwiazdka bywa używana w literaturze językoznawczej. Oznacza formy
rekonstruowane (np. w "Gramatyce historycznej" Klemensiewicza),
wątpliwe, bądź też sygnalizuje błąd przytoczony jako przykład (np. w
"Składni współczesnego języka polskiego" Saloniego i Świdzińskiego).





| Stwierdzam tylko, że jest to oznaczenie zupełnie
| mi nieznane, więc - zapewne - używane tylko przez
| językoznawców, w literaturze fachowej (stąd:
| hermetyczne). I chciałem się dowiedzieć, czy
| rzeczywiście; i ewentualnie - gdzie.

Gwiazdka bywa używana w literaturze językoznawczej. Oznacza formy
rekonstruowane (np. w "Gramatyce historycznej" Klemensiewicza),
wątpliwe, bądź też sygnalizuje błąd przytoczony jako przykład (np. w
"Składni współczesnego języka polskiego" Saloniego i Świdzińskiego).


Dziękuję.

Maciek


Witam!
Egzamin na studia, na które się wybieram, obejmuje coś
takiego jak "wiedzę o języku polskim". Chciałabym się dokładniej
dowiedzieć o co chodzi. Czy jest to gramatyka, czy jeszcze coś
ponadto? Z czego powinnam się przygotowywać?

Ostatnio kupiłam w antykwariacie książkę "Gramatyka języka polskiego"
Piotra Bąka, wydanie IV poprawione, z 1984r. Oprócz niej mam jeszcze
podręcznik ze szkoły, "Współczesną polszczyznę". Czy to wystarczy?

Pozdrawiam,
Joasia


Witam!
Egzamin na studia, na które się wybieram, obejmuje coś
takiego jak "wiedzę o języku polskim". Chciałabym się dokładniej
dowiedzieć o co chodzi. Czy jest to gramatyka, czy jeszcze coś
ponadto? Z czego powinnam się przygotowywać?

Ostatnio kupiłam w antykwariacie książkę "Gramatyka języka polskiego"
Piotra Bąka, wydanie IV poprawione, z 1984r. Oprócz niej mam jeszcze
podręcznik ze szkoły, "Współczesną polszczyznę". Czy to wystarczy?

Pozdrawiam,
Joasia

"Gramatyka języka polskiego" Bąka raczej nie uchodzi za najlepszą; moi


wykładowcy ostro ją krytykują; choć z drugiej strony na Twojej przyszłej
uczelni może być zupełnie inaczej; tak czy siak życzę powodzenia!



Witam!
Egzamin na studia, na które się wybieram, obejmuje coś
takiego jak "wiedzę o języku polskim". Chciałabym się dokładniej
dowiedzieć o co chodzi. Czy jest to gramatyka, czy jeszcze coś
ponadto? Z czego powinnam się przygotowywać?

Ostatnio kupiłam w antykwariacie książkę "Gramatyka języka polskiego"
Piotra Bąka, wydanie IV poprawione, z 1984r. Oprócz niej mam jeszcze
podręcznik ze szkoły, "Współczesną polszczyznę". Czy to wystarczy?


może jeszcze seria 4 podręczników do nauki o języku w szkole średniej pt.
"Język i my"

Pozdrawiam,
Joasia


( pozdrawiam )|




Adam P.:
| Więc powinno być 'troje okien' i 'troje pól'?  Też nijaki...  (Nie
| polemizuję z wnioskiem, tylko z rozumowaniem.)

Chodziło mi głównie o różnicę między dziewczynami a dziewczętami.  A
tak naprawdę to myślę, że w naszym języku istnieje znacznie więcej
rodzajów gramatycznych niż nas w szkole nauczali:


[...]

Ale na pewno ktoś to już wiele razy zrobił i opisał.


Mańczak 1956, ,,Ile jest rodzajów w polskim''.
Saloni 1976, ,,Kategoria rodzaju we współczesnym języku polskim''.

;-)

Pozostaje pytanie, czy 'dziewczę' to 'dziecko' ('troje dzieci'), czy
'babsko' ('trzy babska').

Adam P.


To chyba by było pismo ideograficzne. Jeśli takim jest zapisywany


W przypadku najprostszych zdań owszem, tak jest.
Ale pismo nawet jak jest czysto ideograficzne, podlega gramatyce danego
języka (np. kolejność słów w zdaniu), która nie musi być całkiem zrozumiała
czy intuicyjna.

Wystarczy znajomość pisma. Mi chodzi o coś takiego:
# - czytamy po polsku, rosyjsku i czesku [ko]
* - czytamy po polsku [z'ow], po czesku [zel] a po rosyjsku [z'jow].
Wtedy #* znaczy kozioł w każdym z tych języków.


W ten sposób faktycznie zapiszesz wiele wyrazów - wystarczy używać
ortografii odpowiadającej starosłowiańskiemu (z jerami, jaciami...), i
czytać ze zmianami fonetycznymi odpowiednimi danemu współczesnemu językowi.
Wtedy przypadek chłopca-malczika nie będzie rozwiązany, ale pisownia
poszczególnych języków bardzo by się zbliżyła.



| Współczesne programy komputerowe są jeszcze ciągle zbyt
| prostackie, żeby radzić sobie skutecznie z językiem naturalnym.
| MS Word różni się od innych
| -- agresywnym marketingiem, oraz
| -- niechlujnością wykonania.

Wiem, że NTG, ale od drugiego punktu zalatuje "nie lubię
majkrosoftu, to wszystko ichnie jest do kitu".


Jasne, jak wszyscy wiemy to nieprawda i jest odwrotnie
(to znaczy, że kit jest do okien).

Co jak co, ale Word jest jak najbardziej "chlujny".
Możesz wskazać jakieś jego większe wady? (nie słownik
czy gramatyka, bo języka polskiego komputerowo to
jeszcze nikt nie rozpracował).


Ale niektórzy próbują i w staraniach swych nie ustają.

Albo wskazać lepszą alternatywę? Open Office może mu
dorówna za lat dziesięć.


Nie słownik, nie gramatyka. Pewnie też nie formatowanie,
nie ideksowanie, nie przenośność dokumentów między wersjami,
lub po prostu instalacjami tego samego Worda na różnych
komputerach (bo tego to chyba jeszcze nikt nie rozpracował).
Alternatywą są kaczki, tfu, alternatywą jest każdy prosty
edytor jakich pewnie tysiące. Funkcja "kopiuj i wklej"
działa, więc gdy zajdzie konieczność, można w końcu do niej
(do tej drugiej części) użyć Worda.


 Rafał "Negrin" Lisowski :

Raczej: jak się _nie_ uczy :) Jest to jeden z objawów paranoi,
których
pełen jest program nauczania języka polskiego w liceum: przez cztery
lata nie ma ani jednej lekcji "wiedzy o języku", po czym pojawia się
ona na maturze w postaci pytania na egzaminie ustnym...


W _programie_ zawsze było mnóstwo nauki o języku. Przegłos polski,
morfemy, referencja znaków językowych, ślady form archaicznych we
współczesnej frazeologii, dialekty, warianty sytuacyjne i stylistyczne
języka - że tak tylko kilka przypomnę w brzmieniu programowym właśnie.

Z kolei każdy metodyk powinien zakwestionować pytania maturalne z
"czystej" gramatyki, czyli na przykład jakiekolwiek rozbiory zdania.
Mogły się pojawić tylko jako narzędzie, aby - znów na przykład -
pokazać archaiczne cechy składniowe fragmentu tekstu.

W ocenie nowej matury na poziomie podstawowym za cechy językowe
przyznaje się  więcej punktów niż za wartość merytoryczną - to na
pewno wymusi uczenie umiejętności.

g.


Czym są słowa "trzeba", "należy" (należy coś tam zrobić, a nie że ktoś tam
należy do grupy albo pies należy do Marka)? Raczej chyba nie czasowniki?

Kamila


to predykatywy - zob. Gramatyka współczesnego języka polskiego. Morfologia  
tom 1, Warszawa 1998
Grażyna



Byloby zgrabniej, ale pod warunkiem, ze akcent logiczny padalby wlasnie na
poczatkowe "mnie" - (wlasnie) MNIE sie wydaje, ze...
Bez tego akcentu poprawnie jest "wydaje mi sie".
Pawel Wimmer


Panie Pawle ))
repostuje z podziwem !! - wychwycil Pan niusans , z ktorego niewielu
zdaje sobie sprawę . Rzeczywiscie  z punktu widzenie wspolczesnej
gramatyki (nie historycznie ) nie ma znaczenia (mnie / mi ) ,
pozostaje ta drobnostka "akcentu" , ucieszyl mnie Paniski post.

ps.
Celownik mnie /mi najczesciej uzywany jest zgodnie z obyczjem
mowy potocznej , w ktorej czlek wyrosl i osluchal sie .
"Mnie" w Polsce zdecydowanie przewaza, sa regiony gdzie w ogole
nie uslyszymy "mi" , a dla osob przywyklych do "mnie", "mi" zabrzmi
falszywie (vide wczesniejszy post Pani Ireny ) lub nawet wrecz prostacko .
Sa jednak  miejsca gdzie wlasnie niusans , ktory Pan opisal
ma zasadnicze znaczenie , bez uzycia emfazy i wzmocnien intonacji.
Wiec Pan to czuje :)))).

ps.1
do innego postu w kwestii delete
w zargonie komputerowym deletowac ma dokladnie takie samo
znaczenie w jakim uzyl go Sienkiewicz - niszczyc
i nie ma nic wspolnego ze zwalnianiem pamieci.
Delecja jest slowem ktore zadomowilo sie z laciny w jezyku polskim
kilka wiekow temu.
Mysle zas , ze sienkiewiczowski bohater uzyl bardzo rzadkiego "deletowac"
bowiem wychowal sie na Katonie i znal jego nienawistną fiksacje
w sotsunku do Krataginy  :)) :

Ceterum conseo Carthaginam ___dellendam__ esse.

w.



Możesz zajrzeć do książek takich jak:
Kochański, Klebanowska, Markowski "O dobrej i złej polszczyźnie"
Buttler, Kurkowska, Satkiewicz "Kultura języka polskiego"
pod red. Kurkowskiej "Współczesna polszczyzna"
z nowszych rzeczy choćby "Słownik wyrazów kłopotliwych" pod red. Bańki i
Krajewskiej (bardziej poradnik niż słownik, choć w układzie
alfabetycznym), Podrackiego "Słownik interpunkcyjny języka polskiego"
itp. Ogólnie szukaj bibliografii pod hasłem "kultura języka".


I nie zapomnij, że po Tobie powinien przyjść zecer, któremu
nie są straszne błędy ortograficzne czy gramatyczne, a nawet
i stylistyczne. Ważne, abyś rozumiała to, co chcesz tłumaczyć.

Co czytelnikowi po pięknej polszczyźnie, gdy (przykład oczywiście
nie jest mój) ,,rozebrany do naga bileter biega po pociągu"? ;)

To z jakiejś książki mówiącej o tym, jak nie należy tłumaczyć
tekstów technicznych i oczywiście chodzi o przewód elektryczny
bez izolacji, nie zaś o nudystę sprawdzającego bilety. :)
(a conductor)

Kiedyś takie tłumaczenia były na porządku dziennym,
tak że ludzie woleli oryginalne teksty zamiast
tłumaczeń nawet wówczas, gdy angielskiego prawie
nie znali. :) Jak dzisiaj są tłumaczone teksty
techniczne z angielskiego na polski -- nie wiem. :)






| BTW słowo "logo" jest nieodmienne.

http://slowniki.pwn.pl/poradnia/lista.php?szukaj=logo&od=10

"Musimy przede wszystkim zapytać, czy logo jest odmienne. Według
najnowszego Uniwersalnego słownika języka polskiego PWN, który się właśnie
ukazał, jest to słowo nieodmienne. Zgodnie z tym wypada mówić np. jedno
logo i dwa różne logo.
Można się jednak założyć, że słowniki za jakiś czas będą informować o
fakulatywnej odmianie (dwa logo lub dwa loga), a potem - kto wie - może
nawet będą kazały odmieniać to słowo. Nie byłoby to bez precedensu. Radio,
studio, molo też były kiedyś nieodmienne, a dziś pierwsze dwa są prawie
zawsze odmieniane, a trzecie przeważnie też. W języku potocznym już słyszy
się formy odmienione: logo - loga - logu - logiem. Ich akceptacja
społeczna (i leksykograficzna) jest tylko kwestią czasu.
- Mirosław Bańko"

Dr Mirosław Bańko pracuje w Wydawnictwie Naukowym PWN, gdzie kieruje
Redakcją Słowników Języka Polskiego. Jest zatrudniony też w Uniwersytecie
Warszawskim. Zajmuje się leksykografią oraz gramatyką i kodyfikacją
współczesnej polszczyzny. Jest współautorem Słownika wyrazów kłopotliwych,
autorem Słownika peryfraz, czyli wyrażeń omownych i redaktorem naczelnym
Innego słownika języka polskiego PWN.


Super Panowie:)
a może którys z was odcyfrował czcionke??

http://pcguard.pl/docs/img/unia-dla-przedsiebiorczych.jpg




A niech to, ale się wpakowałam - fakt że prosiłam o pomoc w niełatwej
sprawie, ale inaczej nie zawracałabym Wam szanownych głów, o, Nieomylni!
Tyle że liczyłam na jakiś z Waszej strony jakiś wysiłek intelektualny
(rozsądne propozycje neologizmu z prawem do używania, czy co), skoro na moje
pytanie nie znajdujecie jednoznacznej odpowiedzi w żadnym ze znanych Wam
słowników. A jeśli faktycznie nie ma wspólnej nazwy na określenie kategorii
słów, o które pytałam - czemu po prostu mi tego nie powiecie, jeśli nie chce
się Wam zastanawiać i szkoda Wam pary na samodzielne zaproponowanie czegoś?
Słowem przykro mi bardzo, ale zawiedliście mnie, wykazując jedynie
inicjatywę w wytykaniu moich domniemanych błędów językowych - będących po
prostu skrótami myślowymi :-(. (Co do tego ostatniego - "odnośnie" -
faktycznie użyłam tego słowa nieprawidłowo, posługując się wyrażeniem niemal
sztandarowym mojej licealnej wychowawczyni.)
Cóż, dziękuję bardzo za (szkoda, że bezowocną) współpracę i do następnego
razu (???)

Pozdrawiam

Rozczarowana


Nieomylnych tu nie ma. Odpowiedź znajdziesz w "Gramatyka współczesnego języka
polskiego"
Grażyna


Michał Wasiak:

A -les z Charles zabrzmiało jak rodzjanik le i dlatego tam go nie
ma?


Ja myślę, że to ,,-les'' ma bliższy związek z ,,-lus'' w Carolus niż z
rodzajnikiem.

Michał Wasiak:

Może Kamila wie coś więcej o gramatyce historycznej.


No to jak wie, to niech się wypowie i nie daje nam tak błądzić po
omacku.

Michał Wasiak:

A może wtedy rodzajniki nie były tak rozpowszechnione, jak teraz?


O ile się dezorientuję, to romańskie rodzajniki określone (nie wiem,
czy we wszystkich językach romańskich) powstały z łac. /ille/ , /illa/
== ten, ta.  Wstawienie rodzajnika między ,,Karol'' a ,,Wielki'' musi
być jakimś późnym nabytkiem, bo po łacinie /ille/ tam wcale nie
pasuje.

Przypuszczam, że sam rodzajnik jest wprawdzie pochodzenia łacińskiego,
ale jego umieszczenie między rzeczownikiem a przymiotnikiem jest
germańskie, tak jak w ,,Karl der GroĂźe'' albo w ,,Charles the
Great''.  Ale niech lepiej Kamila powie.

Oni wtedy nie uważali, że mówią po francusku.  Mówili dialektem łaciny
i mieli poczucie winy umiejętnie podsycane przez poprawnościowców, że
mówią źle po łacinie.  To ciągłe wstawianie wszędzie /ille/ było
pewnie tak samo w tym złym stylu, jak w tym współczesnym języku
polskim ciągłe to mówienie ,,ten'' przed tymi rzeczownikami.

 - Stefan


Pozostańmy przy misiach i dzieciach. Gdy uzyskam od Pana odpowiedź
na swoje pytanie, być może odpowiem :) na Pana pytania. :) Rozumiem,
że odpowiedź Pana zależy od definicji/pojęcia podmiotu, ale tej/tego
uczą chyba w podstawówkach, więc zapewne gdzieś w sieci Pan znajdzie
stosowne opisy, które wyjaśnią Panu czym jest pomiot w zdaniu. Wiem,


Jeśli ma się do wyboru pełne błędów bryki w sieci (moje ulubione byki
dotyczą definicji litery i głoski) lub wielokrotnie wznawianą książeczkę
Michała Jaworskiego ,,Podręczna gramatyka języka polskiego, lepiej
sięgnąć po to drugie lub po jej pierwowzór, czyli pracę Klemensiewicza.
W obu wypadkach człowiekowi włos się jeży na głowie, że jeszcze tego w
szkole uczą. Z Pana wypowiedzi wynika, że definicje generatywne,
zależnościowe czy inne w Pańskim horyzoncie się nie mieszczą, więc o nie
 pytać nie będę.

że czasami podmiotem noże być nawet czasownik, lecz proszę zauważyć,
że nie zagłębiamy się od dawna w takie niuanse.


Dobrze; pośrednio i agresywnie, ale odpowiedział Pan na moje pytanie.
Proszę tylko jeszcze powiedzieć, co jest podmiotem w zdaniu:

"I" jest spójnikiem.?

Spodziewam się, że uzna Pan, że spójnik. Zapewne w zdaniu:

"Czytając" jest formą czasownikową.

uzna Pan, że podmiotem jest imiesłów współczesny.

Skąd Pan w takim razie wie, co jest podmiotem? Podpowiedź: niech się Pan
uważnie przyjrzy zdaniu:

Koledzy mówią na nich Baryły.

vdb


Witam
Czy 'a' jest słowem?
Szukałem odpowiedzi, ale znalazłem tylko na grupie o scrablach, gdzie

a wyraz to słowo.
Ale spojnik to np. 'oraz', a oraz to chyba słowo?
Więc jak.
A jest słowem czy nie? Bez żadnych założeń dodatkowych?

pozdrawiam


Poczytaj: Gramatyka współczesnego języka polskiego. Morfologia, red.
R.Grzegorczykowa, R.Laskowski, H.Wróbel; tam piszą o rozróżnieniu słowa,
wyrazu, wyrazu tekstowego, leksemu itd.
Grażyna


Cześć wszystkim

| Witam
| Czy 'a' jest słowem?
[...]

| Poczytaj: Gramatyka współczesnego języka polskiego. Morfologia, red.
| R.Grzegorczykowa, R.Laskowski, H.Wróbel; tam piszą o rozróżnieniu słowa,
| wyrazu, wyrazu tekstowego, leksemu itd.

To ja mam furę pytań.

0. Czy ta pozycja jest jakoś dostepna w sieci?


Nie sądzę

1. Czy to, co tam piszą jest oficjalnie uznaną definicją?


Tak - to od kilku lat obowiązujący podręcznik akademicki (moim zdaniem na
razie najlepszy - choć nie jestem jego autorem:-))

2. Czy pokrywa się to mniej więcej z definicjami, które wyszperałem w
różnych podejrzanych miejscach,


Częściowo się pokrywa, ale tam znajdziesz też testy, które pozwalają na
odróżnanie od siebie tych jednostek

Grażyna



zależeć na poprawnej wypowiedzi - nie mnie. Jednak ten błąd powtarza
się tak często, że po prostu nie wytrzymałem.



sie stresowac :)

A żeby rozwiać wątpliwości to polecam lekturę:
http://eduseek.interklasa.pl/artykuly/artykul/ida/1704/idc/5/
http://pl.wiktionary.org/wiki/Aneks:J%C4%99zyk_polski_-_zaimki


Ale rozwiales :)
Przytaczasz "autorytety" ciezkiego kalibru.
Co do slownika pisanego przez internatutow-ochotnikow lepiej sie nie bede
wypowiadal, co do pierwszego zrodla, to jest jakas sciaga szkolna.
NB, odnoszac sie do informacji podanych na tej stronie, warto zauwazyc, ze
juz od lat '50 (Mańczak 1956), a juz na pewno od '80 (Gramatyka
wspolczesnego j. polskiego. Morfologia), zdecydowana wiekszosc jezykoznawcow
polonistycznych nie wyroznia rodzaju meskiego rzeczownikow.

użyteczności i ekonomiczności i że niepoprawne formy staną się w
najbliższym czasie poprawne


Zamiast wymyslac nastepne "ciekawostki", poczytaj sobie cos powazniejszego o
jezyku, skoro faktycznie Cie to tak pasjonuje.

A co do tego piwka, to nie wiem. Choróbsko mnie dopadło a mieszanie
piwa z lekami na dobre raczej nie wychodzi.


Wbrew powszechnemu mniemaniu wiekszosc lekow nie wykazuje interakcji z
alkoholem :)


Also sprach Krzysztof Garus:

:... nie ma zbyt dużo sensu. Można mówić, że jakiś język jest ciekawy, ale
:nie "najlepiej pomyślany". Dobrze pomyślane jest esperanto, ale to nie język
:naturalny.
:
:no ale gdyby naturalne też były "pomyślane", to który wtedy byłby najlepiej
:pomyślany (wyłączając przodującego esperanto)?

IMVO żaden, o tym nie można myśleć w tych kategoriach. Patrz niżej.

:<hipotetycznieGdyby wszystkie współczesne języki były stworzone w tym samym
:czasie, i ludzie mogliby sobie wybrać (podobnie jak z językami programowania),
:to które twoim zdaniem zrobiłyby największą karierę i dlaczego?</hipotetycznie

To jest takie gdybanie bez specjalnego sensu. Języki nie różnią się od
siebie aż tak drastycznie -- według niektórych Bardzo Mądrych (bez przekąsu)
lingwistów istnieje coś takiego, jak Gramatyka Uniwersalna, która definiuje
ogólne zasady, które występują we wszystkich językach (upraszczam).
Relatywna "łatwość" uczenia drugiego i kolejnych języków zależy głównie od
tego, jakie języki już znamy; pierwszego uczymy się mniej więcej w tym samym
tempie, czy to angielski, polski czy chiński. Tak więc Twoje pytanie brzmi
trochę podobnie do pytania o najlepszy kolor :)


Witajcie, oto poniżej moja bibliografia na mature ustną:

Literatura podmiotu:
1. A. Markowski Polszczyzna znana i nieznana, Gdańsk 1999.
2. A. Otwinowska-Kasztelanic Korpus języka mówionego młodego pokolenia Polaków Warszawa 2000.

Literatura przedmiotu:
1. A. Markowski Słownik poprawnej polszczyzny, Warszawa 2000.

2. Poradnik językowy:
• A. Otwinowska-Kasztelanic Wpływ języka angielskiego na polszczyznę, zeszyt nr.1 1998,
• E. Sękowska Funkcjonowanie nowszych zapożyczeń angielskich we współczesnej polszczyźnie, zeszyt nr.5 1993,
• A. Markowski Nowsze zapożyczenia w polszczyźnie-anglicyzmy gramatyczne i leksykalne, zeszyt nr.3 1992,
3. W. Doroszewski Słownik poprawnej polszczyzny, Warszawa 1981.
4. Z. Klemensiewicz Historia języka Polskiego, Warszawa 1999.

Otóż mam problem z planem prazentacji, ponieważ nie wiem co mam zapisać w :

-Określeniu problemu: (nie wiem jaki problem określić)

-kolejność prezentowanych argumentów(prosiłbym o kilka argumentów)

-Wnioski (oraz jakiewypisać z tego wnioski, dokładnie co moglbymtam napiać)

Jest to dla mnie ważne azostało mi 3 godziny byoddać pani dyrektor.
Bardzo Was proszę o pomoc dobrzy ludzie, bede wdzięczny. Błagam (

Proszę odpidać natym forum, na gg: 6311161 lubna e-mail bc112@wp.pl

Pozdrawiam i błagam was....

[ Dodano: 8 Maj 2007, 09:53 ]
Podaję temat którego nie podałem.

Temat:

"Funkcje zapożyczeń z j. angielskiego we wspołczesnej polszczyźnie mówionej i pisanej. Bazując na wybranych kryteriach poprawności językowej oceń to zjawisko."

A ja..
Z racji tego ze studiuję taki a nie inny kierunek- filologię polską, za najpiękniejszy uważam język polski!!!! Poznaję go do podstaw, przeszłam już przez całą współczesną gramatykę opisową naszego języka, przez gramatykę historyczną, w tym roku czeka mnie historia języka, dialektologia i inne takie śmieszne..
A teraz na poważnie.
Uczyłam się angielskiego i niemieckiego, niezbyt mnie one porwały, może dlatego, że była to nauka czysto szkolna, a potem akademicka. Brzmienie angielskiego jest fajne i muszę zacząć uczyć się tego języka na poważnie, choć na razie brak mi motywacji.
Bardzo podoba mi się język hiszpański i chciałabym go kiedyś bliżej poznać. Tak zwaną smykałkę do języków posiadam, tylko lenistwo coś przeszkadza..
Z języków "egzotycznych" abo raczej niespotykanych, niecodziennych, miałam okazję poznać łacinę. Uczyłam się jej 4 lata w liceum. Piękny, melodyjny język. Natomiast na 2 roku studiów mieliśmy przez jeden semestr język staro- cerkiewno- słowiański, literacki i liturgiczny język dawnych Słowian. Dosyć trudny, posiada własny alfabet, podobny nieco do alfabetu rosyjskiego. Ale ciekawy, szczególnie ciekawie przekłada się z niego fragmenty Biblii.

Sprzedam podręcznik do lit.staropolskiej autorstwa Teresy Michałowskiej "Średniowiecze".Kupiłam go w antykwariacie za ponad 40 zł,kilka pierwszych stron nosi ślady używalności tzn.tekst podkreślony jest czarnym długopisem(ale nie przeze mnie:)),poza tym jest w stanie bdb!Cena 30 zł.

Podręcznik do gramatyki opisowej autorstwa Danuty Ostaszewskiej i Jolanty Tambor "Fonetyka i fonologia współczesnego języka polskiego".Stan idealny!Cena 20 zł.

Zbindowane ksero podręcznika do gramatyki opisowej autorstwa Renaty Grzegorczykowej i Romana Laskowskiego(ale tylko część do MORFOLOGII!).Cena 10 zł.

Zainteresowanych proszę o kontakt na gg 330115.Zwykle jestem na niewidocznym więc piszcie śmiało:)Na wiad.odpisuję zwykle wieczorem.Pozdrawiam:)

Przepraszam, ze sie wtracam w ta wymiane lacinksich maksym jezykiem polskim. Chcialem jedynie zasugerowac ze i wyrazic osobiste zdanie, ze nasz ojczysty jezyk jest jezykiem pieknym i niezwykle rozbudowanym. Nie bez kozery uwazany jest za jeden z najtrudniejszych na swiecie. Nieskonczone bogactwo slownictwa, roznorodnosc form gramatycznych, duza dowolnosc budow zdan i stylu - wszystko to sprawia, ze jezyk polski jest naprawde piekny, o ile posluguje sie nim precyzyjnie, co nie jest z reszta latwe. Postuluje przeto, aby pozostac podczas wpisow przy naszym wspanialym jezyku i delektowac sie jego pisanym brzmieniem zamiast operowac makaronizmami i tak niezrozumialymi, jak przypuszczam, dla wiekszosci.
Panie Błażeju, proszę się tak nie irytowac, nie ma przeciez powodu Zgadzam sie z panem, ze jezyk polski jest naprawde piekny, posiada bardzo rozbudowane slownictwo i mnogosc form gramatycznych, ale to na pewno nie determinuje tego aby laciny nie uzywac. Lacina jest jezykiem klasycznym uzywanym juz w starozytnosci (dla porownania, prosze zauwazyc ile istnieje jezyk polski), Tak jak w muzyce klasycznej (nie lubie tej nazwy, powinno byc raczej uniwersalna) istnieja wartosci ponadczasowe, jest inspiracja wielu wspolczesnych tworcow, tak w lacinie tkwi piekno klasyki i sily slowa. Wiele jezykow nowozytnych opiera sie w jakiejs czesci na lacinie, a nie na jezyku polskim. To wedlug mnie odpowiedz na postawione przez pana pytanie.

Musze napisać pracę roczna na HLP. Termin na kwiecień. No i ok, wiem, co chcę napisać etc. Tylko nie mam pojęcia JAK i tak 3 miesiące i mam jedną znormalizowaną stronę wstępu a praca ma mieć minimum 15

Ktoś wie/ma pod ręką pracę w rodzaju "Egzotyka w [tu wstaw tytuł]"? Bo naprawdę nie mam pojęcia jak to napisać

i jeszcze oczywiście moje kochane NOWJP (Nauka o współczesnym języku polskim retro gramatyka opisowa), które jest dla mnie niepojmowalne niczym chemia, a może bardziej ciekawe jak mam się tego nauczyć, skoro na zajęciach grube babsko odpytuje nas ze wszystkiego, co... hmm... co nam zadała, bo 'ona nic nie musi z nami robić, bo to są studia i ona jakby chciała to by mogła mówić trzy semestry o jednym i tym samym' jak ja jej **** nienawidzę!!

cos takiego czego juz nie pomne jak sie nazywalo ale... uczylismy sie skad sie wziely jezyki indoeuropejskie, jak to dranstwo ewoluowalo na co sie dzielily... i te wszystkie, kurde, plemiona... a czasowo to bylo umiejscowione chyba odkad czlek zaczal mowic do dzis...bosz...


Oooo... to chyba była historia języka polskiego, ew. gramatyka historyczna z el. SCS. Dostawałem przy tym szewskiej pasji, wszystkie akcenty, przegłosy, jery i inne bajery.
Nie cierpiałem też Współczesnej gramatyki języka polskiego, nie przepadałem za Poetyką. Historia literatury zawsze jakoś uchodziła. Zresztą ja i te studia to raczej pomyłka. Romansu z tego nie było i pewnie już nie będzie.

Środa
8.15 Oświecenie: Jak zwykle spóźniona wpadam z dwiema innymi dojeżdżającymi z mojego miasta koleżankami do sali. Pan prowadący- przyzwyczajony już do naszych "wejść" kiwa głową i powraca do prowadzenia zajęć. Po chwili szamotaniny z torbami i przyborami piśmienniczymi przystępuję do notowania. Piszę, piszę, piszę i... plask ( nie wiem jak nazwać teń dźwięk). Rozpina mi się stanik! Próbując zachować resztki godności ( po wydaniu z siebie zaskoczonego jęku i chwyceniu w przebłysku refleksu się za klatkę pierisową )z rękami na biuście ( lub biustem w dłoniach- wszystko jedno, mało tego nie jest- więc można to dowolnie zinterpretować) godnie sunę przez całą salę, informując najpierw zszokowanego, a potem rozbawionego pana ,że muszę opuścić ten lokal, z groźbą rychłego powrotu.
(PÓŹNIEJ- dowiaduję się od rozbawionej grupy, że pewne dziewczę myślało- że coś mam nie tak z sercem- i chciało wzywać karetkę)

Gramatyka opisowa współczesnego języka polskiego:
Prowadzę pasjonujące rozmowy z grupowym psychopatą na tematy poniekąd niemoralne, których nie przytoczę- w trosce o zdrowie użytkowników forum. Z dochodzacych głosów osób trzecich dowiaduję się, że udało nam się coniekórych najłagodniej mówiąc-zgorszyć i przerazić.

Rafał, a ja dostanę wreszcie mój egzemplarz Verticala w środę !!! Odzyskam go po przerwie od 30 marca. Już się nie mogę doczekać, kiedy go skończę czytać. Tylko podręczniki do dydaktyki i merytoryki nauczania języka polskiego, do teorii literatury i gramatyki opisowej współczesnego języka polskiego jakoś tak westchnęły właśnie ze smutkiem, że znów do nich nie zajrzę...

hej ludki! orientujecie się kiedy może ma dyżur prof. Dyszak?


Nie, ale łatwo to sprawdzić! Gabinet mają gdzieś na dole (chyba sala 5). Na drzwiach powinna być kartka. Może jest też ogłoszenie w necie na podstronie prof. Dyszaka pod Zakładem Gramatyki Współczesnego Języka Polskiego.

Ja mam takie pytanko o co chodzi z ta "zolta morfologia" czyje to jest bo chyba bede musiała na to polowac


O, to bardzo ważna książka, przynajmniej tak twierdzi pan prof. Dyszak! Trudna do zdobycia, bo z biblioteki pewnie już znikała, a w drugim obiegu jest jej mało (w księgarniach nie do zdobycia). Pełny tytuł brzmi: GRAMATYKA WSPÓŁCZESNEGO JĘZYKA POLSKIEGO: MORFOLOGIA, pod redakcją: Renaty Grzegorczykowej, Romana Laskowskiego, Henryka Wróbla.
Egzamin jest z wykładów, ale czasem pan prof. prosi, by coś doczytać "w żółtej morfologii" i wtedy to coś też jest na egzaminie!

Pocieszyć Was??

SCS... Morfologia i składnia.. To naprawdę nic w porównaniu z gramatyką historyczną języka polskiego... Co roku sobie myślę-no teraz będzie z górki, będzie prościej.. a tu co? Za każdym razem dojdzie jakiś jeszcze trudniejszy przedmiot..i jeszcze bardziej zbędny!! Morfa i skłądnia-ok, ważna rzecz- trzeba umieć polską gramatykę.. ale współczesną! To po co uczyć się czegoś, co już było i nie wróci?! Na co komu takie zaśmiecenie głowy?! Jakby kogoś to bardzo interesowało,to by sobie poszedł na takie seminarium magisterskie albo coś..

No. Pocieszyłam?

Pozdrawiam i owocnej nauki życzę Wszystkim

Otóż po historycznej... na 4 roku jest coś tam z dialektami związane i kolejna gramatyka czy historia języka polskiego- nie wiem dokładnie jak, co się nazywa..bo po co się dołować

Na 3 roku są następujące przedmioty:

* literatura młodej polski i 20lecia międzywojennego (jak podstawa obowiązują jak zwykle cegiełki + dodatkowe pozycje)

* gramatyka historyczna (2semestry) podręczników jest parę do wyboru, wszystkie mają w tytule "Gramatyka historyczna języka polskiego", jeśli chodzi o autorów to: Rospond, Dubisz, Kuraszkiewicz.

* teorie językoznawcze- masakra Podręcznik.. "Wstęp do współczesnych teorii lingwistycznych"- Jacek Fisiak.

* kultura żywego słowa (raz tylko korzystałam z książki, więc nie wiem nawet jaka to była )

*wiedza o sztuce

No i przedmioty specjalizacyjne.

Bardzo mnie ciekawi, jakie słowniki są w użyciu (przez tłumaczy, przez
informatyków, przez innych) i jakie są uważane za godne polecenia...
Bardzo proszę o opinie.

Ja używam następujących:

Słownik naukowo-techniczny angielsko-polski i polsko-angielski: WNT,
1999. Bardzo dobrze opracowana terminologia elektryczna, elektroniczna,
matematyczna i podstawowa informatyczna; brak współczesnych terminów
informatycznych.

Słownik wyrazów obcych, Słownik poprawnej polszczyzny, Nowy słownik
ortograficzny, Mały słownik języka polskiego (wydanie nowe): PWN,
1999-2000. Jest sporo obiegowych terminów informatycznych, współczesne
zasady gramatyki itd. Bardzo pożyteczny m.in. przy wszelkim
słowotwórstwie.

Podręczny słownik angielsko-polski, polsko-angielski: Wiedza Powszechna,
1998. Porządny słownik do słownictwa ogólnego, także jako pomoc przy
tłumaczeniu całkiem nowych terminów.

Słownik angielsko-polski dla informatyków, M.Marciniak, J.Szaniawski:
WNT, najnowszy 1998 albo 1999. Bałaganiarsko niespójny, częściowo
przestarzały, częściowo udziwniony, ale warto do niego zaglądać, żeby
wiedzieć, skąd w tłumaczeniach biorą się TAKIE pomysły ;-

Słownik terminów komputerowych, B.Pfaffenberger, przekład zbiorowy pod
redakcją Leksemu: Prószyński i S-ka, 1999. Część "glosariuszowa" często

część "indeksowa" jest całkiem porządnym i współczesnym słowniczkiem
informatycznym.

Słownik komputerowy Microsoft Press: Wydawnictwo PLJ, 2000. "Glosariusz"
upiornie przetłumaczony, ale "indeks" jest o tyle potrzebny, że zawiera
podstawową terminologię MS w jednym kawałku.

Słownik terminologii prawniczej i ekonomicznej, J.Jaślan, H.Jaślan:
Wiedza Powszechna, 1991. Dobry :-)

Słownik terminów angielsko-polski (zarządzanie, marketing, finanse,
rachunkowość, bankowość, giełda, handel, prawo gospodarcze), W.Śmid (Ś
czeskie ;-) Agencja Wydawnicza Placet, 2000. Nie mam jeszcze o tym
zdania. Kupiłam, bo nowe (Jaślanów ma prawie 10 lat).

Pozdrawiam,
Marta Bartnicka.


----- Original Message -----

Sent: Saturday, January 10, 2004 4:04 AM
Subject: Re: Toast

| Toast
| ---
| Za ciebie
| Za sposób, w jaki jesteś piękna
Marku zrobił się jakiś z toastu, mały konfesjonał;)
| Marek P. + słownik elektroniczny
| (program mojego autorstwa !-)

| Bibliografia: Pierre DelanoĂŠ & Claude Lemesle
| (a tak w ogóle to Joe Dassin)

myślałem ostatnio by pisać poezje automatyczną,
szukałem generatorów- czyżby była mowa o czymś
takim. że wprowadzam np. jakiś klucz uściśleń
a to mi samo generuję? dodam że nie chodzi
mi o automatyczny krytyka niutoN 1.0 -
co wymyślił Marco.

atma


Chodzi o rzecz bardzo prostą: praktycznie nie znam francuskiego.

Owszem, opanowałem na własny użytek pewne reguły pisowni, wymowy, gramatyki
nawet, ale niezbyt systematycznie. Tymczasem uczyłem się programowania w
Windows na tekście słownika francusko-polskiego - robiłem korektę przez
automatyczne szukanie literówek i niejednolitości (seria Windowsowych

tj. pokazujący go na ekranie za pomocą listy haseł z lewej, tekstu po
prawej, guzików na górze...

Okazuje się, że

mając w komputerze takie narzędzie (słownik wraz z Helpem, w
którym znajduje się komentarz gramatyczny wraz z częściową tabelą odmian
czasowników nieregularnych)

oraz posiadając pewną znajomość słownictwa
łacińskiego i łacińskopodobnego - a więc treść różnojęzycznych odpowiedników
tych samych pojęć, wyczucie terminologii naukowej (to tam najwięcej łaciny w
językach współczesnych), skojarzenia między różnymi słowami,
wyczucie etymologii i "prawdziwego" znaczenia na przykład takich słów jak
"szansa"

- można poradzić sobie z przekładem (łatwego przecież) poetyckiego
tekstu piosenki.

A że wychodzi z tego własna interpretacja - to tym lepiej.

Pozdrawiam z zainteresowaniem (te programy generacyjne też są ciekawe)
Marek P.


 Malkontent :

(Rudy Wirek) :

| pogardliwe, bo wyrazaloby odpersonifikowanie, a juz na
pewno lekcewazenie/

W którejś z książek,  bodajże, Krzysztonia jest fragment
dotyczący
majaczenia któregoś z bohaterów który bojąc się jakichś
hipotetycznych
wilków ze swoich majaczeń woła: wilcy idą, wilcy. Później
ktoś to
właśnie tłumaczył w ten właśnie sposób co i Ty, tylko w
drugą stronę.
Chodziło o spersonifikowanie tychże wilków.


A zabieg w obie strony jest pięknie uzasadniony
historycznie:

- do XVII wieku  wszystkie żywotne miały w mianowniku albo
końcówkę -owie, albo tak, jak "chłopac-y" do dziś: byli
"krucy","ptacy" i "robacy". "Chłopak-i" to byłby staropolski
nieżywotny!
-w XVIII zwierzęta przechodzą już do fleksji :
"kruki","ptaki" "robaki"; zatem "chłopaki" kojarzą się już
nieżywotnie albo zwierzęco - przyznacie,że mało pochlebnie;
"chłopacy" dzielnie trzymają się męskoosobowej fleksji;
(nie pamiętam niestety komu,ale wypominano,że nazbyt jest
dumny, bo odmieniał "panY",ale "chłopI")
- oświecenie, z obsesją odnowienia języka poprzez odwołanie
do mowy potocznej, spopularyzowało końcówkę -i : mówiło się
wtedy nawet "naczelniki" i "Greki"; od tego momentu można
liczyć nobilitację formy "chłopaki"; jednocześnie jednak
gramatycy piętnują taką odmianę jako obelżywą,bo porównującą
ludzi ze zwierzętami: Kopczyński na przykład pisał,że
stosuje się ją, by "upodlić niecnotliwą osobę ludzką".

I wyobraźcie sobie,że Kochanowski ożył i postudiował
współczesną polszczyznę : bardzo _żywotni_ okazali się :
"łotry", "łobuzy","mordercy" i "oprychy" :)
"Kierowcy","informatycy" i wiele innych nazw zawodowych też
trzyma się mocno...
Są "strażacy", ale są też "policjanci". Może należałoby
zamiast analogicznego do "milicjanci",uzasadnionego opinią o
tym zawodzie, wrócić do przedwojennego potocznego
"policjanty" ?:)

g.

(gdyby ktoś się uparł, to w "Historii języka polskiego"
Klemensiewicza na pewno znalazłby to wszystko)


Cześć wszystkim

| Też tak uwazam i dałam temu w jednym z postów wyraz (chyba
| nawet powołując się na angielskie "much" i "many"), ale mnie


 Powoływanie się na obce języki w sprawach gramatyki jest ryzykowne.
Chociażby dlatego, że w angielskim są rodzajniki, które w polskim
praktycznie kompletnie nie istnieją.(*)
 Albo jeszcze lepszy przykładna to, że analogie z obcymi językami
zwodnicze:

mój dom, moja książka
twój dom, twoja książka
JEJ dom, jej książka

mamy tu piękną nieregularność - rodzaj gramatyczny zamiast wskazywać na
obiekt, zaczyna opisywać podmiot.
Otóż we francuskim jest konsekwentnie 'jego dom, jej książka'(**)
niezależnie od płci podmiotu.

| utemperowano. I tym razem dośc skutecznie, bo sama zaczęłam
| łagodnieć w tej materii, zwłaszcza kiedy, przyglądając się uważniej
| temu, co czytam, zaczęłam znajdować "ilość" zamiast "liczba"
| u mistrzów pióra, i to nie tylko współczesnych.


 Rafał podał tu pewne uzasadnienie. Jednak rozróżnienie na
'policzalne/niepoliczalne' jest, co by tu nie mówić słabsze w polskim.
Chociażby dlatego, że pytamy wyłącznie 'ile', natomiast forma 'wiele'
zanika.

| penna

| Też byłbym za łagodniejszym podejściem. Np. zadanie z fizyki mogłoby
| brzmieć: oblicz ilość wody, potrzebną do sporządzenia 5-procentowego
| roztworu z 1 l kwasu solnego o stężeniu 96%. Inna wersja to: oblicz liczbę
| litrów wody itd...
| Pierwsza wersja chyba zgrabniejsza?
| Zbig.Bag.

W pierwszym zdaniu musi być "ilość", bo woda nie jest policzalna,
chociaż mierzalna.
Policzalne są litry wody. I to jest to, o co tutaj chodzi.


 Nie, nie, nie. Woda nie jest policzalna i litry wody też nie są
policzalne. Naprawdę uważasz, że jeśli czegoś jest 3.2754 to jest to
policzalne w sensie gramatycznym?

 Jeśli już, to policzalne są litrowe pojemniki na wodę. A w wyżej
wspomnianym zadaniu sformułowanie 'oblicz liczbę litrowych pojemników na
wodę, niezbędną do sporządzenia' nie ma sensu fizycznego.

penna


(*) pewnie zaraz mi powiecie, że w polskim kiedyś rodzaju były, albo
nawet są, tylko się ich nie zauważa.
(**) aby być ścisłym, jest odwrotnie, bo te słówka, które mi przyszły do
głowy, mają francuski rodzaj inny niż polski


Jak ktos uczy sie polskiego, to rzeczowniki poznaje najpierw
w mianowniku. Uczy sie tez wzorow odmian i jak rozpoznawac rodzaje
(zasady + wyjatki). Po co to wszystko, jesli Twoim zdaniem wystarczy,
by ustawil przed rzeczownikiem ten, ta lub to i juz bedzie wiedzial jaki
to rodzaj?


Nie chcę przedłużać polemiki, która nie dotyczy bezpośrednio tematu
"rzeczowniki <<wielorodzajowe| ".
Oczywiście polskie rzeczowniki MAJĄ rodzaj gramatyczny i nie od kontekstu
zależy, jaki to jest rodzaj.

Rzecz jednak w tym, że w przypadku rzeczowników, o których pisałem, takich
jak na przykład fajtłapa sytuacja nie jest oczywista.
Pokazałem, że nawet w odniesieniu do mężczyzny fajtłapa może być
rzeczownikiem rodzaju żeńskiego. Wyszedłem od tekstu, żeby pokazać działanie
zjawiska, o które pytał Pontus Wickholm, a nie tylko odpowiedzieć, że są
takie rzeczowniki.

Oczywiście można podejść do słownictwa nie od strony tekstów, tylko jako do
systemu opisywanego w gramatykach i zebranego w słowniku.

Wtedy oczywiście sięgamy np. do "Słownika współczesnego języka polskiego" i
tam pod hasłem "fajtłapa" mamy:

fajtłapa I, rzeczownik, rodzaj męskoosobowy 'niezdarny, niezaradny mężczyzna
(...)': Ten fajtłapa wszystko zepsuł.

fajtłapa II, rzeczownik, rodzaj żeński 'niezdarna, niezaradna kobieta
(połączenie "ta fajtłapa" dopuszczalne także w odniesieniu do osób płci
męskiej): Ta fajtłapa niczego nie załatwiła.

I i II rzymskie są numerami homonimów, bo autorzy SWJP uznali, że jeśli
rzeczowniki w mianowniku l. poj. lub czasowniki w bezokoliczniku są takie
same, lecz mają inną fleksję, a w przypadku czasownika inny czasownik
tworzący parę dokonany-niedokonany, to są to HOMONIMY.

Problem odgraniczenia homonimii od polisemii (wieloznaczności) nie jest
ostatecznie rozwiązany.

Artur Czesak


Witam!
Egzamin na studia, na które się wybieram, obejmuje coś
takiego jak "wiedzę o języku polskim". Chciałabym się dokładniej
dowiedzieć o co chodzi. Czy jest to gramatyka, czy jeszcze coś
ponadto? Z czego powinnam się przygotowywać?


Robisz wielką tajemnicę z kierunku studiów.

Oto fragment warunków przyjęcia na studia do jednej ze szkół.

ROZMOWA KWALIFIKACYJNA - ZASADY

Forma rozmowy kwalifikacyjnej i wymagany zakres wiedzy jest taki sam dla
kandydatów na studia dzienne jak
i zaoczne.
Rozmowa kwalifikacyjna stanowi podstawę oceny punktowej kandydata w skali
0-20 punktów. Na rozmowę
kwalifikacyjną składają się następujące elementy:
język obcy (do wyboru: angielski, niemiecki, rosyjski, francuski,
hiszpański, włoski);
można otrzymać maksymalnie 4 punkty

wiedza o języku polskim; można otrzymać maksymalnie 4 punkty
elementy matematyki lub historia; można otrzymać maksymalnie 4 punkty
zainteresowania; można otrzymać maksymalnie 2 punkty

W trakcie rozmowy kwalifikacyjnej ocenia się również poprawność gramatyczną
i stylistyczną wypowiedzi,
zasób słownictwa, umiejętność słownego formułowania myśli, rzeczowość i
precyzję. Za ten element rozmowy
można otrzymać maksymalnie 2 punkty.

WIEDZA O JĘZYKU POLSKIM

Zakres zagadnień będących przedmiotem oceny:
podstawy klasyfikacji głosek polskich
zasady akcentuacji w języku polskim
fleksyjna charakterystyka polskiego czasownika
logiczno-składniowa struktura zdań
stylowe odmiany współczesnej polszczyzny
gwary i dialekty na terytorium polskim
realne i etymologiczne znaczenie wyrazów
rodzaje wyrazów złożonych w języku polskim
neologizmy i neosemantyzmy

PRZYKŁADOWE PYTANIA

Wykaz zawiera zestawy pytań z wiedzy o współczesnym języku polskim, ułożone
według schematu:
1. pytanie teoretyczne.
2. pytanie praktyczne (analiza składniowa wypowiedzenia lub analiza
słowotwórcza wyrazu).

Zestaw I

1. Język jako system znaków.
2. Wiedza to potęga.

Zestaw II

1. Warunki komunikacji językowej.
2. Broni się jeszcze z wież Alpuhary Almanazor z garstką żołnierzy.

Zestaw III

1. Wyjaśnij pojęcia: kod językowy, tekst, mówienie.
2. Nigdy mi się nic podobnego nie śniło. Chmurzy się.


Ciekawą rzecz Pan wynalazł, to znaczy ciekawy problem. Rzeczywiście, nie
sposób pisać za każdym razem "piętnastocentymetrowy" ani nawet
"15-centymetrowy".Będzie Pan musiał coś wymyslić. Niech Pan pamięta, że
pokolenia będą powtarzać Pańskie rozwiązanie.


Proszę Pana,
jest sposób pisać za każdym razem "piętnastocenymetrowy", a
nawet "dwudziestosiedmiocentymetrowy". Czy Pan, kupując projekt
architektoniczny domku jednorodzinnego, miałby ochotę wgłębiać się w długi
tekst, w którym co chwilę padają wymiary podane w takiej formie? Co wiecej,
sporo wymiarów podaje się w mm. Chętnie by Pan sobie łamał wzrok
na "dwustusiedemdziesięciopięciomilimetrowej desce"?

To po pierwsze.
A po drugie, zapisu "6-centymetrowy", który rzeczywiście jest krótszy,
chciałbym uniknąć ze względów podanych wyżej (chcemy stosować skróty, czyli
cm, mm itd.). Szukałem na grupie rady i sposoby, a nie sławy wśród potomnych
i prztyczków ironicznych współczesnych.

I jeszcze jedna rzecz: nie ma "źródła normatywnych zasad" w żywym języku.

Sami ustanawiamy normy, mówiąc po polsku, sami je zmieniamy i obalamy.


Sprzeczałbym się. Ale to spór jałowy, bo zaczynać wyjaśniać komuś, jaka jest
różnica pomiędzy normami słownikowymi, a normami intersubiektywnymi i jeszcze
tak enigmatycznym procesem, który Pan nazwał "sami ustanawiamy normy" (brawo
za populizm!) to nie dla mnie - no, proszę wybaczyć, ale nie chce mi się.

Powodzenia. Dobrze o Panu świadczy fakt, że w ogóle sie Pan nad tym
zastanawia.


Cóż, podobno znajomość gramatyki i słownika nie wystarczy do rozkodowania
komunikatu, bo - myślę, że tak właśnie jest - potrzeba do tego choć
minimalnej wyobraźni, empatii, umiejętności oceny w jakim celu ktoś nadaje
komunikat, itd.
Proszę Pana, więcej zrozumienia dla mnie błądzącego i szukającego porady. Po
co od razu ten bicz ironii? Wrócił Pan z "Pasji" Gibsona?

Pozdrawiam i powodzenia
Andrzej



| Niedawno znajoma przeczytała w jakimś przewodniku po Czechach, że
| współczesny język czeski został stworzony w XIX w., w dużej części na
| podstawie naszej mowy i przy udziale polskich językoznawców. Czy ktoś z
| grupowiczów wie coś więcej na ten temat, albo zna jakieś miejsca w sieci,
| gdzie mógłbym o tym poczytać ? (Najlepiej w sieci, bo ze mnie to całkowity
| homo interneticus, ale mogą być też jakieś tytuły papierowe).

| Coś podobnego mówił przewodnik wycieczki, kiedy jechaliśmy autokarem


Hmmm... Zgaduje, ze przewodnik byl polski albo i wszechpolski.

| przez Czechy. Nie pamietam dokładnie, ale mówił też coś o reformie języka
| czeskiego. Proponuję sprawdzić w Czeskim Centrum. Jest w Warszawie na
| Marszałkowskiej - czy ma www nie wiem...

imho nie w XIX ino w XV przez niejakiego Jana Husa. W tym czasie jezyk
czeski  byl uzywany wylacznie przez chlopow, a szlachta mowila po
niemiecku i lacinie. Mozliwe, ze bylo tez cos pozniej. Wczesniej za to
tworzono jezyk polski na podstawie czeskiego, tak zesmy sie tylko
zrewanzowali.


Ale zrewanzowali sie tak, ze to co jeszcze w "Kronikach panow
z Podiebrad i Kunsztatu" pisano 'powietrzie' (pol. powietrze)
po XIX-wiecznej reformie zamienilo sie we 'vzduch' (z rosyjskiego).

Mialem cos papierowego, chyba "Historia jezykow
zachodnioslowianskich", ale nie dam glowy.


O wplywie czeskiego na polski jezyk literacki jest nieco w "Gramatyce
historycznej jezyka polskiego" (red.[...] Lehr-Splawinski) i/albo
w "Jezykach indoeuropejskich" (red. L. Bednarczuk). Natomiast o
odwrotnym nic.


I to jest właśnie sprawa, która nie jest dla mnie całkowicie jasna.

1. Nie ulega wątpliwości, że polskie czasowniki dokonane nie mają czasu
teraźniejszego. Przez Gramatykę Współczesnego Języka Polskiego zdania z tymi
czasownikami zaliczane są jako niefaktywne.

2. Sprawa komplikuje się, kiedy zamiast "gołego" czasownika rozpatrujemy
konstrukcję złożoną np. z czasownika modalnego:

Skoro nie ma zdań w czasie teraźniejszym z czasowniami dokonanymi, to jak
interpretować zdanie (4)?

paradygmatu odmiany zakwalifikować jako zdanie w czasie teraźniejszym. Forma
odmienna czasownika "móc" wskazuje na teraźniejszość. Tylko że wskazuje ona
na teraźniejszość występowania pewnej potencjalnej możliwości, której
realizacja wiąże się z przyszłością. Formalnie zdanie (5) jest zdaniem  w
czasie teraźniejszym. Moim zdaniem jednak chodzi tutaj o możliwość
przyszłego wystąpienia potencjalnej możliwości, której realizacja nastąpić
będzie mogła w czasie zaprzeszłym, bo po chwili pojawienia się potencjalnej
możliwości.

A w jaki sposób interpretować poniższe zdania z reklamy prasowej:

"Niewesoło, ale Kalms pomaga przetrwać gorsze kryzysy." (przetrwać jest
przecież czasownikiem dokonanym)

"Dlatego już dziś zadbaj o nie."

Albo takie dziwne zdanko z kodeksu handlowego:

"Przepisy działu niniejszego o najniższej wysokości kapitału zakładowego
tudzież udziału muszą być zachowane także przy obniżeniu kapitału
zakładowego.

Czy jest to czas teraźniejszy czy może raczej przyszły? I dlaczego?

A zdania z wierszy, np. Szymborskiej:

"za blisko, żebym mogła wejść." ("Upamiętnienie")

praesens/praeteritum/futur?

"gdyby ich przykład dał się naśladować" (Miłość szczęśliwa")
praesens/praeteritum?

Bardzo proszę, abyście potraktowali moją prośbę jak najbardziej serio i dali
znać, co o tym czasowo-aspektowym węźle sądzicie.

Pozdrawiam
;-)) (wcale mi nie dośmiechu)
Angelus


I to jest właśnie sprawa, która nie jest dla mnie całkowicie jasna.

1. Nie ulega wątpliwości, że polskie czasowniki dokonane nie mają czasu
teraźniejszego. Przez Gramatykę Współczesnego Języka Polskiego zdania z
tymi
czasownikami zaliczane są jako niefaktywne.

2. Sprawa komplikuje się, kiedy zamiast "gołego" czasownika rozpatrujemy
konstrukcję złożoną np. z czasownika modalnego:

Skoro nie ma zdań w czasie teraźniejszym z czasowniami dokonanymi, to jak
interpretować zdanie (4)?

paradygmatu odmiany zakwalifikować jako zdanie w czasie teraźniejszym.
Forma
odmienna czasownika "móc" wskazuje na teraźniejszość. Tylko że wskazuje
ona
na teraźniejszość występowania pewnej potencjalnej możliwości, której
realizacja wiąże się z przyszłością. Formalnie zdanie (5) jest zdaniem  w
czasie teraźniejszym. Moim zdaniem jednak chodzi tutaj o możliwość
przyszłego wystąpienia potencjalnej możliwości, której realizacja nastąpić
będzie mogła w czasie zaprzeszłym, bo po chwili pojawienia się
potencjalnej
możliwości.


Od tego właśnie są czasowniki modalne, w tym przypadku wyrażamy możliwość
właśnie. w (4) istniejącą, w (5) przyszłą, potencjalną.

A w jaki sposób interpretować poniższe zdania z reklamy prasowej:

"Niewesoło, ale Kalms pomaga przetrwać gorsze kryzysy." (przetrwać jest
przecież czasownikiem dokonanym)

"Dlatego już dziś zadbaj o nie."

Albo takie dziwne zdanko z kodeksu handlowego:

"Przepisy działu niniejszego o najniższej wysokości kapitału zakładowego
tudzież udziału muszą być zachowane także przy obniżeniu kapitału
zakładowego.

Czy jest to czas teraźniejszy czy może raczej przyszły? I dlaczego?


Teraźniejszy, jak najbardziej, albowiem tryb rozkazujący dla czasu innego
niż teraźniejszy nie istnieje. Owo "muszą" z kodeksu wyraża obligatoryjność.

A zdania z wierszy, np. Szymborskiej:

"za blisko, żebym mogła wejść." ("Upamiętnienie")

praesens/praeteritum/futur?

"gdyby ich przykład dał się naśladować" (Miłość szczęśliwa")
praesens/praeteritum?


Poezji "rozbierać" nie będę

Bardzo proszę, abyście potraktowali moją prośbę jak najbardziej serio i
dali
znać, co o tym czasowo-aspektowym węźle sądzicie.

Pozdrawiam
;-)) (wcale mi nie dośmiechu)
Angelus


Ale pofilozofować zawsze można, nie ;-)

Robertus


| Na moich zajęciach (prowadzę zajęcia z rachunkowości) używam właśnie form
| "euro, eura, eur...", choć nie ukrywam, że trochę się dziwnie z tym czuję.
Ale
| pewnie wkrótce się oswoję :-)))

To dobrze, że się dziwnie czujesz i się z tym nie "oswajaj". :)) W każdym
słowniku można sprawdzić, że euro się nie odmienia. Pust' ekonomisty nie
dają plamy z języka polskiego.


Język jest organizmem żywym - to była fundamentalna konstatacja, jaką mnie
uraczono, gdy rozpocząłem zajęcia z językoznawstwa na filologii romańskiej
UAM. To samo powtarzają do znudzenia nasi wybitni znawcy języka: Miodek
i Bralczyk. Cytuję za dr. Mirosławem Bańko:

"Pewnie będziemy kupować za euro, a po jakimś czasie za eura, ponieważ
euro, dziś nieodmienne, prawdopodobnie zacznie się odmieniać - podobnie
jak studio, dawniej też nieodmienne. Będzie nam wtedy brakować eur raczej
niż eurów (wprawdzie mówimy studiów, ale ten rzeczownik ma miękkie
zakończenie tematu fleksyjnego, inne niż euro). Ciekawe, co będziemy mogli
 kupić za jedno euro (nie za jednego eura, bo euro to jednak rzeczownik nijaki).
 Jest to chyba ważniejsze od tego, jak nam się będzie euro odmieniać."

Dr Mirosław Bańko pracuje w Wydawnictwie Naukowym PWN, gdzie kieruje
Redakcją Słowników Języka Polskiego. Jest zatrudniony też w Uniwersytecie
Warszawskim. Zajmuje się leksykografią oraz gramatyką i kodyfikacją
współczesnej polszczyzny. Jest współautorem Słownika wyrazów kłopotliwych,
autorem Słownika peryfraz, czyli wyrażeń omownych i redaktorem naczelnym
Innego słownika języka polskiego PWN.

No to mamy rozwiązanie kompromisowe. Zobaczymy, jaka odmiana się przyjmie.

Pozdrawiam!

Marek Masztalerz



(...)

Otoz sa dwa uregulowania, ktore zajmuja sie czyjas korespondencja.
Jedne - nazwijmy to panstwowe - ktore chronia tajemnice korespondencji.
Zgodnie z nimi mozna do woli cytowac czyjs list (obojetnie prywatny,
czy otwarty) jesli zostal wyslany i doreczony adresatowi.
(...)
Z drugiej strony jest netykieta, ktora jest czyms w rodzaju prawa
zwyczajowego sieci, ma swoje sankcje itp. Ona tez reguluje kwestie
cytowania, ale takze i poprawiania bledow; z tego co pamietam,
przynajmniej nie nalezy to do dobrego tonu, a 'sankcja' za to moze byc
np. bomb-mailing - moze mniej humanitarne, ale bardziej kulturalny (od
zwyzywania Cie) sposob na zwrocenie komus uwagi, ze postepuje nie tak,
jak w swietle netykiety powinien.


Przepraszam bardzo, ale żadna netykieta ani inne, równie "konstytutywne"
postanowienie nie może nawoływać do sankcjonowania niepoprawnej pisowni, bo jest
to działanie "contra lege". Ja wiem (vide wyżej), że mowa jest tylko o wytykaniu
błędów i "złym tonie", niemniej inkryminowanie "wytykaczy" jest de facto
sankcjonowaniem niepoprawności. A na to zgody być nie może, bo tworzy się
niebezpieczny precedens. Lada moment ktoś inny może stwierdzić, że nieładnie
jest zwracać uwagę jadącemu lewą stroną jezdni albo sikającemu w bramie.
Liberalizm i relatywizm mają jednak jakieś granice.
Cały ten galimatias wynika, oczywiście, z nadmiernie skomplikowanej polskiej
ortografii, która juz dawno zasłużyła na uproszczenie i która uproszczona w
końcu być MUSI, bo to jednak uzytkownicy języka, a nie uczeni i władze
decydują - koniec końców - o tzw. uzusie czyli formach przyjętych w języku
praktycznym. Zamiast jałowo kłócić się o dopuszczalność i elegancję poprawiania
cudzych błędów, społeczność internetowa mogłaby zainicjować ruch na rzecz
radykalnej reformy ortografii języka polskiego, który - aby przetrwać globalną
integracje i unifikację - musi wykazać się olbrzymią elestycznością i zdolnością
adaptacji. Osobiście nie mam bowiem wątpliwości, że jeśli koryfeusze języka  i
tzw. decydenci polityczni nie pójdą w kwestii polszczyzny na daleko idący
kompromis, to za 40-50 lat (czego ja już nie doczekam) wspólczesny literacki
język polski pozostanie już tylko w książkach oraz skansenowskich enklawach
czyli tzw. kurpiowszczyźnie. W powszechnym użytku będzie zaś swego rodzaju
volapik, polska odmiana pigging-english, zbudowana z angielskich rdzeni
językowych oraz polskich końcówek osobowych i gramatycznych. Tak, jak jest to
już od dawna na tzw. jackowie w Chicago, gdzie zaparkowany na rogu samochód to
"kara na kornerze".
pzdr
CeliKa



Przekłamań nie widzę, MOŻE poza akcentowaniem złożoności budowy
modulantu (skoro można do modulantów zaliczyć też "proste" partykuły).
:) Dokładnie takiego zestawienia prawdopodobnie nie ma - jeśli się nie
mylę, prawdopodobnie termin "modulant" po raz pierwszy zaproponował
Jodłowski w "Podstawach polskiej składni" (mam wydanie z 1977 r.).
Postuluje rezygnację z wydzielania partykuł (sam termin uważa za
wieloznaczny) i podkreśla, że bywają modulanty o wyrazistej strukturze
morfologicznej. O szyku nie wspomina WCALE (bezpośrednio - bo przykłady
zdań podaje). Opisuje różnice funkcjonalne między modulantami a
przysłówkami, ale pomija kwestię ich łaczliwości bądź jej braku z
rzeczownikiem i niesamodzielności składniowej partykuł.
Inne prace z pojęcia partykuły nie rezygnują (np. Grochowski "Polskie
partykuły..." - 1986), Laskowski w "Morfologii" (praca zbiorowa z serii
"Gramatyka współczesnego języka polskiego", 1999) także je wyróżnia - ze
względu na nieswobodny szyk i niesamodzielność składniową. Pozostałą
część "modulantów Jodłowskiego" :) nazywa modalizatorami. Te Z KOLEI
różnią się od przysłówków łączliwością z rzeczownikami.
Rozpisałem się, by pokazać, że czasem takie sumaryczne zestawienie
należy zrobić samodzielnie, wybierając ze sprzecznych ze sobą (jeśli je
rozpatrywać w całości) koncepcji elementy, które się wzajemnie nie
wykluczają, a bywają pomijane ze względu na odmienne założenia
klasyfikacyjne. Są przypadki, w których trzymanie się jednej metody nie
wystarcza.


Czy prawidłowo w powyższym poznaczyłem modulanty? Czegoś nie uwzględniłem,
coś dodałem niepotrzebnie? W szczególności chodzi mi o 'z kolei': jeśli
mówimy o modulantach o złożonej strukturze morfologicznej, to moglibyśmy też
uznać za modulanty wyrażenia złożone (graficznie) z kilku części. Czy to zbyt
śmiałe?

Pozdrawiam
Jazzek


Wiktor S.:

| radyj.


Marcin 'Qrczak' Kowalczyk:

Też bym tak powiedział, ale nie znalazłem tego w żadnym słowniku.
Znalazłem za to jakieś koszmarne "radiów" oraz zalecenia, żeby tej
formy unikać i mówić "odbiorników radiowych" bądź "stacji radiowych"...


Na zasadzie analogii: skoro "muzea -- muzeów", "studia -- studiów", "licea --
liceów", to i przecież "radia -- radiów". Tylko że wyraz "radio" w liczbie
mnogiej jest tak rzadko używany, iż forma dopełniaczowa nie ma chyba szans się
przyjąć (przynajmniej na razie).

Bardzo podobnie z tym "obeszniętym", "obeszłym" czy "obejdzionym". Nie mam nic
przeciwko tym słowom w stylu artystycznym, natomiast w każdym innym będą
raczej dziwolągiem -- ponieważ nikt tak nie mówi. Zresztą mam wrażenie, że
artyści też są z tymi formami dość oszczędni (chociaż nie będę umiał tego
poprzeć dowodami).

Inna sprawa, że nie mam pojęcia, dlaczego współczesna polszczyzna nie ma
funkcjonalnego odpowiednika takich słów, jak "gone" w angielskim czy
"gegangen" w niemieckim. Chciałbym to wiedzieć. Może to ma coś wspólnego ze
stopniem skomplikowania czasów gramatycznych, które przyczynia się w
niemczyźnie czy angielszczyźnie do większej częstości występowania imiesłowów?
(vide tzw. czasy doskonałe -- Present Perfect czy Plusquamperfekt).

Jak to jest we francuskim, hiszpańskim czy włoskim, jeśli chodzi o
skomplikowanie czasów? I jak to wygląda w innych niż polski językach
słowiańskich? Czy można powiedzieć ogólnie, że języki zachodnioeuropejskie
(powiedzmy -- romańskie i germańskie) mają bardziej skomplikowany system
gramatycznego pojmowania czasu niż języki Europy środkowej i wschodniej?

Ciekawe jest też to, dlaczego mamy wyraz "obchodzony", a nie mamy słowa
"obesznięty". Ale tutaj nie udało mi się wymyślić żadnej choć trochę
wiarygodnej hipotezy. :-(

Za to na żywo *słyszałem* coś, co chyba trzeba by zapisać "w class
pathie" (CLASSPATH - pewna zmienna środowiskowa systemu operacyjnego),
które pod koniec ma dźwięk z pogranicza fonetyki polskiej i angielskiej:
miękkie angielskie th. Co prawda słownik radzi "Smisie" od "Smith",
ale jeśli ktoś w mianowniku wymawia oryginalne th, to w miejscowniku
naturalny jest neofonetyzm. Z tej perspektywy "Landau'ie" nie jest
taki straszny.


Można jeszcze "o klaspacie". ;)

Serdecznie pozdrawiam
Scobin


Tak każdy chyba zrozumiał. Problem wtem, że Wojciech byłby narażony na
okropne przeżycia, ze strasznymi skutkami zdrowotnymi, gdyby dano mu do
czytania tylko pisma z przed mniej więcej wieku. Poczem sczezłby. Napewno.*

*) Tak - wiem, ile popełniłem odstępstw od obecnego brzmienia
arbitralnej umowy zwanej ortografią.


Troszkę się Waść przeliczyłeś. Czasami uwielbiam przebrnąć
przez tekst sprzed "mniej więcej wieku" i przyznam, ze odnajduję w
obcowaniu z takim językiem sporo przyjemności (gdzieś tu mam Biblię
sprzed właśnie około 100 lat, piękna...). Cenię współczesną
polszczyznę, tylko niesamowicie alergicznie reaguję na wciskanie
komuś zmian na siłę (Zróbmy tak! Tak ma być i już!)

Prosiłbym polonistów o lekkie wsparcie, ponieważ to, co napiszę

jakieś sześć lat temu). Znane są nam chyba pojęcia gramatyki
opisowej i normatywnej (ang. "descriptive grammar" o ile nic nie
pomyliłem). W krótkiej batalii na Wyspach (Brytyjskich) o ile dobrze
pamietam zwyciężyła opisowa - nie narzucająca norm, pozwalająca
jezykowi rozwijać się samemu, bez nacisków i tylko katalogująca
zmiany. Wilhelm Zdobywca też nie zdołał zdaje się całego jezyka
angielskiego wyplenić, gdyż kręgi szlacheckie jadały sobiepo roku
1066 "mouton", podczas, gdy plebs wcinał "lamb", co jak się okazuje
sprowadza się w obu przypadkach do baraninki (mniam...).

Znając naszą polską buntowniczą naturę, nawet, jak ktoś narzuci
nam nową pisownię/wymowę/język, to się zbuntujemy i z takiej
gramatyki normatywnej będą nici. Więc sądze, ze zamiast wymyślać
niestworzone historie, wprowadzać do nazego języka nieistniejące
znaki, gmatwać ludziom w głowach i narażać osoby prywatne i
korporacje na koszta związane z taką "reformą" (mieliśmy kilka lat
temu cztery i jeszcze się nie możemy wykaraskać... i nie wiem, czy
się kiedykolwiek wykaraskamy...), moze lepiej jest zająć się czymś
pożyteczniejszym?...

Pozdrawiam,

Wojtek



Cześć wszystkim

| Witam
| Czy 'a' jest słowem?
[...]

| Poczytaj: Gramatyka współczesnego języka polskiego. Morfologia, red.
| R.Grzegorczykowa, R.Laskowski, H.Wróbel; tam piszą o rozróżnieniu słowa,
| wyrazu, wyrazu tekstowego, leksemu itd.

To ja mam furę pytań.

0. Czy ta pozycja jest jakoś dostepna w sieci?


Wątpię:) Za to w księgarniach raczej jest.

1. Czy to, co tam piszą jest oficjalnie uznaną definicją?


Jak zwykle bywa w przypadku językoznawczych definicji: autorzy
podręcznika zamieścili ją, by uporządkować terminologię, którą się
posługują i starają się ją konsekwentnie stosować. Nie znaczy to, że w
innej publikacji może ona brzmieć inaczej. Wszystko zależy od przyjętego
języka opisu.

2. Czy pokrywa się to mniej więcej z definicjami, które wyszperałem w
różnych podejrzanych miejscach,, np: [...]


Mniej więcej, choć raczej mniej, niż więcej. Mi odpowiada np. jeszcze
inna:
SŁOWO - przestarzały synonim czasownika, względnie zamiennik WYRAZU
WYRAZ - ciąg liter między spacjami (albo zakończony znakiem
interpunkcyjnym. Sam znak interpunkcyjny nie nalezy oczywiście do
wyrazu). Wyraz może być synsemantyczny lub autosemantyczny (ma
samodzielne znaczenie albo nie, autosemantyczny będzie np. dowolny
rzeczownik, synsemantyczny - przyimek itp.)
To w płaszczyźnie graficznej segmentacji tekstu. W płaszczyźnie opisu
języka:
LEKSEM - abstrakcyjna jednostka słownikowa, zbiór wszystkich form
gramatycznych, w których leksem "objawia się" w tekście
FORMA GRAMATYCZNA - jednostkowe, konkretne wystąpienie danego leksemu w
tekście. Forma gramatyczna może być jednowyrazowa lub może mieć budowę
analityczną (złożoną).

Nasze 'a' oczywiście jest wg tej definicji wyrazem, także leksemem
składającym się z jednej tylko formy gramatycznej. Właściwie to można
mówić nawet o dwóch homonimicznych leksemach - jeden jest spójnikiem,
drugi - wykrzyknikiem.

Otóż wiele definicyj znajdowanych w szacownych tekstach polonistycznych
nie spełnia tego drugiego warunku...


Żeby tylko polonistycznych... :)


Paweł Kot said:

| "wiem" co rozszyfrowuje!
| Tym "wiem" jest właśnie "rozkład prawdopodobieństwa położenia danych liter w zdaniu"
Okej. Skoro jesteśmy przy praktycznym zastosowaniu. Nie wiem, więc się
pytam: czy istnieje taka statystyka dla dowolnego języka? Jak mniemam to
musi być wybitnie sformalizowany język. Pewnie dodatkowym atutem jest, gdy

rozkład. Ale czy istnieje taka statystyka dla jakiegoś języka? Jeśli tak, to
gdzie można ją obejrzeć i poznać metodologię jej tworzenia?


polecam link:
http://www.fortunecity.com/skyscraper/coding/379/lesson1.htm
- trochę o klasycznej kryptografii, oraz dużo informacji o cechach
  statystycznych języka angielskiego.

podstawowe cechy statystyczne dla dowolnego języka jest dosyć łatwo
określić, wystarczy trochę tekstów źródłowych w tym języku. natomiast
bardziej szczegółowe statystyki stworzymy dopiero dokładniej poznając
jego słownictwo i gramatykę. prosty przykład:
w angielskim bardzo charakterystyczne są wyrazy, w których litery obok
siebie powtarzają się, np: liTTle, swiMMing, rOOt, itp. teraz mając do
rozszyfrowania wyraz, który np. taką samą 3 i 4 literę, można
określić bardzo mały zbiór prawdopodobnych rozwiązań. z kolei w j.
polskim takie coś kompletnie nie istnieje...

swoją drogą, jakiś czas temu stworzyłem takie proste statystyki dla j.
polskiego. są dostępne pod adresem: http://tri10o.republika.pl/stat.html

tam też jest odpowiedź co do wpływu różnych slangów na ogólną statystykę
języka. porównanie cech statystycznych polskich tekstów ze średniowiecza
(bogurodzica), późniejszych wieków (różne lektóry), oraz kilku tekstów
współczesnych wykazało raczej niewielkie różnice (rzędu ~0.5%)


... na tyle dużo możliwych odpowiedzi ... a jednocześnie na tyle mało...

Jako użytkownicy wyszukiwarek internetowych, wiemy ile zależy od dobrego zapytania, a i możliwości formułowania zapytań są dość duże(gdzieś na tym forum był link do filmu instruktażowego). Jednak to tylko mechaniczne wyszukiwanie na podstawie słownika, czyli bez krzty zrozumienia, choć pomocne.

Na razie próbuję ogarnąć jedno z moich ostatnich odkryć.
Automatyczne tłumaczenie z "klarownego" języka na dowolny inny naturalny wydaje się realne.
Następnym krokiem jest poprawne (gramatycznie) wygenerowanie zdania (odpowiedzi).
W drugą stronę (automatyczne rozumienie języka naturalnego) jest nawet teoretycznie bardzo trudne [kontekst, sens, co autor miał na myśli].

Nawet w logicznym z założenia lojbanie można napisać : "ja widzieć ryba".
Co może oznaczać: "ja widzę jedną rybę" lub "ja widziałem wiele ryb".
Można to oczywiście dookreślić, ale jeśli piszący/mówiący nie ma takiej potrzeby, to nadal jest ok.
Można by w jakiejś sztucznej gramatyce zabronić stosowania takich niejednoznacznych stwierdzeń, tak jak w niektórych językach programowania (wyskakuje komunikat błędu składniowego itp), choć współczesne języki są bardzo tolerancyjne (np PHP, które ostatnio męczę).
Ale chyba takie konstrukcje też są potrzebne w opisywaniu rzeczywistości.
Może mechanizmy wyszukiwawczo wnioskujące miały by pożytek z takiej bazy, z niejednoznacznymi faktami.
Ale tego jeszcze nie jestem pewien.
Zobaczymy jakie będą efekty automatycznego tłumaczenia na język polski .

Właśnie tłumaczę słownik lojbański z angielskiego na polski.
Tragedia ! W słowniku, rzadko wyraz lojbański jest opisany jednym wyrazem angielskim, taka może być wieloznaczność słów.
I jak tu budować bazę wiedzy ?!
Jeden przykład opisu wyrazu lojbańskiego (ze słownika):

boxfo = sheet : 'foil' 1 is a sheet/foil/blanket [2-dimensional shape/form flexible in 3 dimensions] of material x2


W takiej bazie wiedzy, każdy obiekt musiałby mieć przyporządkowany numer (coś jak Kody ASCII), miejsce w drzewie i obszerny opis. A drzew powinno być tyle, na ile kategorii byty można podzielić.
Oczywiście praca taka nigdy nie miałaby końca, ale byty i związki między nimi byłyby coraz precyzyjniej określone.
Wtedy wyszukiwarki (mechanizmy zadawania pytań) wyszukiwałyby po sensach a nie tylko po podobieństwie literek.

Szanowni Państwo!
Nakładem wydawnictwa LEXIS ukazała się nowa książka pt.

Metodologie językoznawstwa. Współczesne tendencje i kontrowersje,

pod red. Piotra Stalmaszczyka. Książkę można nabyć, składając zamówienie w internetowej księgarni Instytutu Języka Polskiego PAN: http://kupujmy.eu lub kontaktując się z działem kolportażu IJP PAN: kolportaz@ijp-pan.krakow.pl .
Z poważaniem
Patrycja Pałka

Metodologie językoznawstwa. Współczesnej tendencje i kontrowersje, red. P. Stalmaszczyk

Spis treści

PIOTR STALMASZCZYK, Wstęp
BARBARA LEWANDOWSKA-TOMASZCZYK, Czym jest język? Dzisiejsze kontrowersje w paradygmatach generatywnych i kognitywnych
SŁAWOMIR WACEWICZ, Ewolucja języka: horyzont metodologiczny
PAWEŁ WIĘCKOWSKI, Młot na językoznawców, czyli o metodologii generatywizmu Chomsky'ego
ANDRZEJ PAWELEC, Mentalizm w badaniach nad językiem
BOGUSŁAW BIERWIACZONEK, Czy językoznawstwo kognitywne jest autonomiczne?
HENRYK KARDELA, Gramatyka kognitywna i gramatyka słowa a język formuliczny Czy maksymalistyczne teorie lingwistyczne spełniają kryteria adekwatności wyjaśniającej?
JADWIGA LINDE-USIEKNIEWICZ, Semantyka strukturalna w XXI w?
PIOTR STALMASZCZYK, Semantyka, pragmatyka formalna i badania nad kontekstem
JAROSŁAW JAKIELASZEK, Prawda i metoda: minimalistyczne spojrzenie na rolę semantyki formalnej w opisie języka
JACEK WITKOŚ, Program minimalistyczny a językoznawstwo porównawcze
PIOTR ŻMIGRODZKI, Metodologiczne podstawy współczesnej leksykografii
JOANNA RĄCZASZEK-LEONARDI, Metodologiczne podstawy współczesnej psycholingwistyki
MACIEJ PIASECKI, Cele i zadania lingwistyki informatycznej

Reklamówka Metodologii... na Youtube

Każde zdanie wypowiadane w jednym ciągu. Poszczególne słowa brzmiące jak komendy

Otóż to. Ale dla usprawiedliwienia japończyków trzeba powiedzieć, że oni takiej "nijakiej" intonacji nie rozumieją w ten sposób co europejczycy, i na pewno chętnie z toba rozmawiali. Ich akcent (mówię o słowach) i intonacja (na poziomie zdania) jest pozbawiona prominencji, i dlatego. Trudno się tego nauczyć. Co do studiów, oczywiście jest u nas przy UW japonistyka (kierunek orientalistyka) - zdaje się pięcioletnia magisterka. I jeśli sie mylę wykłady prowadzą tacy specjaliści jak Prof. dr Wiesław Kotański i prof. dr hab. Mikołaj Melanowicz.

Żeby się dostać musisz jednak znać angielski: czeka cię egzamin na poziomie CAE, test z gramatyki języka polskiego (maglują jak studentów filologii polskiej - pytają o wszystko). Potem rozmowa kwalifikacyjna: musisz wykazać się wiedzą na temat praktycznie wsyzstkiego co dotyczy Japonii - historia, kultura, religia, literatura, sztuka itd. plus orientować się w przekladzie literatury na polski dodatkowo mieć wiedzę na temat sytuacji politycznej, gospodarczej, ekonomicznej. Oprócz tego mogą pytać o wiedzę ogolną a więc o wszystko. W 2004 było w zaokrągleniu 24 osob na 1 miejsce.

Popatrz tutaj: http://www.orient.uw.edu.pl/~japonistyka/

Jeszcze jest UAM w Poznaniu (orientalistyka) i Akademia Polonijna w Częstochowie.
Więcej o Katedrze Orientalistyki w Poznaniu:
http://elex.amu.edu.pl/ects/neo/pol/ko-rp1.htm
Lista Przedmiotów na pierwszym roku Praktyczna nauka języka japońskiego, Nauka pisma japońskiego, Gramatyka opisowa języka japońskiego, Wstęp do japonistyki, Historia Japonii, Język rosyjski, Język indoeuropejski - język angielski, Wstęp do językoznawstwa Logika, Filozofia współczesna, Wychowanie fizyczne i tak dalej i tak dalej.

Co warto przeczytać? Ano jest tego trochę, np.:
Estetyka japońska : antologia / red. Krystyna Wilkoszewska.
Ian P. McGreal Wielcy myśliciele Wschodu.
Wiesław Kotański W kręgu shintoizmu.
Mikołaj Melanowicz Literatura japońska. T. 1-3.
Ewa Pałasz-Rutkowska, Katarzyna Starecka Japonia.
Jadwiga Rodowicz Pięć wcieleń kobiety w teatrze no.
Jolanta Tubielewicz Historia Japonii.
Jolanta Tubielewicz Mitologia Japonii.
Jolanta Tubielewicz Słownik kultury Japonii.
Jolanta Tubielewicz Japonia zmienna czy niezmienna?

A dalej jest ciekawiej bo musisz wziąć się obowiązkowo za drugi język orientalny: chiński, tamilski, koreański ...
Ciekawe studia.

Sprzedam:

Matematyka:
I klasa - zbiór zadań + podręcznik
II klasa - zbiór zadań + podręcznik
III klasa - zbiór zadań + podręcznik + podręcznik do analizy mat.
Wydawnictwo OE: Kłaczkow, Kurczab, Świda
Do książek dołączam atrakcyjne bonusy

Język polski:
I klasa - "Przeszłość to dziś", cz. I + cz. II, Mrowcewicz
II klasa - "Przeszłość to dziś", cz. I + cz. II, Nawarecki, Siwicka, Paczoska
Wydawnictwo Stentor

Poradniki:
"Powtórka z motywów" + "Powtórka z epok cz. 1" + "Powtórka z epok cz. 2" + "Powtórka z lektur"
"Jak napisać maturę z języka polskiego cz. 1 + cz. 2"
Biblioteczki opracowań: "Biblia, Stary Testament", "Fraszki, Pieśni, Treny", "Jądro ciemności", "Zbrodnia i kara", "Wesele", "Chłopi", "Przedwiośnie", "Potop"
Opracowania Greg: "Romantyzm" x2, "Polska literatura współczesna po 1956r. i literatura światowa", "Antyk, średniowiecze, renesans"
Skrypt: "Opracowania lektur dla liceów"

Język angielski:
Longman: New Opportunities Pre-Intermediate (niebieska): ćwiczenie + podręcznik
Longman: New Opportunities Intermediate (zielona): ćwiczenie + podręcznik
Longman: Repetytorium + Testy
Express Publishing: Matura Companion - pisemny + ustny + struktury leksykalno-gramatyczne

Podstawy przedsiębiorczości:
Podręcznik + ćwiczenie (uzupełnione, ale może komuś się przyda ) - Biernacka, Korba, Smutek
Wydawnictwo Operon

Język niemiecki:
WSiP: "Alles klar 2a" - Podręcznik z ćwiczeniami
LektorKlett: "Passwort Deutsch 1" (niebieska): podręcznik + ćwiczenie
LektorKlett: "Passwort Deutsch 2" (zielona): podręcznik

Geografia:
WSiP: "Zarys wiedzy o Ziemi cz. 1, rozsz." - Podgórski, Marszelewski, Becmer
Demart: "Zadania na mapach konturowych" (tylko trochę uzupełnione ) - Domachowski, Młynarczyk, Pelle
Demart: "Atlas geograficzny Polski"
Operon: "Testy dla maturzysty; Matura 2007, podst. + rozsz." - Plandowska, Siembida, Zaniewicz

Wiedza o kulturze:
WSiP: "Podręcznik podst. + rozsz." - Chymkowski, Dudzik, Wójtowski

Wiedza o społeczeństwie:
ZamKor: "Podręcznik podst." - Pilikowski

Przysposobie obronne:
Operon: Ćwiczenie (uzupełnione, ale może się komuś przyda )

Stan książek w większości bardzo dobry (mało używałem ), do wszystkich dołączone oryginalne płyty CD, słowniki itp.
Jak ktoś zainteresowany to proszę o szybki kontakt bo do katolika zaniosę

Kontakt
Telefon: 668-485-980
Gadu-gadu: 2594468

Czy mógłby ktoś podać autorów tej "żółtej morfologii"? z góry dzieki


Stanisław Urbańczyk, Gramatyka współczesnego języka polskiego.

Czy ma ktoś na sprzedaż "Gramatykę współczesnego języka polskiego"? Interesuje mnie tom "Morfologia". RATUnKU!

Czy ma ktoś na sprzedaż "Gramatykę współczesnego języka polskiego"? Interesuje mnie tom "Morfologia". RATUnKU!


Z gramatyk na sprzedaż to mam tylko z łaciny nówkę (Ta co podaje na 1 zajęciach)

Witam

Ja nie wiem co autor misji Thieves Gulid chciał przez nazwe "Downwinders Gulid" przekazać, ale próbuje ustalić co ona oznacza. Przecież sam mówiłeś, że nawet niektórzy gracze anglojęzyczni nie wiedzą co to znaczy, a może akurat takich się pytałeś....

A więc zgodnie ze słownikami (nie tylko jeden) słowa
down - dół, puch
winder - nawijarka
downwind - z wiatrem
Natomiast "zawietrzna" to po angielsku "windward"!!!

Ale teraz jeszcze jedna sprawa.
Imć Bukary powiedz mi co do Tobie to, że przetłumaczysz słowa takie jak Keeper, Hammerite, Downwinder? Jak i tak gdy ktoś z "zewnątrz" (chodzi mi kto nie zna fabuły Thief'a) usłyszy takie potworki jak szafarz, młociarz, zawietrznik (te ostatnie to chyba najbardziej kosmiczne) to nic mu to nie powie tak samo zresztą jak Keeper, Hammerite. Natomiast osoba wtajemniczona wie dokładnie o co chodzi i zapewne nie dowiedział się tego z powodu emocji jakie wzbudziło w jej umyśle słowo zawietrznicy tylko dlatego gdyż śledzi fabułe.

Już tak, bo słowo "pub" i słowo "deweloper" znajdują się w Słowniku współczesnego języka polskiego (W-wa 1998). Kolejny argument trafił kulą w płot.

Właśnie, że nie... :->
A więc słowa, które nie spełniają zasad polskiej gramatyki, bo przecież pub czyta się pab i inne takie których nie mam czasu szukać w pamięci i nie na ręke mi to bo siedze na modemie, istnieją w polskiej mowie, w powszechnym użyciu, a nawet w słowniku języka polskiego czyli są prawne słowami polskimi.
Więc jaki problem aby słowo Keeper czytać jak Kiper i każdy kto miał styczność z Thiefem wie dokładnie kto to jest.

Pozdrawiam
Garret
Bywajcie!


Richie:
| "Całując moje drobne palce
| pamiętam jak płakałeś"
[...]
| Osoba A uważa, że zdanie jest błędne, ponieważ jego sens sprowadza
| się do "Kiedy (ja) całuję moje drobne palce, pamiętam jak płakałeś".
| Jest to wręcz podręcznikowy błąd przy układaniach zdań z imiesłowem.

| Osoba B twierdzi że zdanie jest jak najbardziej poprawne, gdyż wymowa
| tego zdania sugerowana przez osobę A odpada z kontekstu (całego
| utworu jak i samego zdania). Przez co - na placu boju - pozostaje
| już tylko właściwy sens tejże wypowiedzi.

| Kto ma rację?

Zdecydowanie A. Przy takiej treści, o której mowa, to zdanie jest po
prostu bezsensowne gramatycznie i żaden kontekst tu nie pomoże. Nawet
licentia poetica może się schować. :)


===
To dlaczego, czytając to zdanie po raz pierwszy, natychmiast i bez
zastanawiania się zrozumiałem jego treść we właściwy sposób?
===

| 1. czy jeżeli napiszemy zdanie tak samo ale w szyku odwrotnym, tzn.:
| "Pamiętam jak płakałeś całując moje drobne palce" to sens zdania
| będzie (już) właściwy, czy też (dalej) nie?

Będzie właściwy, z tym że po słowie "płakałeś" powinien być w tym
wypadku przecinek. Po słowie "pamiętam" w zasadzie też. Chyba że mamy
do czynienia z liryką współczesną. ;)

| 2. jaki sens miałoby następujące zdanie:
| "Całując swoje drobne palce
| pamiętam jak płakałeś"

Taki sam jak przy "moich palcach".


===
No właśnie, tu też nie miałem żadnego problemu z identyfikacją *jego*
palców. Dlaczego?
Myślę, że to wynika bezpośrednio z kontekstu. Gdyby tam było:

"Ćwicząc moje drobne palce
pamiętam jak płakałeś"
(pianistka ćwiczy palce, i wspomina jak on płakał, kiedy się wzruszył jej
muzyką)

lub

"Szorując swoje drobne palce
pamiętam jak płakałeś"
(obierała cebulę - teraz pozbywając się zapachu i wspomina jak on też tak
kiedyś płakał w podobnej sytuacji)

to także właściwe znaczenie byłoby od razu oczywiste (nawet bez kontekstu) -
tu chodzi o *jej* palce.

Dziwny i bardzo elastyczny jest ten nasz język. Zdania budowane wbrew
regułom i zdrowemu rozsądkowi są nadal jasne i czytelne, choć coś się w
środku burzy i stanowczy odpór daje takim ich konstrukcjom.

Bardziej, od uchybień gramatycznych, zadziwia mnie możliwość płynnego
czytania tekstów (w Internecie) pozbawionych polskich ogonków, kreseczek i
kropeczek. Jeśli nie są one potrzebne do zrozumienia tekstu, to przez
kilkaset lat powinny ulec naturalnemu zanikowi. A nie uległy! To chyba
dowodzi dwóch rzeczy:
- możliwości naprawiania cudzych błędów przez mózg odbiorcy treści są niemal
nieograniczone,
- reguły są po to, aby się do nich stosować.
Sprzeczne? Nie! (Dopóki nie mamy do czynienia z tekstami prawnymi.)

waldek
===

Pozdrawiam ciepło
Scobin



28 Jun 2005 00:43:02 +0200, na pl.hum.polszczyzna, Stefan Sokolowski

[... opowieść wycinam, choć przeczytałem uważnie, bo jest bardzo
interesująca. Zazdroszczę Ci takich wędrówek...]

Ja:
|   (1) zamiast [ł] mówili [l], na przykład /ląka/ zamiast ,,łąka'',

Adam:
| To ciekawe. Czy ich wymowa przypominała bardziej
| przedniojęzykowozębowe, "aktorskie" /ł/ czy nasze neutralne /l/?

Nie mam pojęcia.  To było dawno.  Myślałem wtedy o czym innym, mogę
zrelacjonować tylko to, co już wtedy wpadło mi silnie w ucho, bo same
dźwięki już dawno nie brzmią mi w głowie.


Prawda, nikt normalny w takich okolicznościach na to uwagi nie zwraca.
Szkoda jednak, że nie możesz zaspokoić mojej ciekawości, po prostu
pomyślałem, że prawdopodobnie trafiłeś na językowy skansen i chciałem
się upewnić.

Adam:
| Obstawiałbym pierwsze, które słyszę czasem jako głoskę bardzo
| zbliżoną do /l/, ale jednak od niego różną. Jesteś pewien, że nie
| było to coś zbliżonego do płynnego /ł/?

Nie jestem pewien.  Opisałem moje wrażenie odniesione wtedy.  Teraz
nawet jeśli mi wyjaśnisz, czym się różni płynne /ł/, to już sobie nie
przypomnę, jakie /ł/ oni mówili.  


Te płynne to inaczej przedniojęzykowozębowe. Takie kresowiackie.

Adam:
| O ile dobrze pamiętam, to pojawianie się dzisiejszego dwuwargowego
| /ł/ datuje się na przełom VI - VII wieku.

No, nie.  Oni mówili o Sobieskim.  Trzy wieki istnienia takiej enklawy
to i tak dużo.  A Ty byś chciał, żeby czternaście?!  To wtedy pewnie
nie dogadalibyśmy się z nimi.


Matko, ale skucha. Pisałem i nawet celowo zatrzymałem się, żeby poprawić
ii na II, a o X zapomniałem. Chodziło mi naturalnie o przełom XVI - XVII
wieku. To już blisko Sobieskiego. Ta postać i zbieżność dat z gramatyki
historycznej mnie uderzyła.

Adam:
| Ciekawi mnie też, czy to /e/ w ich mleku jest takie, jak nasze, czy
| może jaśniejsze, wyżej wymawiane?

Tego też Ci nie powiem.  To przesunięcie /l/ -/l'/ oraz /ł/ -/l/
rzuciło mi się w ucho.  Możliwe, że były jeszcze inne różnice w
stosunku do współczesnego polskiego, ale mi je zasłoniła tamta,
najwyraźniejsza.


Gdyby /e/ było jaśniejsze, to mięlibyśmy prawdziwie wykopaliskowy okaz,
zaraz po przestawce melko - mleko :)

Adam:
| Patrząc jednak z wnętrza ich języka, to istnienie paronimu "plotka -
| pliotka" może świadczyć o odrębności miękkiego i twardego fonemu
| /l/. Z drugiej jednak strony może chodzić o coś innego, o czym
| świadczy zachowana miękkość w "mlieko" - mogą mieć dwa fonemy /o/ i
| nieobecne u nas, a historycznie poświadczone /io/ pochodzące z
| przegłosu "e"

rozmawiałem.  Parę ,,plotka''-,,pliotka'' wymyśliłem sam wczoraj
próbujac sobie wyobrazić, jak oni *by* to powiedzieli.


Jestem niemal pewien, że tak by powiedzieli, do pewności brakuje tylko
kilku detali. Ciekawe, czy ta absolwentka uniwersytetu wróciła do nich
reformować ich piękny dialekt...


| Ciekawą rzecz Pan wynalazł, to znaczy ciekawy problem. Rzeczywiście, nie
| sposób pisać za każdym razem "piętnastocentymetrowy" ani nawet
| "15-centymetrowy".Będzie Pan musiał coś wymyslić. Niech Pan pamięta, że
| pokolenia będą powtarzać Pańskie rozwiązanie.

Proszę Pana,
jest sposób pisać za każdym razem "piętnastocenymetrowy", a
nawet "dwudziestosiedmiocentymetrowy". Czy Pan, kupując projekt
architektoniczny domku jednorodzinnego, miałby ochotę wgłębiać się w długi
tekst, w którym co chwilę padają wymiary podane w takiej formie? Co
wiecej,
sporo wymiarów podaje się w mm. Chętnie by Pan sobie łamał wzrok
na "dwustusiedemdziesięciopięciomilimetrowej desce"?



co Panu chodzi. Jest oczywiste, że pisanie czegoś takiego jest bez sensu.

To po pierwsze.
A po drugie, zapisu "6-centymetrowy", który rzeczywiście jest krótszy,
chciałbym uniknąć ze względów podanych wyżej (chcemy stosować skróty,
czyli
cm, mm itd.). Szukałem na grupie rady i sposoby, a nie sławy wśród
potomnych
i prztyczków ironicznych współczesnych.


Bardzo mi przykro, że Pan tak odebrał moją wypowiedź. Nie było moim zamiarem
dokuczenie Panu. Chodziło mi po prostu o to, że w końcu Pan jakiś zapis
wymyśli, skoro Pan musi. Na Panu najprawdopodobniej zaczną się wzorować inni
uzytkownicy - i tak to pójdzie w naród. A sławy Pan z tego powodu nie
nabędzie - czy ktoś dzisiaj wie, kto pierwszy użył słowa (dajmy na to)
"choinka"?

Zasadniczo wydaje mi się, że cokolwiek Pan wymyśli, a co będzie zrozumiałe,
okaże się dobre. Hybryda "6-cm-owy" (na przykład) będzie razić tylko na
początku, potem wszyscy się przyzwyczają.

I jeszcze jedna rzecz: nie ma "źródła normatywnych zasad" w żywym języku.
| Sami ustanawiamy normy, mówiąc po polsku, sami je zmieniamy i obalamy.

Sprzeczałbym się. Ale to spór jałowy, bo zaczynać wyjaśniać komuś, jaka
jest
różnica pomiędzy normami słownikowymi, a normami intersubiektywnymi i
jeszcze
tak enigmatycznym procesem, który Pan nazwał "sami ustanawiamy normy"
(brawo
za populizm!) to nie dla mnie - no, proszę wybaczyć, ale nie chce mi się.


Z całym szacunkiem, ale dokładnie tak jest. Żywy język nie rozwija się w ten
sposób, że co jakiś czas zbiera się konwentykl i ustala, co wolno, a co nie.
Żywy język rozwija się tylko w drodze ewolucji. Stare rozwiązania są
porzucane, ludzie zaczynają używać nowych. Czy Pan myśli, że ktoś kiedyś
siadł i nakazał, że od dzisiaj mówimy "wyobraźnia" i "niespodzianka", a nie
"imaginacja" i "siurpryza"? Słownik nie zawiera norm, tylko definicje słów,
to znaczy podaje, co się _aktualnie_ ma na mysli, używając danego słowa. Po
paru latach ta definicja może już być nieaktualna - słowo zmieni swoje
znaczenie, wyjdzie z użycia. Słownik nie ma roli sprawczej, tylko
sprawozdawczą, jeżeli mozna się tak wyrazić.

| Powodzenia. Dobrze o Panu świadczy fakt, że w ogóle sie Pan nad tym
| zastanawia.

Cóż, podobno znajomość gramatyki i słownika nie wystarczy do rozkodowania
komunikatu, bo - myślę, że tak właśnie jest - potrzeba do tego choć
minimalnej wyobraźni, empatii, umiejętności oceny w jakim celu ktoś nadaje
komunikat, itd.
Proszę Pana, więcej zrozumienia dla mnie błądzącego i szukającego porady.
Po
co od razu ten bicz ironii? Wrócił Pan z "Pasji" Gibsona?


Nie ma żadnego bicza ironii. Próbowałem być życzliwy. Zdaje Pan sobie
sprawę, jak wielu ludzi używa języka w sposób całkowicie bezrefleksyjny?
Przez sam fakt, że zaczął się Pan zastanawiać nad problemem, wyróżnił się
Pan z ich grona.

Pozdrawiam i powodzenia
Andrzej


Ja również


Wielkie Dzięki Robertusie za reakcję,

mam jednak nadal wątpliwości, czy aby na pewno tryb rozkazujący dla czasu
innego niż teraźniejszy nie istnieje. Można przecież powiedzieć: "pisz!",
albo "napisz!". Przypomina to wtedy sytuację trybu orzekającego "piszę" v.
"napiszę".
W każdym razie trudno tu jednoznacznie orzekać. Formalnie rzecz biorąc mamy
rdzeń czasu teraźniejszego (Praesensstamm), ale z drugiej strony znaczenie
jakby nie teraźniejsze ("Hauptbedeutung des Imperativs: ein Sachverhalt, der
naturgemaess in der Zukunft liegt (...)" [Deutsch-polnische kontrastive
Grammatik, s. 614]).

Pozdrawiam

Angelus

----- Original Message -----

Sent: Thursday, August 10, 2000 12:26 AM
Subject: Re: TEMPORALNOŚĆ ASPEKTU

| I to jest właśnie sprawa, która nie jest dla mnie całkowicie jasna.

| 1. Nie ulega wątpliwości, że polskie czasowniki dokonane nie mają czasu
| teraźniejszego. Przez Gramatykę Współczesnego Języka Polskiego zdania z
tymi
| czasownikami zaliczane są jako niefaktywne.

| 2. Sprawa komplikuje się, kiedy zamiast "gołego" czasownika rozpatrujemy
| konstrukcję złożoną np. z czasownika modalnego:

| Skoro nie ma zdań w czasie teraźniejszym z czasowniami dokonanymi, to
jak
| interpretować zdanie (4)?

| paradygmatu odmiany zakwalifikować jako zdanie w czasie teraźniejszym.
Forma
| odmienna czasownika "móc" wskazuje na teraźniejszość. Tylko że wskazuje
ona
| na teraźniejszość występowania pewnej potencjalnej możliwości, której
| realizacja wiąże się z przyszłością. Formalnie zdanie (5) jest zdaniem
w
| czasie teraźniejszym. Moim zdaniem jednak chodzi tutaj o możliwość
| przyszłego wystąpienia potencjalnej możliwości, której realizacja
nastąpić
| będzie mogła w czasie zaprzeszłym, bo po chwili pojawienia się
potencjalnej
| możliwości.

Od tego właśnie są czasowniki modalne, w tym przypadku wyrażamy możliwość
właśnie. w (4) istniejącą, w (5) przyszłą, potencjalną.

| A w jaki sposób interpretować poniższe zdania z reklamy prasowej:

| "Niewesoło, ale Kalms pomaga przetrwać gorsze kryzysy." (przetrwać jest
| przecież czasownikiem dokonanym)

| "Dlatego już dziś zadbaj o nie."

| Albo takie dziwne zdanko z kodeksu handlowego:

| "Przepisy działu niniejszego o najniższej wysokości kapitału zakładowego
| tudzież udziału muszą być zachowane także przy obniżeniu kapitału
| zakładowego.

| Czy jest to czas teraźniejszy czy może raczej przyszły? I dlaczego?

Teraźniejszy, jak najbardziej, albowiem tryb rozkazujący dla czasu innego
niż teraźniejszy nie istnieje. Owo "muszą" z kodeksu wyraża
obligatoryjność.

| A zdania z wierszy, np. Szymborskiej:

| "za blisko, żebym mogła wejść." ("Upamiętnienie")

| praesens/praeteritum/futur?

| "gdyby ich przykład dał się naśladować" (Miłość szczęśliwa")
| praesens/praeteritum?

Poezji "rozbierać" nie będę

| Bardzo proszę, abyście potraktowali moją prośbę jak najbardziej serio i
dali
| znać, co o tym czasowo-aspektowym węźle sądzicie.

| Pozdrawiam
| ;-)) (wcale mi nie dośmiechu)
| Angelus

Ale pofilozofować zawsze można, nie ;-)

Robertus


--
Chcesz otrzymywac newsy poczta elektroniczna ? Sprawdz http://www.newsgate.pl



[O.C.]

|     charmonia - ptaki
|     skłonione ku niewierze
|     w istnienie czasu
Zart jest pyszny. Oczywiscie najpierw wpadlam w pulapke ortograficzna,
potem doszukalam sie "zlotego srodka", a dopiero na koncu wymyslilam, ze
to haiku o kwantowce, ale za to od tego momentu bawi mnie
szalenie. Bo zastosowanie haiku - formy scisle zwiazanej z porami roku i
wyznaczanym przez nie powolnym , dostojnym i powtarzalnym  porzadkiem
swiata do czastek, ktore istnieja przez
cos razy 10 do minus kilkunastej , jest juz przewrotne.


Dzięki, Graal, nieskromnie się z Tobą zgadzam
(tzn. jestem zadowolony ze swojego pomysłu, aczkolwiek
nie przywiązuję doń specjalnej wagi).

 A potem juz
coraz zabawniej, ale chyba nie dla grupy z hum. w nazwie :))) Lot ku
"zaistnieniu" dzieki wierze w nieistnienie...no, no, tu juz klimat
prawdziwego haiku ...


Liczyłem na polemikę w tej sprawie z Włodzimierzem H.
Włodzimierzu, nie chow się ! (zasłyszane w Zawierciu)

Grazyna

PS. do Autora:
Cytat:
"Jezeli ktos ma pecha i musi o tym mowic po polsku, to powinien stosowac
proponowana przez Bialkowska transkrypcje : "czarmonium ".


Doceniem Twoje pochwalenie się stopniem przeniknięcia tematu.
Niemniej protestuję, wyrażając jednocześnie stanowisko
znajomych specjalistów. Słowo "czarmonium" jest utworzone
niezgodnie ze współczesnymi regułami wprowadzania zapożyczeń.
"Czarmonium" jest niepoprawne z tych samych względów, co
"szarżedafer" :-)
Spolszczanie pisowni naukowych zapożyczeń było poprawne
w czasach, gdy znajomość języków obcych była w Polsce
rzadkością. Obecnie każdy "inteligent" domyśla się, jak
przeczytać słowo "charm", wzgl. "charmonium" (o ile wie,
że to zapożyczenie), i, jak sądzę, było to głównym
powodem zmiany zasad wprowadzania zapożyczeń.
Obecnie jedynymi drogami spolszczania pisowni słów
importowanych przez naukę są:
1. wymogi gramatyczne (wzgl. alfabetyczne :-)
2. upowszechnienie wyrazu (z czasem zaczynają być
   poprawne obie formy i ta bardziej polskopodobna
   wypiera pierwowzór
3. względy historyczne (istnienie w jęz. polskim
   archaizmu podobnego do "wtórnego zapożyczenia")

Może jest coś jeszcze, ale, tak czy siak, nie widzę
furtki dla słowa "czarmonium". Miałoby ono sens,
gdyby wcześniej istniało poprawne słowo "czarm",
jednak nic takiego nie istnieje (na szczęście - bo
przecież przyjął się "powab").
Niestety nie ma (raczej) możliwości utworzenie od słowa
"powab" analogonu słowa "charmonium", stąd
konieczność stosowania zapożyczenia.

Zatem stanowczo odmawiam zaakceptowania "charmonium " w polskim tekscie
inaczej niz jeno dla jaj. Howgh. :)))


A ja odwrotnie. Ciekaw jestem, dlaczego uznałaś Białkowską
za autorytet ? O ile wiem, liczba jej prac naukowych
jest raczej niewielka, poza tym owa pani, podobnie jak
G. Białkowski, dysponuje dość archaicznym słownictwem
naukowym i chyba również archaiczną wiedzą (o ile mówimy o tych
samych Białkowskich).
Przedstawiłabyś, tak poza tym, tok jej rozumowania.
Może być prywatnie (wzgl. z przeskokiem na p.h.polszczyznę).

O.C.


Wejdź na stronę shopping.de, znajdziesz tam na pewno adresy e-mailowe.


To wiem. Ale mytslalem ze to twoi znajomi.

 Jak

już dostaniesz tłustą prowizję, do odpal mi 2 % za to, że poinformowałem Cię
o tej sprawie i naraiłem Ci ten kontakt.


Jak naraisz to bedziemy gadac konkretnie. Jak na razie nic nie narailes,
jeno narzekasz.

Może mi się zwróci za

bezproduktywne stukanie w klawiaturę podczas dyskusji z Tobą.


Czy to moja wina, ze nie potrafisz stukac produktywnie ?

Tylko pamiętaj, że oni tam w ZACHODNICH LANDACH mogą mieć uprzedzenia do
kogoś z wschodnioeuropejskim myśleniem.


Myslenie pochodzi ze Stanow. No problem.

| Nazwa shopping moze jest i rzeczownikiem pospolitym , ale nie w
| Niemczech

W Niemczech. (I to zachodnich, które tak Ci się podobają). Tak zdecydował
sąd. Przeczytaj uzasadnienie (podałem Ci sygnaturę).


nie zauwazylem.
a wlasciwie czemu w jednym postepowaniu
byla rozstrzygana sprawa nazwy shopping i uniewaznienia rejestracji
shoping ?
To byl chyba drugi blad powoda.

Mam pytanie dodatkowe: na ile biegle znasz współczesny, potoczny język
niemiecki, by móc wyrokować o tym, co jest rzeczownikiem pospolitym a co
nie?


Raz jeszcze. Jest niem. Kodeks Handlowy
ktory sie posluguje jezykiem niemieckim wedlug Duden, sa jezykoznawcy
sa slowniki itd itd.
i sa zapozyczenia i slowniki wyrazow obcych i nieraz czytam
po angielsku.

Po prostu majm dobrego nosa, a szczegolowe uzasadnienie jedynie dla
Shopping ;-)

Bredzisz tak, że mnie glowa boli.


Sam zatem rozumiesz, ze beze mnie Shopping nie mial szanse na wygranie
sprawy.
Bo takie sprawy jak Shopping to szkolne abecadlo.
Naprawde trzeba sie bardzo starac, aby wniesc sprawe i przegrac.

Mam uzasadnienie to wygrywam, nie mam to nie wnosze i kosztow nie robie.

Poza tym nie dyskutujemy o pospolitości

rzeczownika shopping w Polsce, ale w Niemczech, a to jest ZASADNICZA
różnica. Może poczytaj sobie podręczniki gramatyki niemieckiej np. profesora
H. Weydta, w których wyjaśnione są zasady przyswajania wyrazów obcych do
języka niemieckiego, ze szczególnym uwzględnieniem języka angielskiego. Może
zauważysz, że zasady te nieco różnią się od tych polskich.


Niestety nie roznia sie. Tak jezyk polski, ajk i kazdy europejski
podlega stosownej ochronie prawnej a w tym nazewnictwo.

I juz zaczales mysles.
Pozew nalezalo poprzec opinia jezykoznawcy - u nas Prof. Miodka
w Niemczech Prof. Weydta.

W Polsce możemy dyskutować o pospolitości przymiotnika "allegro". Tak jak
już pisałem isnieje on w polszczyźnie od kilkuset lat.


j.w.
dyskutowac mozemy, ale bez Prof. Miodka daleko w sadzie nie zajedziemy.

| O tutaj to juz wyszla z Ciebie amatorszczyzna .

A czy kiedykolwiek gdziekolwiek pisałem, że nie jestem w tej dziedzinie
amatorem? Oczywiście, że jestem.


I bardzo dobrze.

Ja raczej nadal będę zajmował się tym, co robię w tej chwili i raczej robię
to dobrze. Ale jak już dostaniesz czek, to prześlij mi dwa procent.


Ok. Jezeli nagrasz te sprawe to moze i wiecej.
Ale musisz w 100% akceptowac moje wywody,
bo inaczej nici z kontraktu ;-)

Pisze z sympatii do nazwiska, bo moj kolega wzial za zone Twardochowa.

Dariusz