Wyniki wyszukiwania dla hasła: Gramatyka historyczna języka polskiego


predzej polonisci,grafolodzy a moze poligloci
nikt nie pisal ze ma problemy z jezykiem (jako czescia ciala)


Drogi Mafoksie!
Lodopedia to coś więcej niż tylko robienie rurki, czy też łódki
z języka. Gdy ktoś ma problemy z pisaniem, czytaniem czy
też ortografią, to zgłasza się do logopedy po diagnozę.
Najczęsciej przyczyna tkwi w porocesie edukacyjnym jaki
delikwent przeszedł w szkole podstawowej i następnych.
Czasami jednak jest to poważna choroba o podłożu
neurologicznym. Bez względu jednak na przyczynę
leczeniem/terapią zajmują się logopedzi.

btw. proste bledy czasem wkurzaja;)
potem mozna sobie te bledy z netu wdrozyc :)
dobrze ze sie poprawia!


Tak, bo najważniejsza jest wrażliwość ortograficzna.
Gdy ma się świadomość, że w tym wyrazie czai się pułapka
to warto sięgnąć do słownika i sprawdzić.

Grzegorz

PS. Zwolenników "reformy" języka zmierzającej do usunięcia
rz/ż, ó/u i tym podobnych zapraszam do lektury dowolnego
podręcznika z gramatyki historycznej języka polskiego.
Ja to czytałem jeszcze w czasie studiów i pomogło mi to
zrozumieć ojczystą ortografię. Dodam, że nie studiowałem
filologii tylko informatykę i stąd do wspomnianego podręcznika
mam odmienny stosunek niż studenci polonistyki :)



Hej



[cut]

| To nie jest literówka, to jest ORT :-)

Kalumnie, kalumnie !!!


Dobrze, dobrze :-)

| Najwieksze spustoszenia w moim wyczuciu ortografii zrobily zajecia z
| fonetyki polskiej, które mialem na polonistyce :-)
| W efekcie teraz czasami (rzadko, rzadko ...) zamieniam rzeczy typu p na
| b, w na f i "ujawniam" inne wszystkiego typu upodobnienia, niektóre z
| nich tez daja sliczne ORT :-)

W jezykach romanskich zdarza sie wymiana "b" na "v" i "juz starozytni


Dac Ci w miare kompletna liste kontekstów lub bibliografie ?
Przez pare lat uczylem gramatyki historycznej j. romanskich na UJ i
jeszcze sporo pamietam :-)

Rzymianie" mawiali, ze szczesliwe narody, u ktorych "vivere" rowna sie
"bibere". Niestety, nie pamietam lacinskiego oryginalu. :-)


Tez dokladnie sobie nie przypominam :-(
Chodzilo wlasnie o Hiszpanów

Zdrówkot
GG






Dziękuję :-)
Tobie również gratuluję ostatnio
zdanych egzaminów i trzymam kciuki
za ten ostatni :-)
A diachron...to w żargonie studenckim
językoznawstwo diachroniczne, które
zajmuje się ewolucją jednego języka
lub grupy języków.Do dyscyplin
z tego zakresu można na przykład
zaliczyć gramatykę historyczną
języka polskiego czy historię języka
polskiego...:)
Pozdrawiam serdecznie :-)

hatteria


Tobie również gratuluję ostatnio
zdanych egzaminów i trzymam kciuki
za ten ostatni :-)


również dzięki

A diachron...to w żargonie studenckim
językoznawstwo diachroniczne, które
zajmuje się ewolucją jednego języka
lub grupy języków.Do dyscyplin
z tego zakresu można na przykład
zaliczyć gramatykę historyczną
języka polskiego czy historię języka
polskiego...:)


bardzo ciekawe :) A ja musiałam o świstakach, turach i ptakach łażących,
czyli kukułkach w ustawach sprzed ponad wieku.

Pozdrawiam serdecznie :-)

hatteria


i wzajemnie
Krystyna




Stwierdzam tylko, że jest to oznaczenie zupełnie
mi nieznane, więc - zapewne - używane tylko przez
językoznawców, w literaturze fachowej (stąd:
hermetyczne). I chciałem się dowiedzieć, czy
rzeczywiście; i ewentualnie - gdzie.


Gwiazdka bywa używana w literaturze językoznawczej. Oznacza formy
rekonstruowane (np. w "Gramatyce historycznej" Klemensiewicza),
wątpliwe, bądź też sygnalizuje błąd przytoczony jako przykład (np. w
"Składni współczesnego języka polskiego" Saloniego i Świdzińskiego).



Czy ktos moze mi wyjasnic skad w pisowni jezyka polskiego wziely sie
"rz" i "z" oraz "u" i "o" , przeciez wymawia sie je tak samo?

z gory dziekuje.


polecam lekturę gramatyki historycznej języka polskiego,np, s. Dubisza tam
znajdziesz opis procesów historycznych, które doprowadziły do takiego, a nie
innego zbioru reguł polskiej orttgrafii
powinna Cię też wspomóć Historia języka polskiego, autorstwa (?)
Klemensiewicza



| .
| Samodzielne i krytyczne rozumowanie to fajna rzecz, ale nie w tych
| kwestiach.
   Zapytam przewrotnie, a w jakich kwestiach można?


Wszędzie tam, gdzie warunkami koniecznymi i wystarczającymi uznania
prawidłowość wniosków są: prawdziwość przesłanek i niezawodność reguł
wnioskowania.
No jak wiedza o języku polskimi zdobywana w tak niepewny sposób (redukcja,
indukcja, analogia) może być pewna? Gramatyka historyczna to zbiór uroczych
hipotez ( te wszystkie jery i inne gady), a synchronicznie...? Nikt
przytomny nie będzie wymagał zbyt wiele od dyscypliny, która nie potrafi
rzetelnie określić przedmiotu swych badań - niech ktoś mi powie, że oni
wiedzą co to jest język polski.  Cóż z tego, iż ktoś wywodzi ze swadą -
niestety, nie wiem na ile słusznie  -  że winno się mówić *poszłem* ( i mówi
się), skoro jest to niezgodne z normą? A normy to już zupełnie inna para
kaloszy.

pzdr
Yarek


Jacek Skrzymowski:
| męski: ,,posz[jer]dł[jer]''
| żeński: ,,posz[jer]dła''


A czy tutaj nie mogło dojść do uproszczenia grupy "dl" w "posz[jer]dla"? I z
formy *poszdła wyszło dzisiejsze "poszła"? Z góry zastrzegam, że nie jestem
specjalistą od gramatyki historycznej polskiej, i opieram tę sugestię na
rozwoju tych grup w językach południowo- i wschodniosłowiańskich...

Pozdrawiam,

Marcin


| Mialem cos papierowego, chyba "Historia jezykow
| zachodnioslowianskich", ale nie dam glowy.

O wplywie czeskiego na polski jezyk literacki jest nieco w "Gramatyce
historycznej jezyka polskiego" (red.[...] Lehr-Splawinski) i/albo=20
w "Jezykach indoeuropejskich" (red. L. Bednarczuk). Natomiast o
odwrotnym nic.


po polsku, natuerlich ;-))

PS Chyba juz najwyzszy czas na jakies seminarium pivne.


dyc, masz racje. Ostatnio sie nie udalo, ale moze we wrzesniu.

na shledanou

Waldek




| Kiedy te rzeczy zaginely w jezyku polskim?

Nie zważając na konsekwencje okazania się ignorantem w rzeczonym temacie,
zapytam z głupia frant:
1) Co to jest supinum?


Dawna forma czasownika, w tajemniczych okolicznościach zaginęła w
epoce przedpiśmiennej, naoczni świadkowie twierdzą, że dla niepoznaki
zastąpiono ją bezokolicznikiem.

2) Co masz na myśli mówiąc  *aoryst*? (wg mojej wiedzy *aoryst*=*czas
przeszły dokonany* nie zaginął i ma się dobrze)


Niezupełnie. Aoryst w poczatkach XIV w. przodkowie nasi przehandlowali
na formy czasu przeszłego złożonego, tworzone od czasowników
dokonanych wyrażają czas przeszły dokonany, od niedokonanych - czas
przeszły niedokonany. A mogli sobie przecież prościutko: od
czasowników dokonanych tworzyć formy aorystu, od niedokonanych -
imperfectum. I co z tego, że aoryst nie rozróżniał wyraźnie 2. i 3.
os. l. poj.? Komu to przeszkadzało?! :)

Zanim zaginęły w tajemniczych okolicznościach, jak wyglądały? Proszę o
przykłady, ewentualne wyłuszczenie ich funkcji i struktury, a najlepiej o
jedno i drugie.


Nieeee... przepisywanie podręcznika gramatyki historycznej to średnia
przyjemność.

Pzdr
Yarek


Pozdrawiam,

Adam


Kto chodził do liceum (ukończyl przynajmniej I klasę) i uważał na
lekcjach gramatyki historycznej, ten wie he he he


Przesadzasz i to grubo. Przez cztery lata liceum na lekcjach języka polskiego
nie miałem ANI JEDNEJ godziny na temat inny niż literatura. A chodziłem do
klasy humanistycznej i tych lekcji było sporo. I to w szkole, która wprawdzie
teraz jest dość podła, ale wtedy sytuowała się w czołówce w mieście. Zresztą
kiedyż to w liceach uczono gramatyki historycznej?

Zresztą nie przesadzajmy: znajomość wokalizacji jerów w każdym danym wyrazie
odrobinę przekracza program szkoły średniej i raczej ma znikomy wpływ na
umiejętność praktycznego wysławiania się po polsku. Choć niewątpliwie w tym
nie przeszkadza.

Pozdrawiam


| Kto chodził do liceum (ukończyl przynajmniej I klasę) i uważał na
| lekcjach gramatyki historycznej, ten wie he he he

Przesadzasz i to grubo. Przez cztery lata liceum na lekcjach języka
polskiego
nie miałem ANI JEDNEJ godziny na temat inny niż literatura. A chodziłem do
klasy humanistycznej i tych lekcji było sporo. I to w szkole, która
wprawdzie
teraz jest dość podła, ale wtedy sytuowała się w czołówce w mieście.
Zresztą
kiedyż to w liceach uczono gramatyki historycznej?


Np. w latach 1985-89, kiedy chodziłam do liceum. I też do klasy
humanistycznej.

Zresztą nie przesadzajmy: znajomość wokalizacji jerów w każdym danym
wyrazie
odrobinę przekracza program szkoły średniej


Obecny program na pewno. Za moich czasów była obowiązkowa.

i raczej ma znikomy wpływ na

umiejętność praktycznego wysławiania się po polsku. Choć niewątpliwie w
tym
nie przeszkadza.


Z tą częścią wypowiedzi akurat się zgodzę :-).

Kamila Pe.



Przesadzasz i to grubo. Przez cztery lata liceum na lekcjach języka polskiego
nie miałem ANI JEDNEJ godziny na temat inny niż literatura. A chodziłem do
klasy humanistycznej i tych lekcji było sporo. I to w szkole, która wprawdzie
teraz jest dość podła, ale wtedy sytuowała się w czołówce w mieście. Zresztą
kiedyż to w liceach uczono gramatyki historycznej?


5 lat temu? :o)))
W mat-fizie (sic!) miałem kilka godzin poświęconych jerom (wokalizacja
jerów), pochodzeniu języka polskiego i innym rzeczom, o których niestety
już nie pamiętam :o(


Nie jestem polonistą, nie kończyłem nawet studiów humanistycznych, jednak
interesuję się wszelakimi językami. Na codzień stykam się z językiem
niemieckim, angielskim, włoskim, polskim, rzadziej z innymi.
Z Waszych postów dowiedziałem się o słowniku etymologicznym Brucknera.


Aleksandra? :-)

Chciałbym się jednak dowiedzieć, czy jest jakaś książka, która przedstawia
ewolucję jakiegoś wyrazu w całej rodzinie językowej.
Tak jak ktoś kiedyś tu pisał o wyrazie "chleb" i zahaczył o niemiecki
"Leib"
i angielski "lord". Jak się nazywa dział lingwistyki zajmujący się takimi
zagadnieniami i czy są jakieś książki (niekoniecznie po polsku) na ten


temat?

Jeśli chodzi o porównania pomiędzy językami, to gramatyka porównawcza zwana
komparatystyką.
Natomiast rozwojem w czasie, zajmuje się gramatyka historyczna.
Polecam "Historię języka polskiego" (3 tomy) Z.Klemensiewicza.
Tam znajdzie Pan dużo różnych przykładów.
Do wglądu w każdej dobrej czytelni. :-)



jest zasada taka (ściśle fonetyczna) w języku polskim, ale też czeskim,
niemieckim i wielu inszych, że:
końcowa spółgłoska dźwięczna w mowie ulega ubezdźwięcznieniu!
więc nawet jeśli napiszesz pambóg, to i tak wypowiesz [pambuk];
zdrobnienie góralskie "pambuczek" a nie "pambużek".

i o to szło Wilkowi, I presume... ;-)


O to właśnie :) Ale jeszcze o konsekwencję upodobnień i pisanie
fonetyczne. W końcu to 'g' było bodaj bezdźwięczne [może nawet swego
czasu nieme? - nie mam , choróbka, kiedy zajrzeć do źródeł], ale scs i
gramatyka historyczna zawsze były moją piętą achillesową.

Suma sumarum nie chodzi mi o uzasadnienie z zakresu pisowni, bo tu
jest tylko jedno (właśnie fonetyczne, poprzez upodobnienia); raczej,
że powtórzę, o konsekwencję pisowni w zgodzie z fonetyką.

Magdalena, co niegdyś liznęła nieco językoznawstwa
(ledwo na języku posmak pozostał) ;-)


Nigdy nie miałem serca do historycznej :(

w.


Witam,
Dowiedziałem się (poszperałem tu i ówdzie zainteresowany
tematem), że zapis samogłosek nosowych, ten który wszyscy
znają ('ę' i 'ą'), wymyślono dopiero w XV w. Czy prawdą jest,
że do tamtego momentu zapisywano je w zależności od kronikarza
albo jako 'en' i 'an' albo jako 'én' i 'án' (dla odróżnienia od fraz
'en' i 'an')? Oczywiście to nie jest dobra wiadomość dla anarchistów
gramatycznych, słowa wypowiadane były zawsze tak samo istniał
tylko problem z ich utrwalaniem w piśmie. Nie sposób zapisać
niepoprawnie słowa 'miłując' (Zastanawia mnie w tym kontekście
różnica między nazwiskami Łęcki i Łendzki.) Podobno tylko w
języku polskim zachowały się te samogłoski nosowe w innych
językach słowiańskich zanikneły. (Uświadomiłem sobie, że na
filmach historycznych owe samogłoski były wypowiadane w
sposób przerysowany. Zastanawiające, bo do dzisiaj nie
zachowały się żadne nagrania z tamtych czasów (hibernatusy).
Zatem fantazja reżyserów.)

Skupiając się na zanikaniu i ewolucji języka, śmiem twierdzić,
że przestrzegania zasad pisowni hamuje jego rozwój. Mówie
to w kontekście niedawno wspomnianego na grupie zwrotu
'w ogóle', który stawając się partykułą zlał się w jedno słowo.
Niesety gramatyka nie przewiduje dwóch jego wersji: 'w ogóle'
i 'wogóle' dla partykuły. Na poparcie swojej tezy przytaczam
zdanie z języka chorwackiego: Ja nemam nikoga, w którym
odpowiednik naszego 'nie mam' piszemy razem. Nikty chyba
nie wytoczy rozsądnych argumentów (poza aspektem
historycznym) za jedną lub drugą pisownią.

Dario25Net



Byloby zgrabniej, ale pod warunkiem, ze akcent logiczny padalby wlasnie na
poczatkowe "mnie" - (wlasnie) MNIE sie wydaje, ze...
Bez tego akcentu poprawnie jest "wydaje mi sie".
Pawel Wimmer


Panie Pawle ))
repostuje z podziwem !! - wychwycil Pan niusans , z ktorego niewielu
zdaje sobie sprawę . Rzeczywiscie  z punktu widzenie wspolczesnej
gramatyki (nie historycznie ) nie ma znaczenia (mnie / mi ) ,
pozostaje ta drobnostka "akcentu" , ucieszyl mnie Paniski post.

ps.
Celownik mnie /mi najczesciej uzywany jest zgodnie z obyczjem
mowy potocznej , w ktorej czlek wyrosl i osluchal sie .
"Mnie" w Polsce zdecydowanie przewaza, sa regiony gdzie w ogole
nie uslyszymy "mi" , a dla osob przywyklych do "mnie", "mi" zabrzmi
falszywie (vide wczesniejszy post Pani Ireny ) lub nawet wrecz prostacko .
Sa jednak  miejsca gdzie wlasnie niusans , ktory Pan opisal
ma zasadnicze znaczenie , bez uzycia emfazy i wzmocnien intonacji.
Wiec Pan to czuje :)))).

ps.1
do innego postu w kwestii delete
w zargonie komputerowym deletowac ma dokladnie takie samo
znaczenie w jakim uzyl go Sienkiewicz - niszczyc
i nie ma nic wspolnego ze zwalnianiem pamieci.
Delecja jest slowem ktore zadomowilo sie z laciny w jezyku polskim
kilka wiekow temu.
Mysle zas , ze sienkiewiczowski bohater uzyl bardzo rzadkiego "deletowac"
bowiem wychowal sie na Katonie i znal jego nienawistną fiksacje
w sotsunku do Krataginy  :)) :

Ceterum conseo Carthaginam ___dellendam__ esse.

w.



Pozdrawiam
Googlowanie nic nie daje, jezyka nie umiem, a slownika nie posiadam...
Ja wiem, ze to co w temacie to lacinska nazwa dudka. Ale moze ktos tutaj zna
lacine na tyle by mi powiedziec jakie jest doslowne tlumaczenie na polski tych
dwoch slow skladajacych sie na nazwe gatunkowa?
Co one oznaczaja?
Wiem, ze pochodzenie nazwy tego ptaka w wielu krajach ma zrodlo
dzwiekonasladowcze jego glosu, ale moze jednak te slowa maja jakies znaczenie, a
nie tylko sa podobne w brzmieniu do tego co on wykrzykuje... (wiem, ze Grecka
nazwa wywodzi sie z mitu o Tereuszu: nawolywania pou, pou - "gdzie").
Z gory dzieki...
Sirh


I jedno i drugie oznacza dudka, przy czym upupa jest słowem łacińskim i
oznacza też młot(może wydają podobny dźwięk?), epops pochodzi z greki
(ale w słowniku łac. też jest). Co do słowa epops, to dokładne
pochodzenie mogę sprawdzić, tyle że najwcześniej w środę (nie jestem
najlepsza z gramatyki historycznej greckiej ;( ,a na filologii
klasycznej będę dopiero wtedy  ). Też może być dźwiękonaśladowcze, Grecy
mieli tendencję do tego typu słów, np. : laladzo-śpiewać la la la, albo
oioidzo- wołać ojoj ;)
Pozdrawiam
Julita


z dobrodziejstw analizy... Może więc zaryzykujesz i spróbujesz zdefiniować
termin 'projekt filozoficzny' dotychczas jednoznacznie nie zdefiniowany (i
praktycznie w ogóle nie definiowany). Wyzwanie?
Michwelt


Wolałbym solówkę, ale jak się nie ma co się lubi...

Termin 'projekt filozoficzny' jest intersubiektywnie zrozumiały dla każdego
człowieka znającego biegle język polski - ogólnie od razu wiadomo o co chodzi -
decyduje o tym gramatyka i proste znacznie słów. Synonimami słowa 'projekt'
są: 'zamierzenie', 'plan', 'program', 'wyobrażenie', 'model', czyli 'coś co
chcemy/mamy wolę zrobić'. Dotąd stosowało się określenie 'program
filozoficzny', teraz w związku z globalną amerykanizanicją modniejsze stało się
słowo 'projekt' - to daje zmienny kontekst historyczny. Wcześniej można było
użyć słów 'przedstawienie', 'wizja' lub 'imaginacja'.

Szczegółowe uściślenie następuje przez kontest, który określa o jaki projekt
filozoficzny chodzi, co jest jego przedmiotem i stan realizacji
(dokonany/niedokonany).

Ty chcesz dokonać uściślenia pomijając kontekst, czy uściślić i uogólnić
jednocześnie... Pomijasz przy tym aspekt historyczny, czyli zmienność językowej
mody. Definicja analityczna jest niemożliwa.

Jeśli jednak spróbujesz, wyjdzie typowa dla analityków całkowicie zbędna,
absurdalna i jałowa zabawa słowami. I pomyśleć, że to metafizykom FA śmie
zarzucać bezproduktywną zabawę językiem!
Przewodas



Termin 'projekt filozoficzny' jest intersubiektywnie zrozumiały dla każdego
człowieka znającego biegle język polski - ogólnie od razu wiadomo o co chodzi -
decyduje o tym gramatyka i proste znacznie słów. Synonimami słowa 'projekt'
są: 'zamierzenie', 'plan', 'program', 'wyobrażenie', 'model', czyli 'coś co
chcemy/mamy wolę zrobić'. Dotąd stosowało się określenie 'program
filozoficzny', teraz w związku z globalną amerykanizanicją modniejsze stało się
słowo 'projekt' - to daje zmienny kontekst historyczny. Wcześniej można było
użyć słów 'przedstawienie', 'wizja' lub 'imaginacja'.

Szczegółowe uściślenie następuje przez kontest, który określa o jaki projekt
filozoficzny chodzi, co jest jego przedmiotem i stan realizacji
(dokonany/niedokonany).

Ty chcesz dokonać uściślenia pomijając kontekst, czy uściślić i uogólnić
jednocześnie... Pomijasz przy tym aspekt historyczny, czyli zmienność językowej
mody. Definicja analityczna jest niemożliwa.

Jeśli jednak spróbujesz, wyjdzie typowa dla analityków całkowicie zbędna,
absurdalna i jałowa zabawa słowami. I pomyśleć, że to metafizykom FA śmie
zarzucać bezproduktywną zabawę językiem!
Przewodas

--
Wysłano z serwisu OnetNiusy:http://niusy.onet.pl


Ghost, patrz jakie to mądre. Dzięki pl.sci.filozofia tacy jak Ty i ja
może się czegoś nauczyć. ;-)



Gorol tak godo:

| Co sadzisz o zdaniu "syncy som juz pozenioni"? Mozliwe u was?

Na południu Polski możliwe, nie tylko na samym Śląsku. Myślę, że
taka konstrukcja nie będzie dziwić nikogo, nawet jeśli w jakimś
dialekcie nie jest powszechna.

Przy okazji zapytam, może ktoś wie, skąd dziwaczna konstrukcja
"som jest" (są jest) w języku górali? Mówię o tych podhalańskich,
nie o śląskich goralach. "Kaz som jest te deski, co my je mieli
rzezać? - mowi Jasiek. [...] Deski som jest nagotowione, jino
biercie!" (Kazimierz Przerwa-Tetmajer, "Na Skalnym Podhalu"),
a ks. Józef Tischner wyjaśnia, że dialektykę można uwidzieć gołym
okiem, "kie Jasiek, Władek i Józek sóm jest przynapici".
Som jest takie zdania poza dilalektem podhalańskim?

--
Jarek


Masz racje, u nas tak sie nie mowi, tylko "som", ale kiedys bylo "nima
som" (nie sa). Nigdy tej formy nie slyszalem (zawsze tylko "nie som"),
ale w gramatyce gwary zaolzianskiej Kellnera (1942) jest przyklad
takiej formy.
Mam gramatyke historyczna Klemensiewicza, na pewno tam cos znajde
(pamietam, ze gwarowe odmiany czasownika "byc" tam sa opisane).

Piotr


Michał Wasiak:

A -les z Charles zabrzmiało jak rodzjanik le i dlatego tam go nie
ma?


Ja myślę, że to ,,-les'' ma bliższy związek z ,,-lus'' w Carolus niż z
rodzajnikiem.

Michał Wasiak:

Może Kamila wie coś więcej o gramatyce historycznej.


No to jak wie, to niech się wypowie i nie daje nam tak błądzić po
omacku.

Michał Wasiak:

A może wtedy rodzajniki nie były tak rozpowszechnione, jak teraz?


O ile się dezorientuję, to romańskie rodzajniki określone (nie wiem,
czy we wszystkich językach romańskich) powstały z łac. /ille/ , /illa/
== ten, ta.  Wstawienie rodzajnika między ,,Karol'' a ,,Wielki'' musi
być jakimś późnym nabytkiem, bo po łacinie /ille/ tam wcale nie
pasuje.

Przypuszczam, że sam rodzajnik jest wprawdzie pochodzenia łacińskiego,
ale jego umieszczenie między rzeczownikiem a przymiotnikiem jest
germańskie, tak jak w ,,Karl der GroĂźe'' albo w ,,Charles the
Great''.  Ale niech lepiej Kamila powie.

Oni wtedy nie uważali, że mówią po francusku.  Mówili dialektem łaciny
i mieli poczucie winy umiejętnie podsycane przez poprawnościowców, że
mówią źle po łacinie.  To ciągłe wstawianie wszędzie /ille/ było
pewnie tak samo w tym złym stylu, jak w tym współczesnym języku
polskim ciągłe to mówienie ,,ten'' przed tymi rzeczownikami.

 - Stefan


Cześć wszystkim

 Nie całkiem ta grupa, ale może ujdzie.

 Po polsku rodzajników nie ma. Jeśli nawet są, to jakoś głęboko udeptane
w czeluści gramatyki historycznej. Z języków słowiańskim rodzajnik
określony występuje w bułgarskim i to na końcu wyrazu.

 Dlatego też rozdziały gramatyki angielskiej, wyjaśniające kiedy użyc
'the', a kiedy 'a/an' muszą być przez Polaków studiowane wyjątkowo
uważnie, a rezultat tych studiów jest często żałosny.

 Rodzajniki określone i nieokreślone występują w wielu językach. Mam
pytanie, czy to są merytorycznie te same rodzajniki?
 Na przykład, czy Francuz może na ślepo i bezmyślnie zakładać, że swoje
'la/le' zamienia na angielskie 'the' lub niemieckie 'der/coś tam'?
 Czy może są tu jakieś subtelne rozróżnienia i świat języków nie jest aż
tak prosty?


Janek:

 Po polsku rodzajników nie ma. Jeśli nawet są, to jakoś głęboko udeptane
w czeluści gramatyki historycznej. Z języków słowiańskim rodzajnik
określony występuje w bułgarskim i to na końcu wyrazu.

 Dlatego też rozdziały gramatyki angielskiej, wyjaśniające kiedy użyc
'the', a kiedy 'a/an' muszą być przez Polaków studiowane wyjątkowo
uważnie, a rezultat tych studiów jest często żałosny.

 Rodzajniki określone i nieokreślone występują w wielu językach. Mam
pytanie, czy to są merytorycznie te same rodzajniki?
 Na przykład, czy Francuz może na ślepo i bezmyślnie zakładać, że swoje
'la/le' zamienia na angielskie 'the' lub niemieckie 'der/coś tam'?
 Czy może są tu jakieś subtelne rozróżnienia i świat języków nie jest aż
tak prosty?


Nie wiem, czy "the" i "a/an" można nazwać rodzajnikami,
bo w przeciwieństwie do tych z innych jezyków, które przytaczasz,
nie okreslają rodzaju rzeczownika. Ja uczyłam się, ze to są przedimki
(okreslony i nieokreslony). Ale coraz częściej stykam się
z nazywaniem ich rodzajnikami. Czy cos się zmieniło?
I czy uzus to usankcjonował?

penna


A ja..
Z racji tego ze studiuję taki a nie inny kierunek- filologię polską, za najpiękniejszy uważam język polski!!!! Poznaję go do podstaw, przeszłam już przez całą współczesną gramatykę opisową naszego języka, przez gramatykę historyczną, w tym roku czeka mnie historia języka, dialektologia i inne takie śmieszne..
A teraz na poważnie.
Uczyłam się angielskiego i niemieckiego, niezbyt mnie one porwały, może dlatego, że była to nauka czysto szkolna, a potem akademicka. Brzmienie angielskiego jest fajne i muszę zacząć uczyć się tego języka na poważnie, choć na razie brak mi motywacji.
Bardzo podoba mi się język hiszpański i chciałabym go kiedyś bliżej poznać. Tak zwaną smykałkę do języków posiadam, tylko lenistwo coś przeszkadza..
Z języków "egzotycznych" abo raczej niespotykanych, niecodziennych, miałam okazję poznać łacinę. Uczyłam się jej 4 lata w liceum. Piękny, melodyjny język. Natomiast na 2 roku studiów mieliśmy przez jeden semestr język staro- cerkiewno- słowiański, literacki i liturgiczny język dawnych Słowian. Dosyć trudny, posiada własny alfabet, podobny nieco do alfabetu rosyjskiego. Ale ciekawy, szczególnie ciekawie przekłada się z niego fragmenty Biblii.

a u mnie? powinnam zaczac od tego, ze mistrzem w sciaganiu nie jestem, u kumpelki maja ze mnie niezly ubaw widzac moje nieudolne proby wyjecia karteczek ; ) dlatego wtedy, kiedy nie musze i mam komfort psychiczny ze: 1 - zdaze sie nauczyc, 2 - chce mi sie uczyc, 3 - wiem, ze mozna sciagac bez narazania zycia; po prostu nie laduje sie w tracenie czasu na przepisywanie notatek, bo po co? ale kolokwia w stylu ''gramatyka historyczna jezyka polskiego z elementami jezyka staro-cerkiewno-slowianskiego'' zdalam z pomoca sciag - bo juz sama nazwa cwiczen mowi sama za siebie. co jest ciekawsze? egzamin zdalam na 4, bo byl ustny : PP
i tak, jak gdzies wczesniej napisal Kamil - ok, to grzech, ale kazdy orze jak moze. a jak ktos naprawde nie jest stworzony do matematyki? chemii? nie wierze, ze wszystkiego da sie nauczyc. ja do tej pory - chociaz to nie jest powod do dumy - nie potrafie z chemii zrobic tak, zeby w rownaniach reakcji jedna strona rownala sie drugiej (no wiecie, jak to sie nazywa: PP) jakos zyje, jestem prawie na 3 roku na fp, i nie jest mi to do szczescia potrzebne, a zdawalam chemie tylko dzieki moim madrym kolezankom... ; ]

pewnie w trakcie sesji zacznie mi się to zmieniac na coś z hard and heavy
mi w tegorocznej sesji towarzyszy Kayah i Bregowic Dziwne połączenie daje z gramatyką historyczną języka polskiego, no ale cóż....

Teksty maja super
jak to szło z tymi mrówkami???? (bo nie pamiętam... )

przepraszam, ze sie wtracam, w koncu to nie moja walka

tylko mala uwaga: to, ze w logice MATEMATYCZNEJ negacja znosi negacje (i dwa minusy daja plus) nie oznacza, ze w jezyku danego kraju musi byc tak samo. Po prostu, matematyka jest "jezykiem" uniwersalnym, a gramatyka zalezy od zaszlosci historycznych danego jezyka. Stad na ogol podkreslenie: logika MATEMATYCZNA.
A co do angielskiego, jest np. taka (dosc znana swego czasu) piosenka Pink Floyd z tekstem "We don't need no education" - zatem podwojne przeczenie, a w tlumaczeniu na polski - pojedyncze (i w zupelnosci wystarczajace ).

p.s. ciesze sie, ze wszyscy rozumieja znaczenie tekstu "wycieczki osobiste"

cos takiego czego juz nie pomne jak sie nazywalo ale... uczylismy sie skad sie wziely jezyki indoeuropejskie, jak to dranstwo ewoluowalo na co sie dzielily... i te wszystkie, kurde, plemiona... a czasowo to bylo umiejscowione chyba odkad czlek zaczal mowic do dzis...bosz...


Oooo... to chyba była historia języka polskiego, ew. gramatyka historyczna z el. SCS. Dostawałem przy tym szewskiej pasji, wszystkie akcenty, przegłosy, jery i inne bajery.
Nie cierpiałem też Współczesnej gramatyki języka polskiego, nie przepadałem za Poetyką. Historia literatury zawsze jakoś uchodziła. Zresztą ja i te studia to raczej pomyłka. Romansu z tego nie było i pewnie już nie będzie.

Hue hue Studiuję polonistykę na UWr. Jeśli ktoś nie ma pomysłu na to, co robić, zdecydowanie odradzam zahaczanie się z przypadku. Dostać się jest stosunkowo łatwo, utrzymać też - tylko po co, jeśli kogoś to nie interesuje? Do rzeczy. Studia na filologii opierają się na trzech blokach tematycznych:
1. literaturoznawstwie (na pierwszym roku jest to antyk, literatura staropolska, barok i oświecenie) - i tu najwięcej czytania. Na każde kolokwium mam 16 lektur, czasu na przeczytanie około 3 tygodnie. Wyjątkiem była Biblia. Sama w sobie nas załatwiła
2. teorii literatury - tu na nas czeka poetyka, czyli czytanie niezrozumiałych tekstów o niezrozumiałych tematach, np. Jak rozpoznać wiersz, gdy się go widzi, lub Istota wierszowej organizacji tekstu. Niektórzy to lubią
3. językoznawstwie - adept sztuki filologicznej zostanie poczęstowany gramatyką języka polskiego (na początku jest to fonetyka i fonologia), w kolejnych latach dostanie po głowie gramatyką historyczną (czyli jak wymawiał głoski Jan Kochanowski), historią języka i kilkoma innymi kursami. Dla mnie zdecydowanie najciekawszy blok, zawiera wszelkie kursy dot. komunikacji jezykowej

Jeśli to kogo zachęca - serdecznie zapraszam. Ja jestem zadowolona (na dwa tygodnie przed sesją )

Andrzeju, skąd bierzesz fachową wiedzę na temat języka?


głównie od Ojca - studiował polnistykę. ale nie ma probemu - gramatyka historyczna jezyka polskiego.

Też bym chciał wiedzieć, jakie formy gramatyczne obowiązują a jakie zanikły itp.,


obowiazują te które brzmia naturalnie. Jak nie jesteś pwien - przeczytaj na głos.
czterotomowy uniswrersalny slownik ujęzyka polskiego, słownik frazeologiczny etc - ale raczej stosuje się to na wyczucie.

ale prawdę mówiąc nie wiem gdzie zacząć.


zacznij od zapomnienia wszystkiego co z gramatyki nauczyli Cię w szkole. uczą jej w sposób idiotyczny. gramatyka jest fajna - tylko trzeba wiidzieć od ktorej strony ją ugryźć.

dużo dała by Ci analiza Twojego tekstu przez dobrego redaktora.

Nota bene jak już rozmawiacie o tym ile dziennie trzeba napisać, warto by powiedzieć ile dziennie trzeba przeczytać żeby się dokształcić.


nad tym sie nie zastanawaiłem. Nie wiem. Duuuzo. oczywiście zlaeży jeszcze co śię czyta.

i w którym kierunku chcesz sie dokształcać.

, ortografia, coś gest gówniarskie - dlatego RZ


Niezupełnie tak. Słowniki podają przez "rz" ale to błąd wynikający z nieznajomości struktury i gramatyki historycznej języka polskiego.

zródłosłów od "gówno - gówniarski" nie ma tu najmniejszego znaczenia bo ten typ słów posiada końcówkę pochodzącą od francuskiego manger i to ona jeśt źródłem nadrzędnym rządzacym piswonią takich słów jak menażeria, garmażeria etc.

Zbastuj trochę bo wpadłeś do beczki z kotami i jak bdziesz fikal to Cię tu zjemy na surowo

Pocieszyć Was??

SCS... Morfologia i składnia.. To naprawdę nic w porównaniu z gramatyką historyczną języka polskiego... Co roku sobie myślę-no teraz będzie z górki, będzie prościej.. a tu co? Za każdym razem dojdzie jakiś jeszcze trudniejszy przedmiot..i jeszcze bardziej zbędny!! Morfa i skłądnia-ok, ważna rzecz- trzeba umieć polską gramatykę.. ale współczesną! To po co uczyć się czegoś, co już było i nie wróci?! Na co komu takie zaśmiecenie głowy?! Jakby kogoś to bardzo interesowało,to by sobie poszedł na takie seminarium magisterskie albo coś..

No. Pocieszyłam?

Pozdrawiam i owocnej nauki życzę Wszystkim

Otóż po historycznej... na 4 roku jest coś tam z dialektami związane i kolejna gramatyka czy historia języka polskiego- nie wiem dokładnie jak, co się nazywa..bo po co się dołować

Na 3 roku są następujące przedmioty:

* literatura młodej polski i 20lecia międzywojennego (jak podstawa obowiązują jak zwykle cegiełki + dodatkowe pozycje)

* gramatyka historyczna (2semestry) podręczników jest parę do wyboru, wszystkie mają w tytule "Gramatyka historyczna języka polskiego", jeśli chodzi o autorów to: Rospond, Dubisz, Kuraszkiewicz.

* teorie językoznawcze- masakra Podręcznik.. "Wstęp do współczesnych teorii lingwistycznych"- Jacek Fisiak.

* kultura żywego słowa (raz tylko korzystałam z książki, więc nie wiem nawet jaka to była )

*wiedza o sztuce

No i przedmioty specjalizacyjne.

Do osób z 3 roku, gramatyka historyczna
Mam pytanie dotyczące dwóch procesów, które mamy opisac. Przypuścmy, ze jako pierszy wezmę zanik jeru, natomiast drugi palatalizacje. I teraz pytanie: czy mam opisac tylko jedną palatalizacje, która wystąpi w tekście, czy wszystkie występujące w tekście, a może zupełnie wszystkie, które istnieją w gramatyce razem z jotacyzacjami?
Byłam na wykładzie, ale to mi umknęło...


Piszesz wszystko, co wiesz. Pani doktor mówiła, że im więcej tym lepiej (zwiększasz swoje szanse). Jeśli widzisz w tekście wyraz, który poświadcza wokalizację jerów to opisujesz kiedy to zjawisko wystąpiło, jak się odbywało, jakie miało konsekwencje, że przez to wystąpiło wzdłużenie zastępcze itd.itp. Tak samo myślę jest z palatalizacjami- widzisz jeden przykład a opisujesz wszystkie jakie jeszcze zachodziły,możesz do nich też albo wyszukać w tekście przykładu albo z głowy podać, podajesz chronologię itd. Mamy prawie dwie godziny na napisanie tego, więc nie ma się co śpieszyć i pisać wszystko, co przyjdzie do głowy- nie ma punktów ujemnych-są tylko dodatnie
Aha i jeszcze jeśli w tekście masz wyraz np. Bóg to możesz opisać formę Boga/Boże itd- bo akurat o niej wiesz więcej, widzisz jakieś zjawisko i chcesz je pokazać. Wyraz z tekstu może stanowić tylko bazę pod wyraz opisywany.
Mam nadzieję, że dość jasno to napisałam.. ale chyba wszyscy wiemy jak ciężko jest przełożyć informacje uzyskane od pani doktor..na zrozumiały "język polski"

Jak już został poruszony temat Gramatyki historycznej, to jaka książka jest potrzebna na te ćwiczenia?


"Gramatyka historyczna języka polskiego". Do wyboru albo autorstwa Stanisława Rosponda (ja z niej korzystałam, bo łatwiej ją dostać i wszystko napisane jest w skrócie) lub Stanisława Dubisza i Krystyny Długosz-Kurczabowej (wielka kobyła, ale tam jest rzeczywiście wszystko; tylko czy aż tyle jest komuś potrzebne?).

Hahaha gdzie ci Niemcy w Częstochowie?

Czytaj ze zrozumieniem! (szwaby) chodzi o to że typowo Polska Częstochowa (historia, najczystszy jezyk polski) niepasuje do woj. śląskiego bo ślazaki to ludzie poczęści pochodzenia "szwabskiego" (niemieckiego) z niemieckim paszportem i szpanujący że znaja język niemiecki ( a przy okazji mówia w swoim śląskim). Czestochowa historycznie należy do małopolski ! i nieczepaj się ze ktos zamiast "rz" napisał "ż" bo to jest nieistotne, polska gramatyka i język nalęzy do najtrudniejszych na świecie, ja sam robie duzo bledów i nieznaczy to że niejestem polakiem. Częsc Włochów np. nierozumie własnego języka podstawowego a jednak włochami są bo kim innym?!
A tak ogólnie to sie składa że jesteśmy najbardziej zacofanym i najbiednieszym miastem na śląsku na nasze projekty do unii na rozwój np. na parki pod jasnogórskie czy na modernizacje mpk ... są niebrane pod uwage albo kasa nasza jest przechwytywana na śląski rozwój (mimo że są najbogatsi tuz po Warszawie). 93% Częstochowian chce własnego woj. tzn. że chyba coś jest nietak w obecnym.

Musiałabyś się dokładnie zorientowac w zakładzie, w ktorym pracowała osoba która wyjechała, albo iśc do sekretariatu Instytutu (pokój 409 o ile się nie mylę).

jeżeli chodzi o zajęcia z gramatyki historycznej (i innych językoznawczych przedmiotów),to należy się udać do sekretariatu Instytutu Języka Polskiego - pokój 514...
409 to sekretariat Instytutu Nauk o Literaturze Polskiej...

dr Warchala:
Każdy polonista powinien mieć słownik języka polskiego w domu. I tu mój apel: zbliżają się święta, więc błagam, pomóżcie bliskim i poproście o słownik. A jeśli ktoś ma już słownik to może poprosić o bluzeczkę...

99% aktorów daje twarz; z mózgiem jest już gorzej...

Czuję się jak w poczekalni dworcowej. No co, każdy ma swojego fioła. To jest właśnie mój fioł...

studentka:
a czy nie powinno tam być jeszcze przestawki?
dr Rejter:
Ciup!

dalej dr Rejter:
Jak was tak podpuścić, to będziecie jak osiołki, jeden za drugim...

******************************************************************

chyba nie mieści się to w temacie powiedzonka prowadzących zajęcia, ale sytuacja była komiczna i czuję głęboką potrzebę umieszczenia tego tutaj:
gramatyka historyczna z drem Rejterem, do sali wszedł chłopak, ze zdziwieniem spoglądał to na grupę, to na Pana Doktora i ze stoickim spokojem, spoglądając na zegarek, rzekł:
przepraszam, ale o tej porze powinienem mieć tutaj zajęcia z geometrii analitycznej...
po chwili Dr:
ale, proszę Pana, my tu mamy zawsze zajęcia...
chłopak, spoglądając ponownie na zegarek, stwierdził: no cóż, widocznie pomyliłem sale... i wyszedł
Dr kontunuował pisanie przykładu na tablicy i po jakiś kilku sekundach siadł na krześle, wybuchnął śmiechem i ledwo zdołał powiedzieć: przepraszam Was, ale już nie mogłem wytrzymać...
Pewnie nie udało mi się odtworzyć tej sytuacji, ale Ci, którzy byli obecni na tych zajęciach pewnie z uśmiechem na ustach wspominają to zdarzenie;

och, czuję się wywołana do tablicy, i to podwójnie! miałam już okazję z drem Godyniem spędzić wczoraj trzy godziny na jakże "uroczym" przedmiocie, jakim jest Historia Języka Polskiego i oczywiście słabo robi mi się na myśl o trzech godzinach tego przedmiotu (podobnie, jak samemu prowadzącemu, który dzielił się z nami opowieścią o trudnościach w dotarciu na uniwersytet o tej porze), bo słuchać to ja mogę szanownego wykładowcy długo, czym powszechnie wzbudzam niezwykłe zainteresowanie mojej grupy (jak i prowadzącego, który zdawał się być zdumiony faktem, że ktoś nie zasnął i nie omieszkał tego na koniec zajęć, rozbawiony, wypomnieć) - sam zaś dr Godyń zdaje sobie sprawę z trudności tego przedmiotu i reakcji studentów, sam nazwał jakiekolwiek skłonności do gramatyki historycznej "perwersją" (choć wspominał też o jakichś swoich niegdysiejszych wielbicielach, ale o jego tekstach i anegdotach mogłabym długo - czyniłam notatki). nie boję się więc wziąć ewentualnej odpowiedzialności za moje słowa

dominique - mój program gramatyki historycznej jest, wierzę, odmienny od waszego, także dr Godyń traktuje nas też nieco inaczej (dzielił się z nami również opowieścią o swym edytorskim losie)... na ćwiczeniach deklaruje gotowość "wyciągania wiedzy ze studenta", a prędkość omawiania materiału jest bardzo różna i zależy od aktywności grupy (moja skromna rada: postarajcie się wykrzesać z siebie odrobinę wysiłku i próbujcie odpowiadać na pytania, dr Godyń twierdzi, że "jedno zdanie wyplute przez studenta to wszak niemal namiastka dyskusji!"). ale wrażenia z zajęć mam, jak pisałam, pozytywne, jakby: pierwsze koty za płoty!

dr B. Judkowiak (staropolski help)


Dr Judkowiak miała kiedyś opinię b. wymagającej, acz za moich czasów chyba trochę spuściła z tonu (choć wciąż stosuje stary chwyt: na pierwszych zajęciach pyta się, który września dziś [powiedzmy, że jest 5], a potem rzuca: to już 5 lektur powinniście mieć przeczytanych).
Ja chodziłem ze słabą grupą, gdzie raczej nie czytano lektur, ale ogólnie dr Judkowiak sprawia wrażenie osoby kompetentej i z pomysłem na zajęcia, lecz bez fascynacji.

A sam poproszę o info na temat:
- Gramatyka historyczna
- SCS
- Historia języka polskiego [czy jak tam się to nazywa]
- HLP IV rok


A sam poproszę o info na temat:
- Gramatyka historyczna
- SCS
- Historia języka polskiego [czy jak tam się to nazywa]


GH miałem z prof. Pihan-Kijasową. Bardzo polecam! P. prof. jest świetnym gawędziarzem, nie stroni od odwołań do historii i kultury (choć oczywiście to język pozostaje najważniejszy), bardzo jasno przedstawia wiele złożonych zagadnień; z podręczników trzeba było tylko doczytać troszeczkę do egzaminu. Poza tym wymagania nie są z księżyca (chociaż dla wielkich fanów GH mogłoby to być pewną wadą -- ale jak ktoś kocha, to doczyta), a sam przedmiot dzięki pani profesor stał się dla mnie nawet interesujący (mimo że w zasadzie przestałem się już fascynować gramatyką, za to zamierzam kiedyś zerknąć w stronę retoryki).

SCS zdawałem eksternistycznie u tej samej pani profesor, nie było problemu, kiedy powiedziałem, że chcę to robić jednocześnie z GH. Inna sprawa, że powiedziałem też (o ile pamiętam, to było rok temu...), że robię to po to, aby za rok bardziej świadomie chodzić na staropolski help. Nie wiem, czy to miało wpływ na możliwość zaocznego zaliczania przedmiotu.

HJP -- prof. Pihan-Kijasowa powinna być dobrym wyborem, słyszałem też bardzo, bardzo dużo ciepłych słów o dr. Tomaszu Mice. Nb. w poniedziałek oboje mają zajęcia z HJP o tej samej godzinie. :)


- HLP IV rok


Tu mogę powiedzieć tylko tyle, iż raz słyszałem o p. prof. Wiegandt, że jest najbardziej wymagająca i że trzeba u niej przeczytać 90 lektur, podczas gdy u innych jedynie 60.

Ja myślałem, że nigdy nie dam rady zaliczyć Gramatyki Historycznej Języka Polskiego. Miałem na 3-cim roku warunek, który ciągnął mi się do końca studiów. Pod koniec 5-go roku w dziekanacie zaczęli pakować moje papiery i do widzenia, ale wtedy rzutem na taśmę niespodziewanie udało mi się zaliczyć i obroniłem mgr. Warto walczyć, nawet jak się wydaje, że to walka z wiatrakami.

Rosemary Hammond "Ucząc się miłości" seria Harlequin musiałam, na odmóżdżenie... wygodnie się czyta, np. w toalecie

a tak to:

Szaniawski, dramat "Adwokat i róża" (ale telenowela!)

Myśliwski "Pałac" (a fe! szybko wątek można zgubić, ale czyta się b. sprawnie)

Stanisław Dubisz "Gramatyka historyczna języka polskiego"

Moja sesja jest (była?) z dupy.

konwersatorium o komizmie w tekstach Norwida: zal
proseminarium: ??? (coś na koniec roku mi wpisze, ale jest ok)
historia literatury po 1864: ??? (jak wyżej)
angielski: 4+
stylistyka: 4
gramatyka historyczna języka polskiego - wykład z fonetyki: zal
wykład z literatury pozytywizmu: zal
w-f - salsa: zal

gramatyka historyczna języka polskiego - ćw.: jeszcze nie zaliczone
gramatyka historyczna języka polskiego - wykład z fleksji: nie zaliczone
gramatyka historyczna języka polskiego - egzamin: pierwsze podejście w marcu

językoznawstwo ogólne: czekam na wynik

Do tego przedmioty specjalizacyjne:
język w mediach: zal
poetyka reklamy: czekam na ocenę
emisja głosu: 5

Niech mi ktoś powie, dlaczego z najbardziej posranego przedmiotu na roku trzeba zdobyć aż 4 wpisy? No i czemu kobieta od językoznwstwa postanowiła zmienić pytania w teście i wprowadziła terror przed egzaminem? Obawiam się, że będą dwie poprawki i co najmniej jeden zamieni się w warunek...

Na pewnien nader interesujący przedmiot ( sarkazm na kilometr). Mianowicie rozwój języka polskiego znany jako gramatyka historyczna. Nie wiem z czym to się je, dlaczego i kto w ogóle każe mi się tego uczyć. Proszę o jeden racjonalny powód. Nie jestem specjalnością nauczycielską, żebym musiała. I na pewno w przyszłości mi się to nie przyda. Więc po co... ?
Chyba, żeby wpaść w czarną rozpacz na egzaminie. Bo niestety mam go z tego przedmiotu...

Teraz moje pytania: Czy ktoś z Was ma jakieś pojęcia o stopniu trudności podanych przeze mnie kierunków, bądź sam je studiuje czy ma tam znajomych, jaką macie opinię na ten temat... W ogóle wszystko, wszystko, wszystko...


Stopień trudności, to rzecz względna, wiele zależy od indywidualnych predyspozycji od tego, "jaki jest" wykładowca z danego przedmiotu. Jeżeli chodzi o filologię polską, to prawdziwymi wyzwaniami mogą być gramatyka opisowa i gramatyka historyczna. Jeżeli jednak ktoś ma smykałkę do językoznawstwa i trochę konsekwencji, to powinien sobie dać radę. Irytujący za to jest SCS (czyt. kurs języka staro-cerkiewno-słowiańskiego). Przedmioty czysto literaturoznawcze są do przeskoczenia, o ile wykładowcy nie przyjdzie być upierdliwym.

Jeżeli idzie o dziennikarstwo, to może być podobnie.

Ostatnio, przy okazji poprawki z gramatyki historycznej języka polskiego, (którą zresztą oblałam), trafiłam na wspaniały fragment Biblii Królowej Zofii (Genesis):

"Rośćcie a płodźcie sie, a napełnicie ziemię, a osięgnicie ją sobie, a panujcie rybam morskim i ptastwu, jeż to po powietrzu lata, i wszemu stworzeniu, jeż to się rucha na ziemi".

Miałam wielką radość, jak odkryłam to zdanie- perłę .

(bo pewnie wiecie, ze sa dwa rodzaje pamieci stala, ktora zapamietuje to na dlugo i taka, kurcze zabrakolo mi slowa, taka krotkotrwala, jak sie cos wkuwa, to pamietamy to przez kilka dni, a potem zupelnie nic z tego nie pamietamy)


Dokładnie tak - krótkotrwała =}. Z tym, że nie kilka dni, a około czterdzieści sekund (jeśli nie powtarzamy sobie danej informacji "w głowie").

Ja mam różnie - zależy czego się uczę.

Biologia? Wystarczy mi podkreślenie najważniejszych informacji w podręczniku (co mi przypomina, że muszę kupić zakreślacz, wszystkie mi się wyczerpały... -.-) i przeczytanie wszystkiego. Chyba, że uczę się czegoś więcej.
Inaczej się sprawa ma z fizyką i techniką - muszę sobie wypisać wszystkie wzory i definicje, najlepiej kolorowymi pisaczkami, bo inaczej nie ma bata, niczego nie zapamiętam.
Wzory z chemii również.
Historia? Wszystkie daty na kartce, obowiązkowo na różowo. Postacie historyczne również, choć najchętniej na fioletowo. Samej ,,fabuły" nie muszę wypisywać, wystarczy, że podkreślę.
Polski? Ja się tego nie uczę...
Języki - słówka na kartce, gramatykę umiem już na lekcji. Z reguły.

Jeśli na sprawdzianie mają być zadania - cóż, po prostu muszę ćwiczyć. A chce mi się... =='.

Polecam wszystkim kursy z polskiej strony BBC. Każdy znajdzie na tej stronie kurs zgodny z jego poziomem zaawansowania oraz zainteresowaniami. Wszystkie nagrania są zarówno w języku angielskim jak i polskim co znacznie ułatwia i uprzyjemnia naukę oraz ćwiczenia pozwalające utrwalić uczony materiał.
Przykładowo:
- Football matters' to cykl lekcji poświęconych sprawom związanym z piłką nożną.
- Language to Go
Cykl oparty na rozmowach reportera BBC z ludźmi spotkanymi na londyńskiej ulicy, w parkach i pubach.
- English Express
Potoczny język angielski. Często używane zwroty i wyrażenia. Ekspresowy kurs dla początkujących!
- Extreme English
Kurs oparty na rozmowach z rekordzistami z księgi Guinnessa, którzy opowiadają o swoich wyczynach.

i wiele wiele innych o tematyce biznesowej, naukowej, gospodarczej, historycznej, informatycznej a także kursy utrwalające gramatykę

"Idź, kochaj" Tomek Tryzna



też bardzo lubię te książkę.

a ja ostatnio czytam po kolei częśći "Ani..."
i strasznie nudne rzeczy o teorii literatury, gatunkach paraliterackich i biblię prof. Ostaszewskiej - Gramatykę historyczną języka polskiego
ale mamy zajęcia z romantyzmu ach te wszystkie moje ulubione lektury!

 Malkontent :

(Rudy Wirek) :

| pogardliwe, bo wyrazaloby odpersonifikowanie, a juz na
pewno lekcewazenie/

W którejś z książek,  bodajże, Krzysztonia jest fragment
dotyczący
majaczenia któregoś z bohaterów który bojąc się jakichś
hipotetycznych
wilków ze swoich majaczeń woła: wilcy idą, wilcy. Później
ktoś to
właśnie tłumaczył w ten właśnie sposób co i Ty, tylko w
drugą stronę.
Chodziło o spersonifikowanie tychże wilków.


A zabieg w obie strony jest pięknie uzasadniony
historycznie:

- do XVII wieku  wszystkie żywotne miały w mianowniku albo
końcówkę -owie, albo tak, jak "chłopac-y" do dziś: byli
"krucy","ptacy" i "robacy". "Chłopak-i" to byłby staropolski
nieżywotny!
-w XVIII zwierzęta przechodzą już do fleksji :
"kruki","ptaki" "robaki"; zatem "chłopaki" kojarzą się już
nieżywotnie albo zwierzęco - przyznacie,że mało pochlebnie;
"chłopacy" dzielnie trzymają się męskoosobowej fleksji;
(nie pamiętam niestety komu,ale wypominano,że nazbyt jest
dumny, bo odmieniał "panY",ale "chłopI")
- oświecenie, z obsesją odnowienia języka poprzez odwołanie
do mowy potocznej, spopularyzowało końcówkę -i : mówiło się
wtedy nawet "naczelniki" i "Greki"; od tego momentu można
liczyć nobilitację formy "chłopaki"; jednocześnie jednak
gramatycy piętnują taką odmianę jako obelżywą,bo porównującą
ludzi ze zwierzętami: Kopczyński na przykład pisał,że
stosuje się ją, by "upodlić niecnotliwą osobę ludzką".

I wyobraźcie sobie,że Kochanowski ożył i postudiował
współczesną polszczyznę : bardzo _żywotni_ okazali się :
"łotry", "łobuzy","mordercy" i "oprychy" :)
"Kierowcy","informatycy" i wiele innych nazw zawodowych też
trzyma się mocno...
Są "strażacy", ale są też "policjanci". Może należałoby
zamiast analogicznego do "milicjanci",uzasadnionego opinią o
tym zawodzie, wrócić do przedwojennego potocznego
"policjanty" ?:)

g.

(gdyby ktoś się uparł, to w "Historii języka polskiego"
Klemensiewicza na pewno znalazłby to wszystko)


No jak wiedza o języku polskimi zdobywana w tak niepewny sposób (redukcja,
indukcja, analogia) może być pewna? Gramatyka historyczna to zbiór uroczych
hipotez ( te wszystkie jery i inne gady), a synchronicznie...? Nikt
przytomny nie będzie wymagał zbyt wiele od dyscypliny, która nie potrafi
rzetelnie określić przedmiotu swych badań - niech ktoś mi powie, że oni
wiedzą co to jest język polski.  


Widze, ze mamy maly problem z jezykoznawcami? :-) Nie bardzo wiem, kogo masz na
mysli mowiac _oni_. Nie wszyscy jezykoznawcy zajmuja sie jezykiem polskim, a
przede wszysktim to wielu jezykoznawcow, jesli nie wiekszosc, zajmuje sie
jezykiem, tzn. roznymi jego aspektami, a nie jezykiem polskim czy innym.
Oczywiscie robia to obserwujac konkretne jezyki, ale szukaja czesci wspolnych,
czyli zasad na jakich dziala jezyk i staraja sie wyjasnic jak to wszystko
dziala w mozgu.

Cóż z tego, iż ktoś wywodzi ze swadą -
niestety, nie wiem na ile słusznie  -  że winno się mówić *poszłem* ( i mówi
się), skoro jest to niezgodne z normą? A normy to już zupełnie inna para
kaloszy.


Jezykoznawcy nie mowia jak sie powinno mowic, a jedynie obserwuja jak mowia
ludzie. By dowiedziec sie jak dziala jezyk, najlepiej samemu sluchac ludzi, a
nie cial takich ja np. Rada Jezyka Polskiego. Mowisz, ze to jak ludzie mowia
jest niezgodne z norma. Coz, jesli ludzie mowia w jakis sposob, to to jest
wlasnie norma dla tej grupy spolecznej. Jedna grupa spoleczna ma jedna norme,
np. poszlem, a inna inna, np. poszedlem. Nie bardzo widze na czy polega tu
problem. Czy naprawde tak trudno uwierzyc, ze rozne grupy spleczne maja rozne
normy, czli ze mowia troche innymi dialektami? Ktoz powiedzial, ze jezyk polski
to tylko jeden zestaw norm, czyli tylko jeden dialekt?

mac


[ciachbum]
DOCZYTALEM:

| imho nie w XIX ino w XV przez niejakiego Jana Husa. W tym czasie jezyk
| czeski  byl uzywany wylacznie przez chlopow, a szlachta mowila po
| niemiecku i lacinie. Mozliwe, ze bylo tez cos pozniej. Wczesniej za to
| tworzono jezyk polski na podstawie czeskiego, tak zesmy sie tylko
| zrewanzowali.


hau hau, odszczekuje.
Hus co prawda sie na polski patrzyl, ale w tym czasie nie bylo
wlasciwie na co patrzec. W tym czasie jezyk polski bral a nie dawal.

Ale zrewanzowali sie tak, ze to co jeszcze w "Kronikach panow=20
z Podiebrad i Kunsztatu" pisano 'powietrzie' (pol. powietrze)
po XIX-wiecznej reformie zamienilo sie we 'vzduch' (z rosyjskiego).=20


dyc. Ale w XIX wieku jezyk czeski bral zapozyczenia ze wszystkich
jezykow slowianskich. Rusycyzmy na skutek slownika pana Dobrovsky´-ego
a polonizmy pana Jungmanna.
Stagnacja czeskiego literackiego trwala od polowy XVII do pocz. XIX
wieku.

Wplywu polskich jezykoznawcow sie nie doczytalem.

| Mialem cos papierowego, chyba "Historia jezykow
| zachodnioslowianskich", ale nie dam glowy.


Xsiega ta zwie sie "Rodzina jezykow zachodnioslowianskich" pani Ewy
Siatkowskiej. Jest tam dluuuuga lista literatury. Proponuje
bootstraping ;-))

O wplywie czeskiego na polski jezyk literacki jest nieco w "Gramatyce
historycznej jezyka polskiego" (red.[...] Lehr-Splawinski) i/albo=20
w "Jezykach indoeuropejskich" (red. L. Bednarczuk). Natomiast o
odwrotnym nic.


dopiero w XIX wieku.
wg. ww ksiazki [cytat z innej: Polonizmy w czeskim jezyku literackim]
w czeskim funkcjonuje ok. 500 wyrazow zapozyczonych z polskiego.

Waldek


| Nie jestem polonistą, nie kończyłem nawet studiów humanistycznych, jednak
| interesuję się wszelakimi językami. Na codzień stykam się z językiem
| niemieckim, angielskim, włoskim, polskim, rzadziej z innymi.
| Z Waszych postów dowiedziałem się o słowniku etymologicznym Brucknera.

Aleksandra? :-)

| Chciałbym się jednak dowiedzieć, czy jest jakaś książka, która przedstawia
| ewolucję jakiegoś wyrazu w całej rodzinie językowej.
| Tak jak ktoś kiedyś tu pisał o wyrazie "chleb" i zahaczył o niemiecki
"Leib"
| i angielski "lord". Jak się nazywa dział lingwistyki zajmujący się takimi
| zagadnieniami i czy są jakieś książki (niekoniecznie po polsku) na ten
temat?

Jeśli chodzi o porównania pomiędzy językami, to gramatyka porównawcza zwana
komparatystyką.
Natomiast rozwojem w czasie, zajmuje się gramatyka historyczna.
Polecam "Historię języka polskiego" (3 tomy) Z.Klemensiewicza.
Tam znajdzie Pan dużo różnych przykładów.
Do wglądu w każdej dobrej czytelni. :-)

--
Marek Dankowski

http://linux.non.profit.pl


Tę książkę zawsze warto przejrzeć. Próbuję sobie jednak przypomnieć jakieś
prace nastawione na etymologię porównawczą, ale poza Wstępem do filologii
słowiańskiej (i bibliografii tam zawartej) nic mi do głowy nie przychodzi.
Naszemu koledze chodziło chyba jednak o porównanie nie tylko między językami
słowiańskimi jak w Słowniku Brucknera, Sławskiego czy Vasmera, ale wspólny
trzon indoeuropejski. Słownika indoeuropejskiego jeszcze nie ma, choć od lat
dwudziestu pracują nad nim koledzy z filologii klasycznej Uniwersytetu
Łódzkiego, ale szanse na ukończenie są nikłe. Jka coś mi się przypomni - napiszę
Grażyna



Dobra, Kamieniec ma historyczną polską nazwę. A co z hipotetyczną nazwą
Novyj-Lviv? Jadę do Novyj-Lviva, Noveho-Lvova, czy Nowego Lwowa?


Końcówki zdecydowanie powinny być polskie (języki słowiańskie,
mimo że podobne, mają jednak różne gramatyki, trochę inne zakresy
stosowania poszczególnych przypadków). Zwykle lepiej odmieniać,
odcinając w razie potrzeby oryginalne końcówki mianownikowe.
Natomiast główną nazwę można tłumaczyć albo nie zależnie od
różnych czynników: tego, czy w ogóle jest jakaś znana polska nazwa,
i tego, jak ważne jest pokazanie oryginalnej formy komuś, kto może jej
nie znać (tzn. w przewodniku turystycznym raczej oryginalna nazwa albo
transliteracja, a w biografii człowieka tam mieszkającego tłumaczenie
może być bardziej odpowiednie).

Jeśli nie tłumaczymy, to tradycja jest taka, że różne warianty alfabetu
łacińskiego pozostawiamy w oryginale, a inne, np. cyrylicę, transkrybujemy.
W obu sytuacjach może być polska końcówka.

-ego, bo polskie końcówki w polskim tekście - tym samym znika problem,
czy pierwsze słowo jest tłumaczone czy nie, bo akurat wychodzi na to
samo - a Lwowa, a nie Lwiwa, bo to jest znana Polakom nazwa. Co do kreski
i dużych liter, nie mam wyrobionego zdania, ale chyba po polsku,
zwłaszcza jeśli tłumaczymy człony nazwy.

Spiąská Stará Ves - Spiąskiej Starej Vsi. Chyba że zdecydujemy się
na tłumaczenie, wtedy Starej Wsi Spiskiej - to w bardziej swobodnym
tekście, domyślnie bym nie tłumaczył. Akcenty w końcówkach dałbym jak
tutaj, tzn. pozostawił oryginalne w mianowniku, ale nie próbował
stawiać ich w polskich końcówkach.

Zresztą, odmiana wprowadza niepotrzebną komplikację - wystarczy
rozważanie, czy dosłowna transliteracja C^ornyj-Abvgd, czy
spolszczenie Czornyj Abwhd?


Transliteracja tylko kiedy odtwarzalność oryginalnej formy jest bardzo
ważna, czyli przychodzą mi do głowy jakieś informacje dla turystów albo
encyklopedyczne. Transliteracja służy przede wszystkim bibliotekom,
zwykle powinna wystarczyć transkrypcja.

A więc Czornyj Abwhd, Czornego Abwhdu, ew. z kreską.

To tylko moje prywatne zdanie.



polska". Profesjonalizm, he?  Z 10 minut zastanawialem sie o co chodzi z
Brytania. Panu tlumaczowi najwyrazniej nie robi roznicy Brytania czy
Bretania. Nazwy paru innych krajow tez sa poprzekrecane. Wladca
Mediolanu przez jakis czas jest Ludwik Moor (lub w innym miejscu Ludwik
le Moor). Do tego dochodza gramatycznie karkolomne tlumaczenia wydarzen.
Takie drobiazgi ale nieco irytujace.


CDP miewa wpadki, ale ich tłumaczenia są na ogół dobre (choć często nieco
wadliwe od strony technicznej - literówki, rozbieżności między mową a
podpisem, niepodmienione dialogi itd.). Błędy, o których tu wspominasz,
mogły być obecne w oryginale, a na weryfikowanie tych kiloton danych
historycznych, które pojawiają się w grze, nie ma czasu[1]  - ze względu na
powszechne złodziejstwo gra musi się ukazać z możliwie najmniejszym

EU2 źle i sądzę, że tłumacze mogli z tych łamańców wybrnąć lepiej, ale
główna przyczyna leży w enginie gry, w którym nie uwzględniono tego, że
lokalne języki mogą mieć inną gramatykę niż język oryginału (w tym wypadku -
szwedzki). To częsty błąd autorów gier i prawdziwa zmora tłumaczy.

Tym bardziej ze CDProjekt kilka
podobnych wpadek mial i wypadaloby sie uczyc na bledach. Gra sama w
sobie jest swietna.


Jest. I ma świetny podkład muzyczny.

Ja wam dam teraz rozbior Polski... czekajcie ;)


Hehe. Ostatnim razem Austria, Szwecja i Anglia naprzemiennie przez 50 lat
robiły mi karne wjazdy w ramach odwetu za podstępne rozgromienie Siuksów
(pewnie nic by nie powiedzieli, ale już wcześniej podpadłem im podbojem Wlk.
Ordy Nogajskiej). ;-)

[1] Choć zdarzają się tłumacze, którzy to robią. Efekty bywają fenomenalne.

Pozdr.



| Tak to już po prostu jest. Może jakiś filolog byłby w stanie
| wytłumaczyć dlaczego (tj. z jakich historycznych zjawisk językowych
| to wynika).
Dla kogos dla kogo jezyk polski jest jezykiem macierzystym wiele rzeczy jest
"po prostu". Nie jest to jednak odpowiedz ktora mowi duzo komus kto uczy sie
jezyka polskiego w doroslym wieku.


No cóż, ucząć się języka (wszystko jedno czy w dorosłym czy w dziecięcym
wieku) pewne rzeczy trzeba przyjąć na zasadzie "bo tak jest i już".
Chyba że się jest filologiem i chce się wgłębiać w fonologię, gramatykę
historyczną itp. itd. Dziecko też się uczy w ten sposób: "nie mówi się
orzeły tylko orły" - mówi mama do dziecka. "A dlaczego?" pyta malec.
I co, zrobisz mu wykład na temat jerów, przegłosu itp.?

Po prostu trzeba zapamiętać zasady gramatyczne, fleksję, ileś tam form
nieregularnych itp. itd.

Jest to zjawisko o tyle interesujace, ze
wystepuje jedynie w jezyku polskim (jesli sie myle prosze mnie poprawic
podajac przyklad w innym jezyku).


Na przykład w rosyjskim. Zasada jest podobna, tylko dla 2,3,4 (itp.)
rzeczownik występuje w dopełniaczu liczby pojedynczej! Przykłady:
(w transkrypcji, bo cyrylicą byś raczej nie odczytał...)

Na stole leżit jabłoko/karandasz.
Na stole leżat dwa/tri/czietyrie jabłoka/karandasza.
Na stole leżit piat' jabłok/karandaszej.

Tam stoit odin cziełowiek.
Tam stojat tri cziełowieka.
Tam stoit piat' ljudiej. (masz: forma nieregularna l.mn.)

Hmmm, mam nadzieję, że nic nie poknociłem :-)
W innych językach słowiańskich prawdopodobnie też coś takiego
obowiązuje. Nie znam dogłębnie innych, ale np. czeski trochę
znam ze słyszenia i w nim zdaje się też jest podobnie.


Scobin:

| Bo mianownik brzmi "Romanow", a nie "Romanowy". Stąd właściwy będzie
| ten polski wzorzec odmiany, który jest charakterystyczny
| dla rzeczowników.


Marek Jerzy Minakowski:

Tak, ale to jest słowo *rosyjskie*,


Nie szkodzi. W polszczyźnie ma końcówkę rzeczownikową. Z podobnych przyczyn
niemieckie (hipotetyczne) nazwisko "Schoen" odmienimy "Schoena" i "Schoenów",
a nie "Schoenego" czy "Schoenych".

[Ciekawe, że zachowały się jeszcze takie przymiotniki jak "zdrów" i "gotów" (a
u Kochanowskiego: "Psałterz Dawidów") -- ale to już właściwie zabytki
językowe].

Inna sprawa, że rzeczywiście trochę szkoda, iż zaciera się pierwotne
znaczenie. Ja na przykład, człowiek jeszcze młody i niedoświadczony (to nie
jest metafora), nie miałem dotąd pojęcia, że nazwisko "Romanow" ma pochodzenie
przymiotnikowe, dopóki nie przeczytałem tego w Twoim liście. Podobnie z
przydomkami "Lenin" i "Stalin" (co one swoją drogą w ogóle znaczą?).

Starożytni Rzymianie słowa hebrajskie odmieniali po hebrajsku (Seraph -
Seraphim), a my upieramy się rosyjskie odmieniać po polsku,
i to nonsensownie (gubiąc ich znaczenie)...


W którymś miejscu trzeba być konsekwentnym. Skoro powiedziało się A (uzus
przyjął formę "Romanow", nie "Romanowy" albo "Romanów"), to trzeba powiedzieć
B i odmieniać tak jak rzeczownik.

Zresztą deklinowanie wszystkich nazw zapożyczonych z języków obcych zgodnie z
paradygmatem oryginalnym jest nie do zrealizowania. Np. angielskie "Black" czy
"Brown" w oryginale w ogóle się nie odmieniają (wyjąwszy dopełniacz saksoński
i liczbę mnogą). Nawet jeśli ograniczylibyśmy się do fleksyjnych języków
słowiańskich, też pewnie szybko pojawiłyby się problemy.

Notabene ciekawe, czy forma Romanowych" powstała przez świadomą analogię do
rosyjskiego, czy nieświadomą, czy też może i w samej polszczyźnie tak się
kiedyś mówiło. A może wszystkie trzy przyczyny naraz?

Z drugiej jednak strony - poddaję się z bólem, bo przecież kiedyś
i przymiotniki odmieniały się u nas wg deklinacji rzeczownikowej
(w genetivie masculini było "biała chleba")..


Moja wiedza o gramatyce historycznej jest przyzerowa, ale czy "biała chleba"
nie jest przykładem odmiany odwrotnej -- rzeczownika w paradygmacie
przymiotnikowym?

Serdecznie pozdrawiam
Scobin


Ciekawostka na marginesie dyskusji o polskiej ortografii:

Gloske "i" w jezyku nowogreckim zapisuje sie na 5 sposobow :
é
ç
ő
ďé
ĺé
Oczywiscie nikt tego specjalnie nie wymyslil. To ciaglosc historyczna
jezyka, ze tak powiem.
    W Polsce sa jeszcze ludzie, sluchajac ktorych nigdy bym sie nie wahal

    Ortografia sprawia mnostwo klopotow, jej radykalne uproszczenie
mialoby
jednak ten skutek uboczny, ze polskiego sprzed reformy nalezaloby uczyc w
szkolach jak jezyka obcego. Obcowanie z literatura, i tak juz marne,
staloby
sie udzialem garstki zapalencow.

Pzdr
Yarek


Ja również nie jestem za tak radykalnymi zmianami.
Ortografii można się nauczyć (czego jesteście przykładem).
Byłbym jednak za ujednoliceniem niektórych
rozszczepień w zasadach, przez które ludzie się mylą.
Jeśli chodzi o 'rz' i 'ż' 'ch' i 'h' 'u' i 'ó'
to jest prawie dobrze tak jak jest teraz.
Jedynie nauczyciele powinni się bardziej starać i poprawiając
błąd winni jednocześnie wyjaśniać historyczne pochodzenie
wyrazu oraz jego ewentualną odmianę (np. zagorzały - goreć
[a tak pięknie w tym wyrazie słychać soczyste "ż"]).
Jeśli nauczyciele sami nie potrafią uczniowi opisać
genealogii pisowni danego wyrazu to winni zastanowić się
nad jego pochodzeniem i NAUCZAĆ! a nie jedynie pouczać.
Przydałyby się drobne ujednolicenia np. takie
jak w moim przykładzie o 'rozumiem' i 'rozumię'.
Również takie jak:

'tą' zamiast 'tę' ;

'mi' dla celownika - a - 'mnie' dla dopełniacza i biernika ;

pisownia łączna lub całkowicie rozdzielna dla "nie" ;

'by się przydał' i 'przydał by się' ;

Być może o wielu zapomniałem.

Z językiem polskim jest tak jak z komputerami PC -
ciągle ma on pod sobą balast obsługi archaicznych rozwiązań.
Język polski, mimo, że z biegiem lat się zmienia,
to jednak nigdy nowe rozwiązania nie są całkowicie logiczne.
Zawsze pozostawia się jakieś nieznane dla przeciętnego
użytkownika połączenia z pisownią lub gramatyką
z przeszłości łamiąc tym samym nowo ustalane reguły.
Przykłady na to:
"tę" ;

celownik-"mnie" ;

"umiem" który powstał od 'siem' 'chcem' itd. czyli
od ludzi mających 'kłopoty' z wymową 'ę' i 'ą'
i nie został zmieniony na "umię" w celu
zapobieżenia kojarzenia z historycznym:
"u mnie" = "u mię" [oczywiście błąd, bo nie ten przypadek])

Pozdrowienia


Ja również nie jestem za tak radykalnymi zmianami.
Ortografii można się nauczyć (czego jesteście przykładem).
Byłbym jednak za ujednoliceniem niektórych
rozszczepień w zasadach, przez które ludzie się mylą.
Jeśli chodzi o 'rz' i 'ż' 'ch' i 'h' 'u' i 'ó'
to jest prawie dobrze tak jak jest teraz.
Jedynie nauczyciele powinni się bardziej starać i poprawiając
błąd winni jednocześnie wyjaśniać historyczne pochodzenie
wyrazu oraz jego ewentualną odmianę (np. zagorzały - goreć
[a tak pięknie w tym wyrazie słychać soczyste "ż"]).
Jeśli nauczyciele sami nie potrafią uczniowi opisać
genealogii pisowni danego wyrazu to winni zastanowić się
nad jego pochodzeniem i NAUCZAĆ! a nie jedynie pouczać.


Aż dziwię się sam sobie, że się z tobą zgadzam.

Przydałyby się drobne ujednolicenia np. takie
jak w moim przykładzie o 'rozumiem' i 'rozumię'.
Również takie jak:
'tą' zamiast 'tę' ;
'mi' dla celownika - a - 'mnie' dla dopełniacza i biernika ;


a tu już zaczynasz znowu swoje - daj se z tym luzu, człowieku...

pisownia łączna lub całkowicie rozdzielna dla "nie" ;


Powiedzmy.

'by się przydał' i 'przydał by się' ;


Powiedzmy.

Z językiem polskim jest tak jak z komputerami PC -
ciągle ma on pod sobą balast obsługi archaicznych rozwiązań.
Język polski, mimo, że z biegiem lat się zmienia,
to jednak nigdy nowe rozwiązania nie są całkowicie logiczne.
Zawsze pozostawia się jakieś nieznane dla przeciętnego
użytkownika połączenia z pisownią lub gramatyką
z przeszłości łamiąc tym samym nowo ustalane reguły.
"umiem" który powstał od 'siem' 'chcem' itd. czyli
od ludzi mających 'kłopoty' z wymową 'ę' i 'ą'


I kto tu ma kłopoty z odróżnianiem ę od em ?!?

i nie został zmieniony na "umię" w celu
zapobieżenia kojarzenia z historycznym:
"u mnie" = "u mię" [oczywiście błąd, bo nie ten przypadek])


A co tu jest do kojarzenia?



i nie ma kto nauczyć. Moja nauczycielka polskiego lub historii w
podstawówce mówiła, że staroż. Egipcjanie pisali na papiErusie.
Każdy z nas by taki kwiatek dorzucił.


Rozmaite są te kwiatki i różne przyczyny. Ludzie robią
codziennie mnóstwo błędów i nie to jest MSZ ekscytujące,
ale fakt, że te błędy zwykle nie mają wpływu na zrozumiałość.
Treść przekazu Twojej nauczycielki jest dla mnie jasna mimo
błędu. I właśnie to mnie fascynuje w języku.

Jakież dziecko będzie chciało wcześnie czytać, jeśli ma ruchome
obrazki? Czy moje dziecko nauczyłoby się (nieprzymuszane, wręcz
przeciwnie!) tak wcześnie czytać, gdyby u nas oglądało się
telewizję?


Dzieciaki mają swoje racje. Weź z innej beczki. Co byś wolała:
czytać nuty, czy słuchać muzyki? Ja wolałbym słuchać (nawet
gdybym biegle czytał nuty). Tak samo jest z dramatami Szekspira.
Przyjemniej iść do teatru, niż czytać samotnie w domu.

Natomiast są takie rzeczy w literaturze, których nie odzwierciedli
nawet perfekcyjna technika Hollywood (szczególnie że w
niektórych filmach nie ma już nic, prócz techniki). Dzieciak
pojdzie na amerykański film raz, drugi, setny. Pozwólmy mu,
niech chodzi. Może po pięćsetnym seansie zacznie mu się
robić słabo na samo określenie "film amerykański". Może
wybierze wtedy lepsze kino, może sięgnie po lekturę. Do kultury
dochodzi się latami. Do klasycznej muzyki, do literatury. Serio :-)
Na wystawę impresjonizmu z kolekcji Muzeum d'Orsay walą
tłumy. Głównie młodziaki. Właśnie tam byłem. Cymes!

A podstawową rolą szkoły jest zapewnić dzieciakowi biegłość
czytania. Jeśli tego nie robi, jest to kiepska szkoła.

W ogóle wszelkie komiksy znają znakomicie. I potem jakże się dziwić
paniom czytającym kolorowe pisma, gdzie więcej zdjęć niż tekstu
(że o tematyce nie wspomnę)?


Łatwo Ci mówić. Ja się zawsze dziwię wszystkim paniom
i nigdy nie przestanę :-)

Czasami współgrupowicze kierowali takich zbaczających na inny adres
zanim całkiem się zboczą :)


Kiedy tutaj każdy jest trochę zboczony :-)

Ale dobrze, od jutra postaram się znaleźć sobie kącik w
jakimś hardcorowym wątku o gramatyce historycznej.

pzdr
G.


Co sądzicie o konstrukcjach -
To idzie zrobić w nadgodzinach
Tego nie da się nauczyć w pięć minut
?
(Zwłaszcza w języku urzędowym - podręczniki, instrukcje...).
Mirnal


Nie czytalem całego ogromnego wątku, więc może powtórzę
to co powiedziano wcześniej

Mnie ta konstrukcja czasami zachwyca,
np. "Idzie na burzę, deszcz" - bardzo mi się podoba.
Lecz nie słyszałem nigdy, by mówiono "idzie na śnieg".
Natomiast konstrukcja "idzie" z bezokolicznikiem raczej mnie mierzi,
chociaż obydwie prawdopodobnie wywodzą się z tych samych korzeni -
modalnego użycia czasownika "iść".

Zresztą, w przytoczonym przez Ciebie przykładzie funkcję
czasownika modalnego zamiast "iść" pełni czasownik "dać".
Dlaczego tak się potoczyły losy rozwoju języka polskiego nie wiem.

W angielskim
It is going to rain - It's gonna rain.
I am going to do it - I'm gonna do it.
czy analogiczne - I'm not gonna do it.

Ma znaczenie właśnie:) "idzie na deszcz",
"mam zamiar to zrobić - zrobię to , chcę to zrobić"
"nie chcę tego zrobić"
i "go-iść"  nie ma tam w najmniejszym stopniu znaczenia semantycznego.

Prawdopodobnie ta bardzo stara konstrukcja powstała
w czasach, gdy rzeczy nie leżaly jak dzisiaj pod ręką ;)
i aby coś zrobić istotnym warunkiem i częścią przedsięwzięcia
było dotrzeć do miejsca, wykazać chęć działania,
skierować sie ku czemuś.
Z czasem aspekt "dotarcia" do miejsca (lasu , pola, miasta)
tracił na znaczeniu więc analogicznie słabło znaczenie
semantyczne owego "go", aż w końcu stało się modalnym
składnikiem konstrukcji.

Nie zajmuje sie gramatyką historyczna,
są to jedynie moje przypuszczenia:).

Mistrz Polikarp


Wiem, że mój głos jest trochę z innej epoki - ale jako potencjaln ą polonistkę może Cię zainteresuje...

Ja studiowałem dawno temu, w ciekawych latach 1979-1984 (magisterka 1986), na Uniwersytecie Gda ąskim (filologia polska, studia dzienne).
Maturę z liceum plastycznego miałem średni ą (z przedmiotów artystycznych głównie czwórki i pi ątki, z przedmiotów ogólnych głównie trójki i czwórki: wtedy nie było takiej presji na oceny i punktacje - raczej to olewali śmy).
Egzamin wstępny zdawałem (tylko prymusi i olimpijczycy byli ze ą zwolnieni; potem z prymusów się wycofano, gdyż w większo ści okazywali się tępymi kujonami). Literatura, gramatyka, rosyjski pisemnie, potem literatura, gramatyka, historia ustnie. Egzaminator z historii spytał mnie m.in. o specyfikę zaboru pruskiego. Zacz ąłem bredzi Ś o Hakacie i Drang nacht Osten (dopiero po latach skumałem, że chodziło tu o pa ąstwo prawa - surowego, ale jednak: vide wóz Drzymały - w zaborze rosyjskim szybko by się z nim Kozacy uporali...).
Asystentów i wykładowców mieli śmy różnych: m ądrych i głupich, pasjonatów i wyrobników, porz ądnych i wrednych. Przedmioty też - sensowne (acz nie zawsze przyjemne - np. gramatyka opisowa, gramatyka historyczna, metodyka nauczania) i haracze "po linii" (np. ekonomia polityczna, wojsko, język rosyjski). Ale generalnie Wydział Humanistyczny UG wspominam dobrze. Była to porz ądna uczelnia - porz ądna pod wieloma względami (zważcie czasy: ko ącówka Gierka, karnawał "Solidarno ści", stan wojenny!).
Z przykrych rzeczy moja grupka przeżyła likwidację proseminarium magisterskiego z filmu (prowadzonego przez wykładowcę z Łodzi) - uratowała nas ówczesna Pani Dziekan tworz ąc dla nas u siebie nowe seminarium z szeroko pojętej fantastyki. St ąd dopuszczalny przez prawo po ślizg z magisterk ą (licencjatów wówczas nie było) - zrekompensowany oryginalnymi (jak s ądzę) i dobrze ocenionymi (u mnie np. tre ś Ś i obrona pi ątka) pracami.
Nie uczono nas jedynie języków. Lektoraty były traktowane jak "michałek", a system nauczania opierał się na gramatyce, nie konwersacji; je śli kto ś nie miał supertalentu czy supermotywacji - to, jak bohater filmów Koterskiego, zostawał "inteligentem bez języków" (syndrom PRL-u).
Od jakiego ś czasu jeżdżę do mojej Pani Promotor na seminarium doktoranckie (też z fantastyki). Ale nie wiem, co z tego wyniknie: i zawodowo-rodzinne obowi ązki zbyt absorbuj ą, i ten język nieszczęsny (akurat najmniej boję się publikacji, bo tych miałem co-nieco po różnych sympozjach i czasopismach).

Smutny a m ądry dowcip z dzi ś, który gdzie ś tu już zamie ściłem: co mówi bezrobotny absolwent prawa do absolwenta prawa, który ma pracę? "Zapiekankę poproszę"...

no to ja też zacznę sobie czytać mitologię słowian, z racji zawodu może nawet wcześniej powinienem to zrobić... zastanawia mnie czy znajde jakieś filologiczne ciekawostki, coś czuję, że będę to czytać z podręcznikiem do gramatyki historycznej języka polskiego :)

zadne koministyczne syfy <foch> tylko filologie polską a co za tym idzie gramatyke historyczną i idąc dalej język pra słowiański
moze dlatego tak utożsamiam sie z tym Serbami hehe:)
kur... ide spac

NUDY - GRAMATYKA HISTORYCZNA JĘZYKA POLSKIEGO

GRAMATYKA HISTORYCZNA JĘZYKA POLSKIEGO - szkoła

Ja się w tym przypadku z Tobą Aniu nie zgodzę. Jeśli dobrze rozumuję obowiązkowa matematyka = każdy z obojętnie jakiego profilu przystepuje do egzaminu. A teraz moje argumenty:

- po pierwsze, matura z matematyki ( przynajmniej tegoroczna ) do najłatwiejszych nie należała. I mówię to jako absolwent klasy MI. Co dopiero mogą powiedzieć absolwenci klas humanistycznych i innych, gdzie przedmiot ten jest realizowany w zakresie podstawowym. Uczniowie tych klas mogą mieć trudności z uzyskaniem dobrego wyniku na maturze. ( nie mówię tutaj, że matury nie zdadzą )
- jak wyobrażacie sobie rekrutację na studia na kierunki humanistyczne ( ma być brana tam matematyka?? czy może gość zdaje obowiązkowy polski, matematykę i dodatkowo zdaje wos i historię ) Jak Wy uważacie ??
- Nie każdego interesuje matematyka czy fizyka, więc po co "na siłe ma ją zdawać".

jest to kolejny z nielicznych przypadkow kieyd zgadzma sie z Grzeskiem w 100 %. Jestem w klasie humanistyczno - dziennikarskiej, realizuje podstawowy program z matematyki (9 godzin w cyklu ksztalcenia) i jestem w tym momencie praktycznie pewna, z ematura z matenmatyki to absolutnie nie dla mnie bo ja teglo nie lubie tym sie nie interesuje i do tego nei bede sie zmuszac.

test (wyniki matury nie miały żadnego znaczenia), który opierał sie na zdolności logicznego myślenia i kojarzenia faktów - większe szanse mieli ludzie z dobrze opanowaną matematyką.

wole myslec logicznie - historycznie niz logicznie - matematycznie ...

Nie da się wyuczyć robienia zadań, po prostu niektórzy pewnych rzeczy w matematyce nie rozumieją i mimo największych wysiłków rozumieć nie będą. Ja osobiście do takich osób należę i konieczność mordowania się przez kolejne 3 lata z widmem matury z tego przedmiotu należy do czegoś, co nie uszczęśliwiłoby mnie zbytnio. Po prostu matematyki nie rozumiem i za nic nie wbije mi nikt do głowy więcej jak naprawdę podstawowe rzeczy. Niesprawiedliwe byłoby traktowanie w ten sposób osób, które bardziej pociągają przedmioty humanistyczne.

calkowicie sie z Toba Magda zgadzam

Matematykę można mi wkładać do głowy łopatą, a ja i tak nic z niej nie kumam. Więc maty na pewno zdawać nie będę, bo, jak dla mnie, to zwykłe samobójstwo.

A jeśli chodzi o Polak, to jak najbardziej zgadzam się z Adą. Język polski jest naszym ojczystym językiem i my jako Polacy, powinniśmy umieć go PRZYNAJMNIEJ na poziomie podstawowym

no i ja tak samo, Kazdemu z nas przystoi chociaz odrobina wiedzy polonistycznej

[ Dodano: 03-09-2005, 22:19 ]
Szczerze, to w polskim tragiczna jest gramatyka. I niektóre zawiłości strasznie trudne do opanowania.

na maturze raczej nie kladzie sie nacisku na gramatyke nie masz testow z budowy zdania itp

tak.. co do czystości języka to też ich rozumiem..
To jak na "publikowany" migowy wpłynął migAny..
czyli to jak słyszący próbowali nagiąć PJM do polszczyzny..
Rozumiem..
to był "gwałt" na języku..
z drugiej strony i Knapiusz i Mączyński też ujęli w swoich opracowaniach dot. opisu j.pol słowa, które sami wymyślali... próbowali "nagiąć" język.. a i tak tylko 2-3% z tego co ponawymyślali się przyjęło.

Inna sprawa, to szkody (nie wszyscy zdają sobie z nich sprawę) jakie wyrządził migAny (SJM) w nauczaniu niesłyszących. Młode pokolenie uczone SJM (realizowanego niedokładnie) utraciło w pewnym sensie poczucie gramatyki PJM.. a i tak nie poprawiło to ich kompetencji językowych w j.polskim (generalnie). I SJM pojawił się np w TV, a niesłyszący nie rozumieją tych przekazów.. leksyka podobna, ale różnica gramatyczna tak ogrmna, że przkaz jest niezrozumiały. NIesłyszącym trudno zrozumieć czemu ich język jest sprowadzany do takiego dziwactwa jak SJM. Ale za to SJM barzdo przyczynił się do tego, że slyszący zaczęli używać pozafonicznych środków komunikacji, zbliżonych do PJM.
TAk to już jest - wszystko ma swoje dobre i złe strony..
Dlatego niesłyszący są tak "cięci" na wszystko co jeszcze mogłoby im się wtrącić w ich język i kulturę.
Ale widzę, że (opierając sie na Twoich przykładach) to jest kwestia marginalizowanych ( historycznie również deprecjonowanych) społeczności, nie tylko niesłyszących. Zatem... wszytko jasne...

Jednak rozumiejąc opór niesłyszących do wpływów migAnego i wogóle wtrącania się słyszących popieram każdego, kto szanując PJM (!) stara się cokolwiek dla jego popularyzacji zrobić.
Duszpasterstwo - .. no tak.. też miałam wątpliwość czy podawać ten link..
Ale ksiądz który to zainicjował (widoczny na klipach ) studiował migowy razem ze mną.. znam go i wiem, że jego zaangażowanie wypływa bardziej z idei poparcia dla PJM niż z pobudek doktrynalnych..

PS.
Jeśli ktoś chcialby pozbierać podpisy na listach poparcia dla uzyskania statusu prawnego dla PJM - proszę o kontakt na maila - prześlę pliki z dokumentami bezpośrednio..

"Gramatyka historyczna języka polskiego"
No, ale z przyjemniejszej literatury to "Listy z fiołkiem" K.I. Gałczyńskiego

1

,, Zarzut "chwalenia się" uznaję więc za kolejną,bezszczelną hitlerowską prowokację. ''

PROWOKACJA!!!!!!!
ty PINDO , czasami ponizej się nie chwalisz???

Autor Wiadomosc
Wanda

[212.76.39.245] Temat: Językoznawca - językoznawcy

wyslane przez Wanda dnia 2004-06-12 23:27:22
[przegladarka]

--------------------------------------------------------------------------------
Prymitywny kołek * chce mnie oceniać jako językoznawcę, wystawiać mi świadectwa :)

Nie widzisz jełopie* własnej śmieszności i zarzutów posuniętych do granic absurdu? Twoje uwagi na temat mojego profesjonalizmu obnażają jedynie twoje nieuctwo , prymitywizm intelektualny i zawiść domorosłego głuptaka o mentalności zakompleksiałego wieśniaka.

Sprowadzać językoznawstwo do oceny znajomości ortografii jest zbyt trywialne , żeby o tym w ogóle warto było dyskutować.

Ortografia, przecinki, kropki literówki..
A co z językoznawstem strukturalnym, fonetyką, etymologią, komparatystyka, frazeologią ,czy wreszcie gramatyką generatywną czy historyczną?

Chcesz zweryfikować moją wiedzę ?
Podyskutować w mojej dziedzinie, na moim poziomie - jak lingwista z lingwistą?

Potrafisz porównać strukturę języka naturalnego w konfrontacji ze strukturą języka formalnego,
lub
choćby tylko scharakteryzować na czym polega kognitywny czy generatywny model opisu języka naturalnego?

Interesujesz się może działem językoznawstwa diachronicznego?

Uzasadnij więc ubożenie podsystemu wokalicznego na gruncie polskim, - najlepiej z podaniem przykładów.

Wiesz jakie samogłoski ginęły w śródgłosie i wygłosie języka polskiego i dlaczego?

Potrafisz wskazać różnice pomiędzy e ruchomym i e analogicznym,omówić kontrakcję i haplologię w rozwoju form deklinacji złożonej ?

A może coś prostszego? Z gramatyki historycznej?

Jak tłumaczy się typ Domk albo Kmtom w kaszubszczyźnie na język współczesny?

Omów przyczynę, skutki wzdłużenia zastępczego albo palatalizacji tylnojęzykowych.

Zadania podałam i oczekuję odpowiedzi. Masz na to trzy dni. Po tym terminie ogłoszę cię kpem, analfabetą , nieukiem, który utracił zdolność dyskusyjną i wygonię precz z forum :)))))))))))))))))))))))))))

______

* słownictwo zaczerpnięte z mowy potocznej.

P.S. Jeśli ktoś znajdzie w moim tekście literówki - niech je potraktuje, jak na to zasługują: z poczuciem humoru :))))))))

1

Nie bredź malina

he!he!he!

NOWY

[62.141.246.251] Temat: Re: Bezwstydny ...

wyslane przez NOWY dnia 2004-06-17 16:01:29
[przegladarka]

--------------------------------------------------------------------------------
,, Zarzut "chwalenia się" uznaję więc za kolejną,bezszczelną hitlerowską prowokację. ''

PROWOKACJA!!!!!!!
ty PINDO , czasami ponizej się nie chwalisz???

Autor Wiadomosc
Wanda

[212.76.39.245] Temat: Językoznawca - językoznawcy

wyslane przez Wanda dnia 2004-06-12 23:27:22
[przegladarka]

--------------------------------------------------------------------------------
Prymitywny kołek * chce mnie oceniać jako językoznawcę, wystawiać mi świadectwa :)

Nie widzisz jełopie* własnej śmieszności i zarzutów posuniętych do granic absurdu? Twoje uwagi na temat mojego profesjonalizmu obnażają jedynie twoje nieuctwo , prymitywizm intelektualny i zawiść domorosłego głuptaka o mentalności zakompleksiałego wieśniaka.

Sprowadzać językoznawstwo do oceny znajomości ortografii jest zbyt trywialne , żeby o tym w ogóle warto było dyskutować.

Ortografia, przecinki, kropki literówki..
A co z językoznawstem strukturalnym, fonetyką, etymologią, komparatystyka, frazeologią ,czy wreszcie gramatyką generatywną czy historyczną?

Chcesz zweryfikować moją wiedzę ?
Podyskutować w mojej dziedzinie, na moim poziomie - jak lingwista z lingwistą?

Potrafisz porównać strukturę języka naturalnego w konfrontacji ze strukturą języka formalnego,
lub
choćby tylko scharakteryzować na czym polega kognitywny czy generatywny model opisu języka naturalnego?

Interesujesz się może działem językoznawstwa diachronicznego?

Uzasadnij więc ubożenie podsystemu wokalicznego na gruncie polskim, - najlepiej z podaniem przykładów.

Wiesz jakie samogłoski ginęły w śródgłosie i wygłosie języka polskiego i dlaczego?

Potrafisz wskazać różnice pomiędzy e ruchomym i e analogicznym,omówić kontrakcję i haplologię w rozwoju form deklinacji złożonej ?

A może coś prostszego? Z gramatyki historycznej?

Jak tłumaczy się typ Domk albo Kmtom w kaszubszczyźnie na język współczesny?

Omów przyczynę, skutki wzdłużenia zastępczego albo palatalizacji tylnojęzykowych.

Zadania podałam i oczekuję odpowiedzi. Masz na to trzy dni. Po tym terminie ogłoszę cię kpem, analfabetą , nieukiem, który utracił zdolność dyskusyjną i wygonię precz z forum :)))))))))))))))))))))))))))

______

* słownictwo zaczerpnięte z mowy potocznej.

P.S. Jeśli ktoś znajdzie w moim tekście literówki - niech je potraktuje, jak na to zasługują: z poczuciem humoru

1

W odpowiedzi na : Językoznawca - językoznawcy wyslane przez Wanda dnia 2004-06-12 23:27:22:

: Prymitywny kołek * chce mnie oceniać jako językoznawcę, wystawiać mi świadectwa :)
:
: Nie widzisz jełopie* własnej śmieszności i zarzutów posuniętych do granic absurdu? Twoje uwagi na temat mojego profesjonalizmu obnażają jedynie twoje nieuctwo , prymitywizm intelektualny i zawiść domorosłego głuptaka o mentalności zakompleksiałego wieśniaka.
:
: Sprowadzać językoznawstwo do oceny znajomości ortografii jest zbyt trywialne , żeby o tym w ogóle warto było dyskutować.
:
: Ortografia, przecinki, kropki literówki..
: A co z językoznawstem strukturalnym, fonetyką, etymologią, komparatystyka, frazeologią ,czy wreszcie gramatyką generatywną czy historyczną?
:
: Chcesz zweryfikować moją wiedzę ?
: Podyskutować w mojej dziedzinie, na moim poziomie - jak lingwista z lingwistą?
:
: Potrafisz porównać strukturę języka naturalnego w konfrontacji ze strukturą języka formalnego,
: lub
: choćby tylko scharakteryzować na czym polega kognitywny czy generatywny model opisu języka naturalnego?
:
: Interesujesz się może działem językoznawstwa diachronicznego?
:
: Uzasadnij więc ubożenie podsystemu wokalicznego na gruncie polskim, - najlepiej z podaniem przykładów.
:
: Wiesz jakie samogłoski ginęły w śródgłosie i wygłosie języka polskiego i dlaczego?
:
:
: Potrafisz wskazać różnice pomiędzy e ruchomym i e analogicznym,omówić kontrakcję i haplologię w rozwoju form deklinacji złożonej ?
:
: A może coś prostszego? Z gramatyki historycznej?
:
: Jak tłumaczy się typ Domk albo Kmtom w kaszubszczyźnie na język współczesny?
:
: Omów przyczynę, skutki wzdłużenia zastępczego albo palatalizacji tylnojęzykowych.
:
: Zadania podałam i oczekuję odpowiedzi. Masz na to trzy dni. Po tym terminie ogłoszę cię kpem, analfabetą , nieukiem, który utracił zdolność dyskusyjną i wygonię precz z forum :)))))))))))))))))))))))))))
:
:
: ______
:
:
: * słownictwo zaczerpnięte z mowy potocznej.
:
: P.S. Jeśli ktoś znajdzie w moim tekście literówki - niech je potraktuje, jak na to zasługują: z poczuciem humoru :))))))))
-----------------

Gdy czytam takie teksty to przypomina mi się jedno ze zdań dr Jana Kwaśniewskiego (autor diety optymalnej). "Młodzież polska uczy się i uczy, ale wyuczyć się nie może, bo spożywa groch z kapustą popijany coca colą."

Tak powaznie to pewnie w TVN 24 mowil bede ogladal powtorki moze cos wiecej powiedza.
To niech ojej113 nie pisza takich bzdetow o wojnie fikcyjnej przyszlosci tylko fikcyjnej terazniejszosci.
A co do jego poprzednich postow to skad on wysal te informacje na temat tego ze to musz byc wojska tylko z Uni Europejskiej jesli mu sie europa kojazy tylko z UE to moje gratulacje. Wszak mamy wiele nacji europejskich i nie koniecznie musimy usluszec w tym dosatku francuski lub niemiecki. No chyba ze kolega ojej113 ma jakies tajne informacje o zmianie nazwy boosterpack'a z Europejskie siły zbrojne na Sily zbrojne Uni Europejskiej.
Pax.


Człowieku, czego ty ode mnie chcesz? BF2 jest historycznie umiejscowiony w .... przyszłości. Ponieważ to jest przyszłość, to jest ona fikcyjna (no chyba że EA jest wróżką) i stąd ta 'fikcyjna przyszłość'. Jeżeli wyrażenie te jest sprzeczne z gramatyką j. polskiego to przepraszam.
Jeżeli chodzi o Europejski Siły Zbrojne to masz rację, źle zapamiętałem i pierwsze co mi się skojarzyło to UE.
Co z logicznego punktu widzenia (przynajmniej mojego) nic nie zmienia. Jeżeli UK jest w jakimś sojuszu i jest częścią ESZ to dlaczego walczy sam z Rosją i bodajże Syrią. Jest to Political Fiction i dowiemy się prawdy (tzn tego co EA wymyśliło) po wydaniu minidodatku.
Jeżeli chodzi o języki to francuski teoretycznie jest językiem dyplomatycznym i nim swego czasu porozumiewano się w UE, która to usiłuje stworzyć ESZ. Język niemiecki z koleii obecnie jest używany przez najbogatsze państwo w UE. Angielski jest z koleii językiem najpopularniejszym i najczęściej spotykanym w armiach. Polski używany przez kilkadziesiąt milionów ludzi na świecie (do póki wszyscy nie wyjadą za pracą na zachód) i olewany przez resztę świata.
Osobiście nie chciał bym angielskiego, bo lubię urozmaicenie.

GRAMATYKA
'gramma' litera
'tyke(z kreseczką )' sztuka
~ sztuka poprawnego używania liter
- opis systemu językowego
- twór człowieka
- powstała w XIX w.
- jest zmienna i do końca niepoznawalna
- polska gramatyka jest przedmiotem badań od 1945 r. do współczesności

Gramatyka dzieli się na:
~ opisową - opisuje stan systemu gramatyki danego języka w danym momencie; nie wyjaśnia problemu, "tak po prostu jest"
~ historyczną - opisuje zmiany systemu językowego danego języka na przestrzeni dziejów; jest dynamiczna; odpowiada na pytanie 'a dlaczego tak się stało?", wyjaśnia zmiany systemu językowego

FLEKSJA - odmiana wyrazów

Przepisy gramatyczne są jednymi z możliwych ujęć, nie można ich uznawać jako "prawdy objawione"

JĘZYK - system znaków słyżących do porozumiewania się

BUDOWA SYSTEMU JĘZYKOWEGO:

a tu jest wykres, którego choćbym baardzo chciała nie przełoże na cyfrowy zapis, ale spróbuję opisać...

dźwięki mowy (składają się z głosek) tworzą sylaby ( w pisaniu nie ma sylab), które tworzą wyrazy, te z kolei tworzą wypowiedzenie (zdania)

te 4 wytłuszczone pojęcia są znakami językowymi

wypowiedzeniami zajmuje się SKŁADNIA

wyrazy składają się z MORFEMÓW (najmniejsze znaczeniowo cząstki wyrazu). Morfemami zajmuje się MORFOLOGIA (dyscyplina zajmująca się budową wyrazów)

MORFOLOGIA dzieli się na
- SŁOWOTWÓRSTWO (wyznacza reguły powstawania wyrazów)
- FLEKSJĘ (budowa zdań)

MORFEMY dzielimy na gramatyczne i słowotwórcze

dżwięki mowy to FONEMY, FONOLOGIA (opis fonemów; językoznawcza dziedzina)
FONETYKA to dyscyplina zajmująca się fizyczną, przyrodniczą stroną fonemów

sylaby i dźwięki mowy wchodzą w zakres FONOLOGII

FONEMY tworzą MORFEMY gdy się wypowiadamy

Pierwsze podręczniki i książki o gramatyce:

1) Onufry Kopczyński "Gramatyka j. polskiego", XVIII w.
jako pierwszy użył sformułowań: imiesłów, partykuła, wykrzyknik

2) Szober "Gramatyka"

3) Doroszewski "Podstawy gramatyki polskiej"

Klemensiewicz wprowadził słowo 'wypowiedzenie'

28 Jun 2005 00:43:02 +0200, na pl.hum.polszczyzna, Stefan Sokolowski

[... opowieść wycinam, choć przeczytałem uważnie, bo jest bardzo
interesująca. Zazdroszczę Ci takich wędrówek...]

Ja:
|   (1) zamiast [ł] mówili [l], na przykład /ląka/ zamiast ,,łąka'',

Adam:
| To ciekawe. Czy ich wymowa przypominała bardziej
| przedniojęzykowozębowe, "aktorskie" /ł/ czy nasze neutralne /l/?

Nie mam pojęcia.  To było dawno.  Myślałem wtedy o czym innym, mogę
zrelacjonować tylko to, co już wtedy wpadło mi silnie w ucho, bo same
dźwięki już dawno nie brzmią mi w głowie.


Prawda, nikt normalny w takich okolicznościach na to uwagi nie zwraca.
Szkoda jednak, że nie możesz zaspokoić mojej ciekawości, po prostu
pomyślałem, że prawdopodobnie trafiłeś na językowy skansen i chciałem
się upewnić.

Adam:
| Obstawiałbym pierwsze, które słyszę czasem jako głoskę bardzo
| zbliżoną do /l/, ale jednak od niego różną. Jesteś pewien, że nie
| było to coś zbliżonego do płynnego /ł/?

Nie jestem pewien.  Opisałem moje wrażenie odniesione wtedy.  Teraz
nawet jeśli mi wyjaśnisz, czym się różni płynne /ł/, to już sobie nie
przypomnę, jakie /ł/ oni mówili.  


Te płynne to inaczej przedniojęzykowozębowe. Takie kresowiackie.

Adam:
| O ile dobrze pamiętam, to pojawianie się dzisiejszego dwuwargowego
| /ł/ datuje się na przełom VI - VII wieku.

No, nie.  Oni mówili o Sobieskim.  Trzy wieki istnienia takiej enklawy
to i tak dużo.  A Ty byś chciał, żeby czternaście?!  To wtedy pewnie
nie dogadalibyśmy się z nimi.


Matko, ale skucha. Pisałem i nawet celowo zatrzymałem się, żeby poprawić
ii na II, a o X zapomniałem. Chodziło mi naturalnie o przełom XVI - XVII
wieku. To już blisko Sobieskiego. Ta postać i zbieżność dat z gramatyki
historycznej mnie uderzyła.

Adam:
| Ciekawi mnie też, czy to /e/ w ich mleku jest takie, jak nasze, czy
| może jaśniejsze, wyżej wymawiane?

Tego też Ci nie powiem.  To przesunięcie /l/ -/l'/ oraz /ł/ -/l/
rzuciło mi się w ucho.  Możliwe, że były jeszcze inne różnice w
stosunku do współczesnego polskiego, ale mi je zasłoniła tamta,
najwyraźniejsza.


Gdyby /e/ było jaśniejsze, to mięlibyśmy prawdziwie wykopaliskowy okaz,
zaraz po przestawce melko - mleko :)

Adam:
| Patrząc jednak z wnętrza ich języka, to istnienie paronimu "plotka -
| pliotka" może świadczyć o odrębności miękkiego i twardego fonemu
| /l/. Z drugiej jednak strony może chodzić o coś innego, o czym
| świadczy zachowana miękkość w "mlieko" - mogą mieć dwa fonemy /o/ i
| nieobecne u nas, a historycznie poświadczone /io/ pochodzące z
| przegłosu "e"

rozmawiałem.  Parę ,,plotka''-,,pliotka'' wymyśliłem sam wczoraj
próbujac sobie wyobrazić, jak oni *by* to powiedzieli.


Jestem niemal pewien, że tak by powiedzieli, do pewności brakuje tylko
kilku detali. Ciekawe, czy ta absolwentka uniwersytetu wróciła do nich
reformować ich piękny dialekt...


Dnia 04-03-02 20:31, w liście od osoby znanej jako Adam było:

| A specjalnie dla grupowiczów php zadałbym pytanie,,która
| jest bardziej poprawna :)

Dobrze, że nie zadałeś.;) To trochę tak, jak pytanie o to, czym się
różni wróbelek.:)


Dla mnie to oczywiste, dla Ciebie to oczywiste, dla Ja22ka też, ale oto
anegdotka:
Pewien polski językoznawca o światowej pozycji ma wykład z fonologii w
jakimś kolegium czy czymś w tym stylu (w polskim systemie nauczyciel
języka obcego formalnie studiuje kierunek filologia, więc musi odbębnić
parę przedmiotów, które są "nauczycielowi do niczego niepotrzebne", typu
historia danego kraju, fonetyka, fonologia, gramatyka historyczna itd.
:-) ). Mówi o tej fonologii, mówi, między innymi wspomina o typowej dla
polszczyzny, zwłaszcza potocznej, retrakcji "i" do "y". Po czym z sali
pada pytanie: "A bardziej *elegancko* jest mówić | gril<< czy | gryl<<?"...

Inny przykład - pewien językoznawca prowadzi program telewizyjny w stylu
"czy należy mówić | poszłem<<, czy | poszedłem<<?" W sumie nic w tym
złego, w końcu językoznawstwo preskryptywne też istnieje, a nie można
oczekiwać w telewizji programu o gramatyce generatywnej. Wśród pytań od
ludności złaknionej wiedzy językoznawczej ( :-) ) pojawia się pytanie:
"A czy przy wychodzeniu z windy należy mówić | Dziekuję<<?" I cóż
obserwujemy, czy pan językoznawca powie, "To ciekawe pytanie, ale nie
jestem specjalistą od savoir vivre'u, tylko od języka"? Nie, pan
językoznawca utwierdza telewidzów w przekonaniu, że rozważania na temat
kurtuazji są właśnie tym, czym zajmuje się językoznawstwo, a wręcz panu
językoznawcy sprawia największą radość...
Ten sam językoznawca (od paru lat dyżurny językoznawca RP) zostaje na
potrzeby pewnego tok szołu poproszony o analizę stylu przemówień
wybranych polityków. Przyznaję, retoryka, stylistyka itp. to nie to, co
mnie interesuje, ale do językoznawstwa można do zaliczyć. A pan
językoznawca zaczyna mówić o tym, że któryś polityk podskakuje i całuje
po rękach. Hmmm... czyżby był tak nowoczesnym językoznawcą, że łączy je
w ramach unifikacji nauk kognitywnych z psychologią, etologią itp.? Może
jest specjalistą od języka ciała?

To takie uwagi na poboczu, ale ilustrują fakt, że ludność oczekuje
odpowiedzi na pytanie "Co jest słuszne?", a niektórzy językoznawcy
bardzo dobrze się czują w roli ekspertów od wszystkiego i mechanizm sam
się napędza. Pierwszy przytoczony językoznawca nie odpowiedział
autorytatywnie na pytanie ludności, więc widocznie jest gorszym
językoznawcą od drugiego. Kto by tam patrzył na dorobek z Listy
Filadelfijskiej?   ;-/

Pozdrawiam,
Adam


pzdr
piotrek



Katarzyna:

| Droga grupo: jest homo faber, homo ludens. I dobrze. Ale jak by po
lacinie
| okreslic uczuciowca -takiego co chodzi i sie roztkliwia, odwiedza stare
| miejsca, wzrusza sie natura (troche jak Karpinski czyli spiewak
Justyny)?
| Zaciekawiona Marta
| dzien dobry , Marto !
| Urocze jest to polaczenie slow , lecz niestety nie po lacinie !
| slowa "sentimentalis" nie ma w lacinie ! To twor laczacy
| francuskie "sentimental" z koncowka lacinska -is !
| Jesli chcesz utworzyc po lacinie swojego uczuciowca proponuje wzjasc
| czasownik "sentio 4 sensi, sensum "-ozn. czuc ,spostrzegac ,odczuwac
| bolesnie, (duchowo)zauwazyc, zrozumiec ;etc i wg lacinskich prawidel
utworzyc

| participium praesentis activi "sentiens "!!!!
| powstanie : homo sentiens co jest forma prawidlowa , bogata w znaczenia !
| i uzywana przez filologow klasycznych !
| Wybacz mi ,ze nie uzywam polskich znakow diakrytycznych , ale niestety
nie
| mam ich w mojej klawiaturze .
| pozdrawiam ! katarzyna

Wedlug mnie sentire ma troche inny odcien znaczeniowy,
nie zaproponowalam tego imiesłowu calkiem swiadomie.
W chyba najlepszym w sieci slowniku lac.-ang. zadne
ze znaczen "sentire" mi do podanego przez Marte znaczenia
nie pasuje (podaje ten slownik jako wspolne miejsce,
do ktorego wszyscy mozemy zajrzec i ewwntuaklnie mnie
sprostowac). Adres (trzeba te wiersze skleic):
http://www.perseus.tufts.edu/cgi-bin/ptext?doc=Perseus%3Atext%
3A1999.04.0059%
3Aentry%3D%2343680
W papierowych znaczenia sa podobne, chociaz jest
mniej objetosciowo.

W klasycznej przymiotnika "sentimentalis" rzeczywiście
nie ma, tak samo jak nie znalazloby sie chyba słowa

multiplicanda praeter necessitatem :) )
Przed wyslaniem poprzedniej odpowiedzi Marcie zajrzalam
tez do słownikow laciny sredniowiecznej i w jednym z nich
(juz nie pamietam, w ktorym) znalazlam pasujacy tu rzeczownik,
zdaje sie ze "sentimentalitas" (nie moge sprawdzic, jestem
teraz poza domem), jako uczuciowosc, wrazliwosc, cos w tym
rodzaju.
A to, ze z laciny sredniowiecznej, chyba nie szkodzi, wszak
dyskutowane tutaj slowo zostalo utworzone przez Marte jeszcze
pozniej;)

Jesli to rzeczywiscie  bylo sentimentalitas, to senitmentalis
utworzone prawidlowo, jak fragilitas i fragilis (chociaz
slowotworczo pewnie odwrotnie).
Pisze moze chaotycznie, ale w pracy i chce jak najszybciej
wyslac.
Co do polskich znakow, akurat na tej grupie nie uzywam ich
rozmyslnie.
Pozdrawiam bratnia dusze :-)

penna

dobry wieczor ,penno!


Doktor Mantke z wydz. filologii klasycznej na Uniwersytecie
Wroclawskim ,zajmujacy sie gramatyka i stylistyka jez. lacinskiego ,zawsze
powtarza , ze kazda nawet najbardziej nieprawidlowa forme wymyslona przez
studentow mozna obronic zagladajac do historycznej gramatyki jez. lac.
Najlepszy zas dowod pomieszania form  znajdujemy wlasnie w lacinie
sredniowiecznej!
Przyczyna jest wymieszanie kulturowo-jezykowe tego okresu.(W okresie galo-
romanskim jezyk lacinski miesza sie z jez. celtyjskim ). Wiele "zlego "robia
takze niedouczeni skrybi przepisujacy w klasztorach rekopisy.
Dlatego wiekszosc filologow klasycznych tworzac nowe wyrazy ucieka sie do
slownictwa z okresu zlotaj laciny .Stad np.socius ordinarius et honorarius ,
tj.czlonek zwyczajny i honorowy ( zwrot nie uzywany przez starozytnych!)
W tworzeniu nowych wyrazow ucieka sie takze do jezyka nowogreckiego np.
utworzona po lac. czekolada to socolata ,ae
Natomiast czasownik sentio 4 sensi sensum ma bardzo bogate znaczenie i byl
bardzo czasto uzywany przez Rzymian
( Odsylam do czterotomowego slownika J.Plezi) Obok "materialnego"znaczenia
odwoluje sie do duchowych odczuc .Do postrzegania
obrazow ,przemyslen ,rozwazan i wspomnien ,nawet o zabarwieniu bolesnym.
To od niego pochodzi francuskie :un sentiment i le sentimentalisme ; stad
polski sentymentalizm !
Forma participium praes. act. jest forma uzywana bardzo czesto w lacinie (w
przeciwienstwie do jez. polskiego , ktory nie lubi imieslowow )porownajmy
slynne homo sapiens !
Milo mi dyskutowac z toba na ten temat ! Odwiedzilam te strone po raz
pierwszy i z przyjemnym zdumieniem zwrocilam uwage na to ,ze ktos jeszcze
zajmuje sie lacina , w tym zwariowanym swiecie techniki  !
Pozdrawiam serdecznie ! Katarzyna